Przeliczeni.pl
Wszystko o prowadzeniu biznesu w galerii handlowej bez cenzury i ukrywania niewygodnych faktów.

Tutaj zobaczysz jak to działa "od kuchni": nadużycia, fałszowanie informacji, szantaż.
Przeliczeni.pl
Systemy franczyzowe w Polsce - czy rzeczywiście to taki złoty biznes?

Sprawdź na blogu jak wyglądają realia prowadzenia tego rodzaju działalności.
Przeliczeni.pl
Bankructwa, rozwody, bezdomność, ucieczki z kraju.

Świadectwa ludzi, których wykończył system retail.

Biznes po byku, człowiek na bruku-poradnik najemcy

Dużo ostatnio się ...

Dużo ostatnio się dzieje. Zresztą ciągle coś się dzieje wokół tematu. Spotkania, zaskakujący ludzie. Teksty. Podsyłane przez internautów, czytelników, widzów. Obserwatorów. Sporo ich. Jednych poznałem innych pewnie nigdy nie poznam. To fizycznie- nie możliwe. Monika napisała na fejsie, że coś chce zrobić. Nie wie co, ale coś. W kontekście gh. Wydrukować setki ulotek w którejś gh i je rozrzucić. Odciągnąłem ją od tego pomysłu. Zaproponowała co innego- budowę strony internetowej- prywatnie, dla mnie. Dlatego się z nią spotkałem.

Kobieta po przejściach. Jak tysiące takich w tę czy tamtą stronę z tej czy tamtej winy. Ten przypadek jest standardowy. Wspólny biznes. „Młodszy model”-koniec. I początek nowego. Każdy koniec jest początkiem. Tak długo i dużo mówiła, że nie byłem w stanie tego połapać. Poprosiłem-napisz. Tak będzie łatwiej. Namówiłem ją na to. Bo być może ktoś znajdzie w tym tekście coś-dla siebie.

Z tego co zapamiętałem zaczęła tak:

-Śnił mi się byk, brudny byk, ubłocony. I ja w tym śnie myłam tego byka. Wstałam rano żeby sprawdzić w sieci co z tego wynika. Co na ten temat mówią senniki. Wrzuciłam w google „byk” i coś tam jeszcze i trzeci od góry-wyskoczył mi blog.

bykolzdj.internet

Pięć dni czytałam bez przerwy. I pomyślałam tak. Ten byk metafizycznie symbolizuje Wall Street i blog myje, czyści tego byka. To takie mycie ekonomiczne kraju. Mycie byka porządnym szlauchem.  I ja chcę się z Tobą skontaktować w tej sprawie…

Brzmiało to wszystko dziwnie. Ale kiedy rozpoczęła opowieść od podrabianiu na studiach medycznych pieczątek po to, aby podbijać nimi lewe zwolnienia lekarskie- to zabrzmiało już zupełnie inaczej. Zamieniłem się w słuch, a rozmówczyni przerobiła to na tekst.

„Zaczynając od początku – pochodzę z małego cudownego miasta Łomży.

Geneza.

Od zawsze byłam dziwną dziewczynką w pełnym tego słowa znaczeniu, interesowało mnie zawsze to, czym interesować się nie wolno. Fascynowała mnie moc ukryta w człowieku, więc zaczęłam poszukiwać odpowiedzi na pytanie – dlaczego używamy tylko kilku procent naszego mózgu, zamiast całości. Te poszukiwania wpłynęły, jak się okazuje, na resztę mojego życia i to kim jestem obecnie.

Jak wspominałam, po skończeniu studiów medycznych w Białymstoku, w zasadzie od razu z “exem” zaczęliśmy rozkręcać księgarnię. Nie była to zwykła księgarnia, tylko tematyczna, nazywała się czarymary.pl (z resztą dalej istnieje pod tą nazwą) i jest największą księgarnią ezoteryczną w kraju. Zakładając taki biznes stajesz się człowiekiem “od wszystkiego” ( jak dobrze sam wiesz), a więc byłam i handlowcem, i copyrighterem, grafikiem, kierowcą, sprzątaczką, sekretarką itd.

W między czasie charakter firmy sprawiał, że poznawałam bardzo ciekawych ludzi – uzdrowicieli, prawdziwych supersensów (osoby uzdolnione parapsychicznie), prawdziwych magów (owszem tacy istnieją), oraz całą masę wariatów – trzeba było bardzo szybko nauczyć się odróżniać jednych od drugich.

Poznałam “subtelny” świat supersensów, i to jak bezprecedensowo używają swojej mocy do tego, by siebie nawzajem niszczyć lub niesamowicie wspierać, poznałam obie “kategorie” – doświadczyłam zarówno bezwzględnych ataków supersensorycznych (przeżyłam kilka powiedzmy, że “zamachów” na swoje życie), jak i doświadczyłam tego, jak taka moc może pomagać.

Poznałam też przejawy takiej mocy w innych kulturach, badałam kulturę Tybetu, Indii, Egiptu, Aborygenów, Dogonów, oraz rdzenne kultury Indian obu Ameryk. Bezpośrednio doświadczyłam jak potrafi działać Voodo i to w mieszance afrykańsko-kubańskiej.

Przebadałam również Europę i zabawy w magię białego człowieka. Przyjrzałam się z dość bliska współczesnemu europejskiemu okultyzmowi, który wyrósł (jak to oni lubią o sobie mówić) ze “ścieżki lewej ręki” m.in Alistera Crlowleya i Miss Blawatsky.

Przyjrzałam się również czemuś, co się nazywa ruch “new age” i dokopawszy się do jego masońsko-agenturanych początków zaczęłam powoli wyłaniać ze swoich badań i obserwacji odpowiedź na pytanie wstępne – dlaczego używamy tylko kilku procent mózgu.

 Najciekawszy jednak kawałek odkryłam w tym, na czym łapę trzymają służby specjalne, szczególnie Rosji. Psychotronika na najwyższym poziomie, umiejętność penetracji wszystkiego i wszędzie, oddziaływania na wszystko i wszędzie, w dowolnym zakresie, od wywoływania zawałów na odległość, po supersensoryczne szpiegostwo. I powiem Ci, że to czym się zajmują magowie new age to mały śmieszny pikuś w porównaniu z tym co potrafią prawdziwie uzdolnieni supersensi, po odpowiednim militarnym, supertajnym treningu. Jedną z takich osób jest nie kto inny, jak sam Władimir Putin. Domyślam się, że może brzmieć to jak niezłe science fiction, tylko, że to nie jest “fiction” 🙂

Z moich badań wysunął się jeden główny wniosek – prawdziwa wiedza została ukryta, by bezmózgie społeczeństwo dało się łatwo kontrolować inteligentnej i wytrenowanej supersensorycznie “górze”. Dotyczy to zarówno masonów uwielbiających swoje “magiczne orgietki”, jak i wojskowych supersensów, i żydowskich kabalistycznych magów, którzy bardzo intensywnie uczestniczą w życiu politycznym świata, a Polskę uwielbiają szczególnie, zaraz po Ukrainie.

Kolejny wniosek, który wypływa z poprzedniego jest taki, że prawdziwa wiedza ( i zarazem moc uwolnienia umysłu) pozostała w rdzennych kulturach. Jednak nie do każdego pasuje wiedza Aborygenów, czy Tybetańczyków. Mamy różne DNA, różne struktury energetyczne, to objawia się w różnym wyglądzie zewnętrznym. W związku z tym dla każdego genotypu odpowiednia jest tylko jego rdzenna kultura. Tak jak najlepszym pożywieniem dla naszych ciał jest to, które rośne w promieniu 100km od miejsca naszego urodzenia.

Historią Polski interesowałam się w zasadzie mocno od zawsze, zwłaszcza białymi plamami (vide ->”interesuję się zawsze tym, czym nie wolno”), ale po wyciągnięciu powyższych wniosków, zaczęłam kopać naprawdę. To było jakieś 10 lat temu – tak zaczęła się moja przygoda ze Słowiaństwem. Odkrywanie wiedzy naszej rdzennej kultury i zarazem odkrywanie prawdziwej historii Lechii stało się moim prawdziwym “konikiem” ( a w zasadzie tabunem dziko galopujących ogierów fryzyjskich, wnosząc po intensywności, jaką ten temat mnie ogarnął  🙂 Fakty, do których dotarłam w zasadzie zmieliły na drobny pył mój dotychczasowy światopogląd na temat historii świata, historii ludzkości i mocy człowieka…i w zasadzie w każdej innej kwestii również.

Mam wrażenie, że dopiero wtedy naprawdę weszłam na ścieżkę powrotu do mocy i uruchamiania mózgu. Warstwa po warstwie odkrywając co na to wpływa, od sposobu w jaki ludzie jedzą, kochają się, rodzą, umierają, ubierają, traktują nawzajem i nade wszystko MÓWIĄ. Jak w każdej dziedzinie kawałek po kawałeczku odebrano ludziom moc, i jak ją odzyskać – temu ma służyć Instytut Arete.

Żeby jednak nie katować Cię tak długim epistołem, wrócę jeszcze do wątku medytacji i szkoły, i obiecuję, że już kończę.

Medytacje.

Jeszcze w trakcie studiów, na mojej drodze stanęła pani, która przez pewien moment była mistrzynią w moim życiu. Jagoda Bretner (tak się nazywa) jest mistrzynią Reiki – to taka dalekowschodnia sztuka uzdrawiania, poprzez nakładanie rąk i przekaz energetyczny. Studiowałam tę sztukę u niej.

Jagoda miała specyficzny sposób wprowadzania wiedzy do naszych mózgów. wprowadzała całą grupę w stan alfa (to głębokie rozluźnienie, ale jeszcze nie sen, fale mózgowe wtedy zwalniają do ok 11 Hz) w tym stanie robiła nam wykłady, mówiąc monotonnym głosem, trochę jak hipnoza, tyle, że wykład (okazało się, że Sita Learn System wykorzystuje dokładnie to samo zjawisko).

Wtedy właśnie zafascynowałam się medytacją i wizualizacjami psychologicznymi, a także ich wpływem na umysł, ciało i ducha. Nie ma znaczenia czas, odległość itd – wszystkie zmiany zachodzą od razu.

Któregoś razu Jagoda sprytnie odwróciła role, powiedziała, że dziś to ja mam prowadzić medytację… nie miałam pojęcia jak to ugryźć, miałam ogromnego przy tym pietra, ale postawiona przed faktem przez własnego mistrza, no cóż, zrobiłam to, i robię do dziś – to już jakieś 15 lat, i wiem, że jestem w tym dobra. Potrafię tworzyć wizualizacje, które przenikają jaźń i zmieniają ją na korzyść człowieka, a te zmiany są trwałe i realne.

Mam na koncie wyciągnięcie ludzi z psychotropów, chorób, nerwic i depresji. Nie uważam się absolutnie za uzdrowiciela, chociaż to też potrafię, jeśli chcę ( w zasadzie każdy potrafi), bardziej uważam się za artystę malarza, który maluje uzdrawiające obrazy, tyle, że moim pędzlem są słowa, a kanwą ludzki umysł. Niesamowicie pomaga mi w tym również to, że w okresie nastoletniego buntu przeżywałam ogromne bum artystyczne, malowałam obrazy i pisałam po kilka wierszy dziennie – bardzo ułatwia mi to teraz operowanie słowem i obrazem.

Wątek szkoły.

Jagoda z zawodu była pielęgniarką, jako pielęgniarka i mistrzyni Reiki prowadziła zajęcia w Studium Psychologii Psychotronicznej w Białymstoku http://www.studioastro.pl/studium/.

Wtedy już od kilku lat byłam jej uczennicą i jednocześnie po ukończeniu studiów prowadziłam ową księgarnię czarymary.pl. Księgarnia zaczynała się robić coraz większa, ja dzięki tekstom wysyłanym do setek nowych użytkowników stałam się swojego rodzaju małą celebrytką tego zamkniętego światka ezoteryków. Jagoda natomiast dostała propozycję wyjazdu do Stanów, by szkolić się jako międzynarodowy trener i mistrz, tym razem w HonoPono ( :), już widzę, Twój uśmiech, jak to czytasz).

Koniec końców dostałam propozycję objęcia po Jagodzie “katedry” anatomii i fizjologii z elementami energetyki człowieka – tak się nazywał ów przedmiot. Miałam uczyć przyszłych bioenergoterapeutów gdzie leży wątroba, w sumie dla lekarza to “pestka”, tak więc przyjęłam, choć z lekką tremą, ofertę (zawsze bałam się wystąpień publicznych).

 

Okazało się, że mam na tyle czytelny i ciekawy sposób przekazywania wiedzy, że studenci zażyczyli sobie więcej zajęć ze mną. Pani dyrektor i właścicielka szkoły w jednej osobie przeprowadziła ze mną głęboki wywiad, czegóż jeszcze bym mogła uczyć studentów – i tak z mojego doświadczenia wypływającego z badań, o których Ci “pokrótce” powyżej wspomniałam, ustaliłyśmy następujące przedmioty:

Techniki Medytacyjne, Techniki ochrony energetycznej, Praca z umysłem, Runy ( o samych runach opowiem innym razem, bo jak obiecałam kilka zdań temu, nie będę Cię już dręczyć tym przydługawym epistołem”.

Długi list. Dotrwałem do końca. Monika się pozbierała. Prowadzi Instytut Arete. Zarabia. Buduje strony w sieci. Osobowość podobnie jak Paweł, który sprzedaje kawałki ciała na centymetry, a na co dzień jest producentem filmowym. Warto było pogadać. I przeczytać. Jedno jest pewne. Instytut Arete-nie otworzy się w galerii handlowej.

To jedno z wielu retailowych spotkań i rozmów. Pewnie-nie ostatnie. Ale fajnie, że się jej chciało napisać. I od siebie coś zaproponować. To rzadkość. Trzymając się sennikowych skojarzeń nie ma takiego byka, którego nie można rozjechać. A blog to płachta. I byk tak patrzy cielęcym wzrokiem nie skażonym myślą. I macha ogonem  spod  zada.  I kręci ze zdziwieniem retailowym łbem.

Monika zajmuje się tym.

Medytacja_Wewnetrznego_Usmiechu

https://www.facebook.com/Instytut.Arete/?pnref=lhc

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *