Przeliczeni.pl
Wszystko o prowadzeniu biznesu w galerii handlowej bez cenzury i ukrywania niewygodnych faktów.

Tutaj zobaczysz jak to działa "od kuchni": nadużycia, fałszowanie informacji, szantaż.
Przeliczeni.pl
Systemy franczyzowe w Polsce - czy rzeczywiście to taki złoty biznes?

Sprawdź na blogu jak wyglądają realia prowadzenia tego rodzaju działalności.
Przeliczeni.pl
Bankructwa, rozwody, bezdomność, ucieczki z kraju.

Świadectwa ludzi, których wykończył system retail.

“B” jak bilard-poradnik najemcy

<p style="text-align: ...

Obserwator przysłał tekst. W ramach wstępu parę zdań.

Wielu znam ludzi, którzy coś budowali. Dom, siedzibę firmy, hotel. Normy są bardzo wyśrubowane, a procedury trudne, mnóstwo papierów, pozwoleń, odbiorów. Trwa to miesiącami, nie rzadko latami. I jeśli coś nie gra, to trzeba poprawiać. W przypadku galerii handlowych te zasady nie obowiązują.

Bywa, że procedura pozwoleń związanych z budową domu trwa  np. 1,5 roku. Tymczasem bywa, że rozbudowa budynku gh czy centrum trwa tyle samo. Tutaj wszystko dzieje się na szybko-“zgodnie z procedurami”. Nie ma budynku nie do odebrania. Nie słyszałem o takim przypadku, czy zamknięciu galerii handlowej ze względu na wady techniczne. Również nie znalazłem informacji o tym, żeby ze względów bezpieczeństwa definitywnie zamknięto centrum handlowe (przypadek PCC w Poznaniu był ekstremalny i wtedy galerię zamknięto, bo nie było innego wyjścia).

W najbardziej znanym przypadku były wojewoda śląski zakazał Gołębiewskiemu w Wiśle użytkowania hotelu, bo nie było odbioru strażaków. Gołębiewski się nie ugiął, wady poprawił i nie było sprawy. Wojewoda żądał zamknięcia obiektu.

W Kazimierzu nad Wisłą właściciel Restauracji “Kocioł smaków” zakończył inwestycję początkiem czerwca. Przyszedł inspektor i zakwestionował ustęp w który wbudowano okno na zapleczu. Zabroniono otwarcia restauracji z tego powodu. Poprawki i odbiory trwały trzy miesiące. W efekcie facet stracił cały letni sezon. 

Pewnie przykładów można mnożyć, niemniej jednak galerie handlowe to państwa w państwie. Z własną walutą, własnym kodeksem, regulaminem, własnym sanepidem, strażą pożarną, prawem karnym, cywilnym, handlowym, drogowym i skarbowym. Tymczasem święte krowy chodzą w samych centrach miast. Trafiliśmy na taką-nie gdzie indziej-jak w Poznaniu. Architekci przeszli samych siebie.

“Będąc w Poznaniu trafiłem do galerii „MM”. I z miejsca się zdziwiłem, chociaż pomny wielu galeryjnych przecież przykładów dziwić się już niczemu nie powinienem. A jednak…

Poznańska galeria szokuje zanim się do niej człowiek dostanie. Po pierwsze upchano ją na siłę w centrum miasta. W miejscu, do którego trudno dojechać i wyjechać z niego. Już sam wjazd do galerii budzi zdziwienie – piesi idący po chodniku nagle muszą się zatrzymać, aby przepuszczać wjeżdżające do niej samochody.

Nie wiem ile to ma wspólnego z bezpiecznymi zasadami ruchu drogowego, widać coś ma skoro na to pozwolono, w każdym razie prędzej, czy później w miejscu tym ktoś kogoś po prostu rozjedzie na miazgę. Oczywiście będzie to wina pieszego… W żadnym razie ludzi, którzy pozwolili na to rozwiązanie.

201506262

foto_1_wejscie_do_galerii_i_kot

Sama galeria tymczasem, jak to galeria – na dolnych poziomach ludzi jeszcze trochę jest, im wyżej zaś, tym gorzej. Zamaskowane pustostany, samotni sprzedawcy w sklepach, i mnóstwo kolorowego światła nikomu niepotrzebnego. Na przykładzie jednak tej galerii okazuje się jak szybko rotują w tego typu obiektach sklepy.

W „MM” na jednym z poziomów najpierw był Fawor – piekarnia, na jego miejscu po plajcie powstał sklep z wędlinami Mielczarek, a chwilę później już obecny sklep z winami. Nawet stali klienci zaczęli się w tym gubić. Mało tego, również sami najemcy.
– Tu było, a widać, że jest tak nadal, jak w kalejdoskopie – mówi pani Agnieszka, która jeszcze do niedawna prowadziła mały zakład usługowy na terenie wspomnianej galerii (przygodę w niej zakończyła rzecz jasna z długiem, a jakże…).

foto_2_czarkw

Kolorowy zawrót głowy, można powiedzieć. Najciekawsze jest jednak to, że – jak twierdzi moja rozmówczyni – w galerii istnieje „wędrujący bilard”.

bilard1
– Umieszcza się go wszędzie tam, gdzie akurat jest pustostan – przekonuje pani Agnieszka. – Bilard był już w kilku miejscach, na kilku poziomach.

foto_3_bilard

foto_4_bistro_byo..._jest_bilard

Tak to jest, kiedy nie klient jest ważny, a kasa. Ale w retailu to nic nowego.

Obserwator

Dziękuję za tekst. Faktycznie rotujący bilard to coś nowego. Podobnie jak wysokość czynszu krawcowej 1400 złotych miesięcznie. Jeden z najemców sądzi się z M jak Miłość, albo B jak Bilard. Galeria chce 16 tysięcy. Najemca proponuje połowę. Może się dogadają.

wniosek: przed podpisaniem umowy w  galerii handlowej pamiętaj, że czynsz na poziomie 1400 złotych jest do uniesienia, przynajmniej w przypadku krawcowej. Co jak co, ale to centrum Poznania. 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *