Przeliczeni.pl
Wszystko o prowadzeniu biznesu w galerii handlowej bez cenzury i ukrywania niewygodnych faktów.

Tutaj zobaczysz jak to działa "od kuchni": nadużycia, fałszowanie informacji, szantaż.
Przeliczeni.pl
Systemy franczyzowe w Polsce - czy rzeczywiście to taki złoty biznes?

Sprawdź na blogu jak wyglądają realia prowadzenia tego rodzaju działalności.
Przeliczeni.pl
Bankructwa, rozwody, bezdomność, ucieczki z kraju.

Świadectwa ludzi, których wykończył system retail.

“Nurkowanie”-poradnik najemcy c.d.

Czy zauważyliście ...

Czy zauważyliście Państwo w jaki sposób  pracownicy sklepów „nurkują”? Czyli podchodząc do wyjścia sklepu schylają się jakby przechodzili pod „niewidzialną” poprzeczką? Podobnie schylają się wchodząc do środka. Dlaczego to robią?

Pracownicy sieciowych sklepów są rozliczani z każdego „wejścia i wyjścia” klienta do sklepu.

Oto mail który dostałem od byłej pracownicy prestiżowej sieci z perfumami z galerii w Bielsku-Białej.

„W tej galerii ludzi nie było. Naszym zadaniem było osiągnąć 2500 złotych utargu dziennie na osobę. Nierealne. Na zmianie średnio pracowały cztery osoby. Stałyśmy w tym sklepie „na baczność” w oczekiwaniu na Klientów.  To był wyścig szczurów. Jeden drugiemu podbierał klientów, bo byliśmy rozliczani z każdego klienta. Z każdego odnotowanego przez „liczniki” wejścia. Te liczniki są zamontowane na listwach wejściowych z obu stron. Mieliśmy za zadanie sprzedać średnio 14 klientom kosmetyki i perfumy o takiej wartości.

Dlatego schylaliśmy się po to, aby te kamery nie zarejestrowały tego, że ktoś wszedł do sklepu, wyszedł z niego i nic nie kupił. Jeśli np. ja kilka razy dziennie wchodziłam i wychodziłam ze sklepu to ten licznik nie rozróżniał czy wchodzi pracownik czy klient dlatego, żeby nie nabijać fikcyjnych wejść schylaliśmy się pod kamerkami w jedną i drugą stronę. Innym sposobem było „przyklejanie się” do siebie w taki sposób, aby tylko kamera zarejestrowała jedno wejście, a nie dwa na raz.

Ja lubiłam swoją pracę, ale umierałam w tej galerii z nudów. Pracowałam po 8,5 godziny dziennie. W pewnym momencie właściciel sieci zwolnił wszystkich pracowników twierdząc, że ta ekipa nic nie potrafi, nie potrafi sprzedawać. Ja zostałam, bo pracowałam na umowę zlecenie. Przyszli nowi pracownicy z innych sklepów. Nic się nie zmieniło. Obroty nie wzrosły, bo nie było Klienta. Czekałyśmy na święta. Wtedy obroty znacząco wzrastały. Atmosfera w pracy była fatalna ze względu na to, że nie byłyśmy w stanie sprzedawać. Ogromna presja. Udręka. Już tam nie pracuję. Towarzyszyło mi uczucie bezsilności, bo nie jestem słabym sprzedawcą. Pracowałam w tej galerii rok. Dziennie po galerii mogło się kręcić 200 może 300 osób? W weekendy było więcej. Poza tym, przysyłano nam trenerów, którzy szkolili nas jak mamy sprzedawać, jak rozmawiać, jak się ubrać. Masa szkoleń. Nic to nie dawało, bo nie było w tej galerii Klientów. Pozdrawiam. Agnieszka”.

Dziękuję za tego maila. Czekam na następne. Pozdrawiam serdecznie.C.D.N.

 obroty w galeriach handlowych, ilość klientów, frekwencja w galeriach, ilości wejść, wyjść

 

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *