Przeliczeni.pl
Wszystko o prowadzeniu biznesu w galerii handlowej bez cenzury i ukrywania niewygodnych faktów.

Tutaj zobaczysz jak to działa "od kuchni": nadużycia, fałszowanie informacji, szantaż.
Przeliczeni.pl
Systemy franczyzowe w Polsce - czy rzeczywiście to taki złoty biznes?

Sprawdź na blogu jak wyglądają realia prowadzenia tego rodzaju działalności.
Przeliczeni.pl
Bankructwa, rozwody, bezdomność, ucieczki z kraju.

Świadectwa ludzi, których wykończył system retail.

Zanim podpiszesz umowę-poradnik najemcy

<p style="text-align: ...

Jestem w trasie. Galeria Felicity w Lublinie to porażka. Niewiele wysp. Żaden ruch.

00112

W części restauracyjnej kręcą się Wietnamczycy. Tutaj, co jest rzadkością, faktycznie nastąpi otwarcie z tajskim jedzeniem. Tuż obok Kurdowie z sieciowym kebabem.

-Dobzie prosie pana. Teraz nie ma ludzi, wakacje, ale idzie dobźie. Śeiść lat mieśka w Polska. Mam żona i dziećko. To dobry kraj.

Kurdowie mają szczęście. Uciekli ze strefy konfliktu w Syrii. Tutaj się czują bezpiecznie. Jedzenie jest. Mieszkanie jest. I spokój.

00214

Zaczytana pani czeka na amatorów dziecięcych samochodzików. 10 minut-1,30 za sztukę.

0039

Tak dziś przed południem wygląda to szczęście. Tymczasem takie dostałem zapytanie.

„Witam. Czy Pan się może orientuje jaki jest koszt wynajmu wyspy? Jakie mniej więcej są obostrzenia w takiej umowie? Oczywiście wiem iż stawka będzie zależna od miasta itd. W tej chwili zbieram informacje czy jest to gra warta przysłowiowej świeczki. Bardzo bym prosił o wskazówki. Wolałbym uniknąć przysłowia: mądry Polak po szkodzie. Czy warto przed podpisaniem skonsultować taką umowę na jakie szczegóły zwrócić uwagę?”

Panie Łukaszu. Wyspa to nie lokal. Niemniej jednak zwracam uwagę na to co jest napisane na blogu. Jeśli pan nie ma czasu przeklikać wszystkiego to sugeruję na spokojnie „na raty” i poszukać tego co jest napisane na temat wysp. Może pan to zrobić i wyciągnąć własne wnioski.

Tutaj są informacje na ten temat zbierane od ludzi, którzy takie wyspy prowadzili i prowadzą. Nie ma pan żadnej gwarancji, że jeśli pan rozkręci punkt to w pana miejsce nie wejdzie koleś „ciecia” czytaj „dyrektora”. Takie zachowania nie są rzadkością.

O łapówkach pisałem, o skandalicznych praktykach pisali inni więc jako, że wyspy nie posiadałem nie powiem panu, aby pan postąpił w taki czy inny sposób. Umowę proszę skonsultować z prawnikiem i jeśli tam nie będzie „wyłączności” to proszę jej nie podpisywać. Szkoda nerwów, czasu i pieniędzy. Oczywiście to pana pieniądze.

Proszę pamiętać, że uzyskanie informacji od najemców bywa trudne. Na potwierdzenie tego przytoczę panu ten list i zwracam uwagę na to, że ludzie potrafią iść po bandzie, zaciągać kolejne kredyty tylko po to, aby być w porządku wobec galerii (błąd), a nie są otwarci wobec najbliższych.

„Witam serdecznie panie Danielu! 
Wczoraj wieczorem szukając, już nawet nie pamiętam czego, natrafiłam  zupełnie przypadkowo na Pana bloga…czytałam do 6tej rano! Przeczytałam 29 stron jak najciekawszą powieść kryminalną. Sama jestem najemcą w galerii w X i strasznie żałuję, że wcześniej na Pana stronę nie trafiłam. W sensie przed podpisaniem umowy z galerią. Oczywiście starałam się przygotować do tego dobrze, bo już słyszałam, ze to ciężki przeciwnik. Umowę omawiałam razem z prawnikiem i trwało to kilka miesięcy zanim wypracowałam – zdawało by się dobre warunki.

Z kim nie rozmawiam, to słyszę, że mam bardzo dobry czynsz – bo za 62m2 płacę po przeliczeniu ok. 5200zł + opłaty wspólne ok. 950zł +media max100zł. Do tego umowa 3+1+1 – mogę pół roku przed końcem 3-ego roku najmu wypowiedzieć umowę, albo przed końcem 4 roku. Łącznie pięć lat maksimum – wówczas wydawało mi się to atrakcyjne w porównaniu z 10 letnim okresem najmu. Dziś wiem, że najlepiej było by podpisać umowę na czas nieokreślony z 2 mies. wypowiedzeniem. Była bym dziś uratowana. Moja przygoda/czyt.koszmar/ z galerią zaczęła się w 2013r.

Prawie rok czasu zajęło mi planowanie biznesu. Jestem projektantem wnętrz z zawodu i po urodzeniu dwójki dzieci postanowiłam zrobić coś więcej. Chciałam połączyć przyjemne z pożytecznym i wykorzystać mój zawód i pasję przy prowadzeniu jednocześnie sklepu z wyposażeniem i dekoracjami wnętrz oraz artykułami dla dzieci. Właściwie liczyłam, że sklep da mi finansową niezależność, bo z projektów w moim rejonie nie da się żyć.Nie miał to być banalny sklep, bo miałam ambicję uchronić się od chińszczyzny i tandety – stąd rok mojej pracy nad wyszukiwaniem odpowiednich producentów. Z myślą, że żyjemy w dobie wszechobecnego internetu i zakupów w sieci, utworzyłam rzecz jasna też sklep internetowy. Dziś po mojej całej ambicji został tylko on.

Prawdę mówiąc nigdy ten sklep nie przynosił zysków a przez te dwa lata nie zarobiłam nawet na jego roczne opłaty. Ale wracając do tematu – starałam się wszystko robić jak najniższym kosztem, ale i tak wyszło super. Sklep był piękny i każdy pytał, czy to jakaś sieciówka. Zaciągnęłam – właściwie mój partner – kredyt w wys. 78000 tys – do spłaty z  odsetkami ok 100.000 tys. Sama wykonałam projekt, remont musiałam zrobić od podstaw bo nie było najemcy przede mną. Udało mi się załatwić znajomą ekipę, więc właściwie wyszło taniej niż normalnie by było, a galeria zgodziła się zapłacić za witrynę z kratą. W dodatku pozyskałam ok 32.000zł z dofinansowania z Urzędu Pracy na utworzenie dwóch stanowisk pracy. Ta umowa obowiązuje mnie 2 lata – tzn muszę utrzymać te dwa pełne etaty. Suma summarum, mój jedyny koszt to był ten kredyt w banku no i niestety musiałam zamrozić 5500euro w kaucji.

Otworzyłam w listopadzie 2013r. Listopad i grudzień były znakomite, po czym od stycznia poszło z górki. Obroty spadły diametralnie a koszty pozostały bez zmian. Męczyłam się tak kilka miesięcy. Tu udało mi się załatwić jedną kartę kredytową, tu drugą, tam limit w koncie, trochę podratował mnie mój partner.

Próbowałam trochę ciąć koszty, był okres, że miałam jednego pracownika tylko. W maju 2014r. nie zapłaciłam pierwszy raz czynszu i jednocześnie napisałam pismo z prośbą o zmniejszenie czynszu. Pismo to pisałam co miesiąc, bo obroty moje były na poziomie 6-9000 brutto. Nie pokrywały nawet kosztów. Nie wspominając już o tym, że każdy kiepski miesiąc oznaczał mniej towaru na sklepie, bo niby z czego też ten towar miałam kupić przy marży ok. 38% i takich obrotach. Już wtedy jeden z moich znajomych mówił mi, żeby nie płacić czynszów, tylko kupować towar. Ale starałam się mimo wszystko czasami płacić. Pisma słałam bezustannie.

Najgorsze było to, że pismo dawałam na początku miesiąca a odpowiedź dostawałam po miesiącu – znów faktura nie zapłacona. To takie ich granie na zwłokę, a tobie dług rośnie. I tak z miesiąca na miesiąc. Jakoś dobrnęłam do października z nadzieją, że te trzy ostatnie miesiące w roku pozwolą mi się odbić. Jednak okazało się, że obroty są o ponad 50% mniejsze niż w roku poprzednim.

Wymyśliłam, że zmienię branżę. Galeria wyraziła na to zgodę i o dziwo pozwoliła na chwilowe ustanowienie czynszu od obrotu. Udało mi się przez 4 kolejne miesiące zapłacić czynsz i inne opłaty bez najmniejszego problemu. Cały styczeń wyprzedawałam towar, aby w lutym zamknąć sklep na ok 7 dni na mały remont i dostosowanie sklepu pod odzieżówkę. Nawiązałam umowę partnerską z marką Y. Myślałam, że to będzie strzał w dziesiątkę. Zwłaszcza, że luty i marzec miały taki obrót, że zatrudniłam 3 osobę. Po czym obroty systematycznie zaczęły maleć z miesiąca na miesiąc.

Znów nie zapłaciłam dwóch czynszów i napisałam kolejne 3 pisma w sprawie jego obniżenia. Galeria – grając chyba znów na zwłokę – po miesiącu poprosiła o przedstawienie bliżej dokumentów takich jak faktury zakupu itp., aby rzekomo bliżej przyjrzeć się mojej sytuacji. Było to na początku miesiąca. Do tej pory nie dostałam odpowiedzi, napisałam już następne pismo, no i oczywiście otrzymałam koleją fakturę. Nadmienię tylko, że otwierając sklep w 2013r miałam towaru za ok. 55000zł, dotowarowałam w ciągu roku dwa razy za łączną sumę ponad 14.000, a na otwarciu sklepu o kolejne 15.000tys. Na dzień dzisiejszy zostało mi na sklepie towaru za ok 12.900 netto.

A otwierając sklep łudziłam się, że w razie niepowodzenia mam towar, który jak spieniężę to się zwróci, ewentualnie wyjdę na zero. Najem w galerii handlowej to nie tylko bezwzględna szkoła biznesu, ale też prawa (bezprawia?) i wyzysku. Moje pytanie jest, czy jakoś się mogę jeszcze z tego wszystkiego wyplątać. Dodam, że stanowiska pracy z up – a tym samym całe wyposażenie sklepu muszę utrzymać przynajmniej do końca grudnia 2015r. Inaczej tu tez będę musiała oddać pieniądze wraz z odsetkami ustawowymi. Najchętniej wyniosła bym się z tej galerii i wynajęła jeszcze na ten czas jakiś lokal na mieście.

Najbardziej obawiam się, że zajmą mi lokal z wszystkimi rzeczami. Mój dług u nich to ok 33.000zł (z czego 5500eur jest kaucja), pewnie wzrośnie o kolejne czynsze, aczkolwiek staram się coś co miesiąc wpłacać na poczet zadłużenia, żeby nie było, że się zupełnie uchylam. Ponadto mam już ok 36.000 długu w bankach no i ten kredyt 78.000.

X to miasto ok 30 tys, wszak jest na granicy, ale to miasto emerytów i pustostanów. Czesi też nie są tu na porządku dziennym. Rynek jest przesycony, Jest Real z pasażem handlowym, ale odkąd przyszedł Carrefour ze swoim, to raczej Real wymarł. Następnie wybudowano śmieszną galerię B, którą po pięciu latach umów wszyscy zaczęli opuszczać, wszedł natomiast tam chiński market, Pepco i Jysk, został Sfinks i dyskont meblowy, reszta to pustostany. Następnie wybudowano galerię A, która do czasu opuszczania przez najemców galerii B  nie miała chyba nawet 50% powierzchni wynajętej. Ja właśnie się skusiłam w tym okresie.

Kilka sklepów się otworzyło, z tego co wiem, żaden nie daje rady i nie omieszkam przekazać właścicielom namiarów na pana stronę jeszcze dziś. Ale też kilka się zamknęło – apteka i stokrotka – ta właściwie z dnia na dzień bez uprzedzenia pracowników. Większość lokali jest zaklejona plakatami, wiszą jakiś obrazy na wystawach, nie ma nawet porządnego foodcortu. Jest tylko jedno bistro, które oczekuje dokonania umowy w listopadzie 2015, oraz carte dor – słyszałam, że im niższy czynsz chcą, tym dłuższą dostają umowę. Ponadto wszystkie te sklepy są praktycznie w jednym miejscu na skrzyżowaniu dwóch ulic wjazdowych do miasta, a tymczasem buduje się kolejna galeria na samej granicy w centrum miasta…

Jak na 30 tys. miasto to sporo, prawda? Zapraszam w ogóle do poczytania o tym mieście, bo miasto niby małe, ale w Polsce raczej nie cieszące się chyba dobrą opinią… Wspominałam, że ostatnio dach mi przeciekał, to postawili wiadro na podwieszonym suficie, mysz biegała po sklepie, miałam nieprzyjemne sytuacje z pijakami z klubu, który mam w pobliżu, nie wspominając już o małpim gaju po drugiej stronie i beznadziejnych hałaśliwych “iwętach” odstraszających klientów a przyciągających gapiów… Ahh, naprawdę Pana strona działa terapeutycznie. Nie mam nikogo, kto by to wszystko zrozumiał, komu mogę o tym powiedzieć. Mojemu partnerowi, nawet nie mówię, jakie mam zadłużenie, bo sam prowadzi działalność, z którą wiecznie trzeba się użerać – polskie realia…”

Przeczytał pan?

Niech pan to weźmie pod uwagę. Zatem jak człowiek ma się panu przyznać skoro boi się, nie chce-powiedzieć osobie teoretycznie najbliższej. Powiem panu tak.

Ani pan mój brat ani swat, ale życzę panu mądrej decyzji podjętej w oparciu o doświadczenia ludzi, tak żmudnie dokumentowane tutaj. Ten list dostałem z prośbą o anonimowość więc pozmieniałem trochę lokalizację, aby się nikt nie zorientował. Wiem, w którym to mieście.

Niebawem opiszę w jaki sposób małe grupy polskich dzieci okradają galerię tuż za granicą. Batony i jedzenie chowają w kapturach, w bluzach i bazują na nieznajomości języka. A co do tego czy strona działa terapeutycznie, to różne mam sygnały: że dołująco, że wzmacniająco, że ciekawie, że potrzebna, że warto.

Wniosek: przed podpisaniem umowy w galerii handlowej masz jedyną okazję, aby dowiedzieć się jak jest, a nie jak chciałoby się, żeby było.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *