Przeliczeni.pl
Wszystko o prowadzeniu biznesu w galerii handlowej bez cenzury i ukrywania niewygodnych faktów.

Tutaj zobaczysz jak to działa "od kuchni": nadużycia, fałszowanie informacji, szantaż.
Przeliczeni.pl
Systemy franczyzowe w Polsce - czy rzeczywiście to taki złoty biznes?

Sprawdź na blogu jak wyglądają realia prowadzenia tego rodzaju działalności.
Przeliczeni.pl
Bankructwa, rozwody, bezdomność, ucieczki z kraju.

Świadectwa ludzi, których wykończył system retail.

Nieukprawnicy-poradnik najemcy

<p style="margin-bottom:...

W dniu publikacji w Gazecie Wyborczej (sierpień) byłem w tym czasie na Bałkanach. Mailem dostałem dwie oferty od polskich kancelarii prawnych z propozycją nawiązania współpracy. Zadzwonił do mnie też niejaki Franciszek Babik. Powiedział tak:

-Dzwonię z kancelarii prawnej z Londynu. Jestem teraz w Polsce i mamy dla pana propozycję pomocy w pana sytuacji.

Odpowiedziałem, że ten tekst nie jest apelem o pomoc i że mam dwie kancelarie prawne z których wsparcia korzystam. Odpowiedział, że mają „wielkie doświadczenie w tego rodzaju sprawach dotyczących galerii handlowych”.

Zasugerowałem, że jestem otwarty na współpracę i proponuję spotkanie z kancelarią Henclewskiego z Poznania i Doraka z Bielska-Białej. Babik odpowiedział, że polscy prawnicy się na tym nie znają i że ich kancelaria samodzielnie prowadzi tego rodzaju sprawy. Że polscy prawnicy nie mają wiedzy i doświadczenia. Zatem odpowiedziałem, że po powrocie do Polski zadzwonię.

Zastanowiło mnie to stwierdzenie, że polscy prawnicy się nie znają. Dlatego nie do końca obdarzyłem rozmówcę zaufaniem. Wydawało mi się to dziwne.

Zadzwoniłem po dwóch tygodniach. Babik wysłał mi maila ze szczegółami informując, że meneger lata po całym świecie i na szczęście w poniedziałek będzie w Warszawie.

Spotkanie. Wchodzi facet z kobietą. Otrzymuję wizytówkę.

Ja: Jest Pan profesorem czego? Nie znam angielskiego, jedynie mówię po francusku (nie pochwaliłem się tym, że uczyłem się w Strasbourgu, Marsylii, Nicei,Cannes czy Monte Carlo).

Profesor: Jestem profesorem prawa -powiedział z lekką wyższością w tonie i politowaniem, że nie mówię po angielsku. Mamy swoje oddziały w Dubaju, Szanghaju, Londynie, Tel Avivie, Nowym Jorku. W Warszawie mamy też oddział naszej firmy.

Profesor: Do nas nie przychodzi się z ulicy. Zapraszamy tylko wybranych. Co sprawiło, że postanowił Pan zwrócić się do nas? Jaki ma Pan problem?

Ja: Chwileczkę. Ustalmy najpierw, kto do kogo się zwrócił. To Państwa przedstawiciel zadzwonił do mnie z ofertą, a nie odwrotnie. Chcę się też dowiedzieć na jakiej podstawie Państwa pracownik użył sformułowania, że polscy prawnicy się nie znają. Henclewski jest laureatem nagrody Forbesa i wg tego pisma jest świetnym prawnikiem.

Profesor: Nie wiem co Panu powiedział.

Kobieta: wie Pan ja się ma tak wielu pracowników to czasami któryś coś powie nie tak, ale trudno brać za to odpowiedzialność.

Ja: to proszę mu zwrócić uwagę żeby takich rzeczy nie opowiadał.

Profesor: Nie znam szczegółów Pana sprawy.

Ja. Ale ja reprezentuję też innych najemców, a nie tylko siebie w tym momencie. Czytał Pan bloga i tekst w Wyborczej?

Profesor: Nie, nie czytałem. Tak szczegółowo nie wiem czego problem dotyczy, ale chciałem zasugerować inne niż standardowe rozwiązania. Ja 15 lat pracowałem w polskiej policji w wydziale do walki z Przestępczością Gospodarczą i wiem jak system w Polsce wygląda.

W Stanach jest tak, że istnieje sąd arbitrażowy i tak się załatwia te sprawy.

Tutaj praktycznie to nie istnieje. Proponujemy inne rozwiązania, a nie prokuraturę czy sądy. Nasza firma zajmuje się też kojarzeniem zagranicznych funduszy inwestycyjnych, które są zainteresowane kupowaniem galerii handlowych w Polsce. Tym się też zajmowaliśmy… mamy swoje sposoby, aby pomóc.

Ja: Jakie?

Profesor:To objęte jest tajemnicą zawodową i dopiero po podpisaniu umowy z nami mówimy jak to robimy.

Ja. Jaki Pan widzi problem żeby to przekonsultować z Henclewskim. Przecież istnieje kodeks etyczny i ten prawnik nie ukradnie waszego know how, bo narażał by się na konsekwencje.

Kobieta: my wiele razy mieliśmy do czynienia z takimi sytuacjami, że nasze rozwiązania przedstawiliśmy i ktoś je wykorzystał…

Ja. Znam prawnika z Wawy, w której to kancelarii prawnej za godzinę konsultacji bierze się 500 euro, ale wiem też, że wiele spraw jest zlewanych i traktowanych bez zaangażowania.

Kobieta: w naszej kancelarii prawnej pracownik najniższego szczebla zarabia dużo więcej!

Ja. Ile wygraliście spraw w Polsce? Jakie to były sprawy, gdzie i jakie wygraliście odszkodowania?

Zmieszanie i zaskoczenie na twarzach.

Profesor: pppprowadzimy ich wiele-wydusił z lekką zadyszką w głosie. Oczywiście mamy wiele sukcesów. Tutaj trudno wskazać…

Ja: A w Stanach?

Profesor: Tak. Ooooooczywiście tam najemcy wygrywali takie sprawy. Toczą się procesy.

Ja. Mam jasno sprecyzowane oczekiwania i wiem czego chcę. Dziwi mnie, że skontaktowaliście się ze mną bo z całym szacunkiem do siebie nie jestem Kulczykiem, a jedynie najemcą, który miał dwa małe punkty w dwóch galeriach handlowych.

Profesor: Każdego Klienta traktujemy poważnie.

Kobieta. A o co w ogóle chodzi w tym konflikcie z galeriami przecież ludzie wiedzą co podpisują. Galerie świetnie prosperują. Polak mądry po szkodzie.

Ja. Tak Pani stawia tę sprawę? Pani nie zna tematu. Ludzie świadomie są wprowadzani w błąd przed jej podpisaniem. Zajmuję się tym od wielu miesięcy i wiem o czym mówię. Pracowałem jako dziennikarz i wieloma trudnymi sprawami się zajmowałem.

Kobieta: Proszę Pana ja też znam wielu dziennikarzy w Warszawie. Sama jestem redaktorką naczelną gazety.

Ja: Jakiej?

Profesor: Tak Pani dyrektor świetnie zna ten fach.

Kobieta: Dziś mamy z czołówką dziennikarską takie nasze spotkanie.

Profesor. Proponuję Panu następującą drogę. Wyślemy Panu specjalny formularz, w którym zobowiąże się Pan do poufności. Po jego wypisaniu poprosimy o Pana dokumentację dotyczącą galerii handlowych i wówczas pójdziemy dalej.

Ja. Ok. proszę to wysłać.

Profesor: Na dziś proponuję, aby pozbył się Pan wszelkiego majątku.

Ja. Nie będę tego robił. Mam mocne papiery.

Profesor: Niech Pan jednak uważa, aby nie był to szantaż.

Ja. Dziękuję za radę.

Profesor: I proszę o poufność. Niech to spotkanie zostanie między nami.

Dałem mu słowo honoru wg retail, że nikomu nie powiem. Wg retail czyli słowa, które nie mają znaczeń. Są puste jak dane o frekwencji, o obrotach, o ludziach. Mowa-trawa…

Po spotkaniu pojechałem do siedziby Gazety Prawnej na spotkanie z sekretarzem redakcji Mirą Suchodolską. Przekazałem wizytówkę. Z tego co mi wiadomo dziennikarskie śledztwo dobiegło końca. Jego finał jest tak zadziwiający, że pozwolę sobie Państwa odesłać do piątkowego wydania Gazety Prawnej. Ustalenia są …tak zaskakujące, że słowo zaskoczenie to mało powiedziane. C.d.n.

wniosek: przed podpisaniem umowy proszę uważnie słuchać prawdziwych prawników. Z moich ustaleń wynika, że wielu z nich odradza podpisywanie umów w galeriach. W trakcie sporów proszę uważnie wybierać kancelarie prawne. Moje doświadczenia są pozytywne. Pomimo, że temat jest trudny to nie zgadzam się z tezą, że się nie znają. Bywają zachowawczy, ale to oczywiste. Nie mogą obiecać niczego, ale wiem, że zabierają się i za te umowy i za frekwencję i wady techniczne i zarządzanie budżetami przez zarządzających i za wiele innych ciekawych nowych wątków. Nieudacznikiem okazał się być Pan Profesor, bo dał się jak dziecko zdemaskować, bo myślał, że Dubaj i Szanghaj powalą mnie na kolana. Pomylił się. Chciał z polskich prawników zrobić nieudaczników. I też się pomylił. Bo jeden z nich przed tym spotkaniem sprawdził tę „kancelarię” w sieci. Czułem, że to jest podstęp, ale nie byłem pewny. Dziś już jestem. Więcej na ten temat w piątkowej Gazecie Prawnej.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *