Przeliczeni.pl
Wszystko o prowadzeniu biznesu w galerii handlowej bez cenzury i ukrywania niewygodnych faktów.

Tutaj zobaczysz jak to działa "od kuchni": nadużycia, fałszowanie informacji, szantaż.
Przeliczeni.pl
Systemy franczyzowe w Polsce - czy rzeczywiście to taki złoty biznes?

Sprawdź na blogu jak wyglądają realia prowadzenia tego rodzaju działalności.
Przeliczeni.pl
Bankructwa, rozwody, bezdomność, ucieczki z kraju.

Świadectwa ludzi, których wykończył system retail.

Firma-poradnik najemcy

<p style="text-align: ...

Ten list dostałem wiele miesięcy temu. Na samym początku praktycznie. List od kobiety która swego czasu współpracowała z moją firmą. Była trenerem. Szkoliła ludzi. Kompetentna. Wymagająca od siebie i od innych. Kiedy się spotkaliśmy-była bezrobotną. Potem pracowała. Potem pomyślała o swojej firmie. I napisała. Upatrzyła sobie „Kaufland”.

„Zasadniczo interesująca jest kwestia samej umowy (treść, jak mniemam, jest sztampowa), do której nie ma się wglądu przed założeniem działalności. Nie ma to prawdopodobnie znaczenia dla osób, które takową posiadają, jednak dla początkujących przedsiębiorców może to być nawet pułapką, w którą często dają się wkręcić, próbując desperacko założyć własną firmę. Ja akurat wycofałam się po przeczytaniu umowy, co skutkowało zawieszeniem, a ostatecznie zamknięciem działalności, zanim jeszcze zaczęłam cokolwiek inwestować. Tym samym zamknęłam sobie drogę do dotacji na kilka lat.

Najgorsze było to, że musiałam podejmować decyzje w kilka dni, bo ponaglali mnie, strasząc niejako wynajęciem lokalu, na którym mi zależało innemu przedsiębiorcy. Przekalkulowałam swoje możliwości i z pomocą kredytu jakoś by się to udało. Trzeba było przecież na wejście między innymi wpłacić kaucję w wysokości pięciokrotnego czynszu, wynegocjowane ostatecznie na trzykrotny. Poza tym musiałam przystosować i zagospodarować wnętrze według założeń wynajmującego (nowoczesne wnętrze, szkło i metal, ba, nawet układ regałów i półek mi rozrysowano), co było zupełnie nie do zaakceptowania, bo kłóciło się z moją koncepcją sielskiej kwiaciarni w stylu vintage. Co za tym idzie kwestia reklamy również musiała być jeśli nie narzucona, to przynajmniej zaakceptowana przez Kaufland.

Właśnie przez to zbyt duże ingerowanie w mój projekt zdecydowałam o wycofaniu się. Bo jak się okazało, coś, co z założenia miało być moją firmą, byłoby nią tylko na papierze.

To tyle… więcej grzechów (chyba) nie pamiętam 😉 Zwykle o porażkach chce się szybko zapomnieć. I tak też zrobiłam. Ale jeśli komuś mogłoby się przydać moje doświadczenie z marketowym biznesem, a raczej krętymi schodami do niego, na których trudno utrzymać równowagę i łatwo można spaść, to czemu tego nie wyciągnąć tego na światło dzienne”.

Po tym mailu poprosiłem, aby uszczegółowiła swoją historię, bo zaskoczył mnie fakt, że i w Kauflandzie trzeba uważać. Napisała.

 

„Właściwie początek jest banalny… Chęć założenia kwiaciarni i w ogóle posiadania czegoś naprawdę własnego noszę w sobie od dawna. Od zawsze wiedziałam, że dobrze jest się dzielić z kimś swoją pasją.

Bukietykwiatowe1

Zdjęcie: pomyslnaprezent.blox.pl

Sprawianie komuś przyjemności i zarabianie na tym jest przecież całkiem przyzwoite i normalne. A że kwiaty, jedna z moich wielkich pasji, będą się sprzedawać zawsze, stąd moje parcie na założenie kwiaciarni.

W tamtym czasie wielokrotnie widziałam pusty box handlowy w pasażu Kauflandu i w głowie majaczył mi obraz własnego biznesu. Chociaż nie było to pomieszczenie duże, to jednak wystarczyłoby na początek.

W międzyczasie prowadziłam pierwsze szkolenia dla BDM, więc niekoniecznie byłam gotowa rzucać się w wir własnej działalności. Potem jednak za sprawą znajomych ostro zachęcających mnie do podjęcia wyzwania wysłałam ofertę do dyrektora marketu i jeszcze tego samego dnia dostałam odpowiedź z propozycją spotkania i omówienia szczegółów.

Zaskoczona i niejako zauroczona otwierającymi się właśnie możliwościami, postanowiłam wykorzystać moment i już następnego dnia spotkałam się z Kierownikiem Działu Realizacji. Wstępnie zaproponowano mi 70 zł za m kw, ale ostatecznie to niekoniecznie okazało się rzeczywistą kwotą. Nie pamiętam już jak i skąd wzięli sobie koszty, ale w ostatecznym rozrachunku koszt najmu skalkulowano mi na ok.2500zł miesięcznie. W tym momencie zapaliła mi się w głowie lampka kontrolna, czy rzeczywiście podołam wydatkom (kaucja na wstęp i adaptacja lokalu, a gdzie kasa fiskalna, reklama, zatowarowanie?).

Pozostawiłam sobie to wszystko do przemyślenia i udałam się do PUP, żeby dowiedzieć się jakie mam szanse na dotację na rozpoczęcie działalności. Zostałam zapewniona, że dotacja najprawdopodobniej zostanie mi przyznana, bo funduszy jest sporo, a chętnych niewielu. Wiadomo, formalności trzeba dopełnić, złożyć wnioski i cierpliwie czekać na rozpatrzenie.

Zaczęłam więc przygotowywać dokumenty, opracowywać biznesplan, a Kierownik Działu Realizacji zaczął naciskać na jak najszybsze podjęcie decyzji w sprawie podpisania umowy najmu. Żeby jednak ją przeczytać i względnie podpisać konieczne było posiadanie działalności.

Jako bezrobotna miałam szansę na dotację, jako właściciel firmy nie byłabym już bezrobotna, więc z dotacji nici. 

W tym momencie było to już działanie pod presją czasu i nacisków. Ostatecznie, bojąc się utraty lokalu, podjęłam desperacką decyzję o rezygnacji z dotacji, a tym samym rozpoczęcie działalności od kredytu. Pieniądze zorganizowałam szybciej niż przypuszczałam, założyłam działalność w jeden dzień i po czy otrzymałam zarys wstępnej umowy najmu. Dalej już wiesz… A działalność zawiesiłam kilka dni później, szukając nowego miejsca na jej rozpoczęcie. Po miesiącu definitywnie zamknęłam. Wciąż pod presją, tym razem zawieszonej działalności, psychicznie nie dałam rady udźwignąć tego wyzwania.

Wróciłam do szkoleń w BDM, wykaraskałam się z psychicznego dołka i odłożyłam ten daremny etap w moim życiu w zakładki niepamięci. Wróciłam do tego, kiedy poczytałam sobie Twojego bloga. Może ktoś skorzysta z moich doświadczeń. Wiesz, przypomniało mi się coś jeszcze… duży, jeśli nie największy wpływ na rezygnację z prowadzenia działalności w markecie miał fakt wglądu w finanse mojej firmy i zmianę według tego czynszu z ustalonego wcześniej na procentowy, w momencie gdy osiągnę pewien pułap obrotów (nie pamiętam dokładnie jaki, to pewnie jest gdzieś w treści umowy). Do tego od razu wymagana była kasa fiskalna, gdzie indziej pewnie przez jakiś dłuższy czas można było bez niej się obejść.

wnioski: Ktoś, kto zamierza rozpoczynać działalność po raz pierwszy w życiu, powinien omijać markety szerokim łukiem”.

Czytelniczka dziś wyręczyła mnie wnioskiem))). Za tekst serdecznie dziękuję.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *