Przeliczeni.pl
Wszystko o prowadzeniu biznesu w galerii handlowej bez cenzury i ukrywania niewygodnych faktów.

Tutaj zobaczysz jak to działa "od kuchni": nadużycia, fałszowanie informacji, szantaż.
Przeliczeni.pl
Systemy franczyzowe w Polsce - czy rzeczywiście to taki złoty biznes?

Sprawdź na blogu jak wyglądają realia prowadzenia tego rodzaju działalności.
Przeliczeni.pl
Bankructwa, rozwody, bezdomność, ucieczki z kraju.

Świadectwa ludzi, których wykończył system retail.

Wykastrowana intuicja=wykastrowany system retail-poradnik najemcy

Rozmowa z...

Rozmowa z dr Leszkiem Mellibrudą-psychologiem biznesu.

Czy w swojej dotychczasowej pracy spotkał się pan z ludźmi którzy stracili wszystko w galeriach handlowych? Czy ten temat był-jest panu znany?

 Z takimi, którzy stracili wszystko na rzecz galerii handlowych nie miałem okazji się spotkać – oni jednak częściej chodzą do adwokata, sądu a gdy to nie pomaga pozostaje im często psychiatra. Ale kilkakrotnie miałem okazję rozmawiać (również doradzać) w obliczu zagrożenia nierentownością małego sklepu i budowaniem strategii całkowitego wycofania się z galerii. Zatem miałem okazję nie tylko obserwować ale i częściowo doświadczać (bo emocje są „zaraźliwe”) poczucia przerażenia, trwogi i beznadziejności wynikającej z całkowicie pesymistycznej przyszłościowej wizji biznesowej w związku z narastającym zadłużeniem wobec wynajemcy powierzchni handlowej oraz miejscami paranoicznym zapisom umowy przy uporczywie utrzymujących się na niskim poziomie obrotach i dochodach właściciela. Ostatnio (w lutym 2015) miałem również okazję rozmawiać w trakcie Ogólnopolskiej Konferencji nt renegocjacji zorganizowanej przez Hallmark Events w Warszawie i pracować warsztatowo z grupą 20tu biznesmenów z całego kraju – najemców powierzchni handlowych w dużych centrach przeżywających różnego typu kłopoty i problemy z wynajmującymi. Niektórzy z biznesmenów opowiadali bardzo dramatyczne historie – dobrze, że współprowadzącym ze mną zajęcia był znany poznański adwokat.

Człowiek który stracił wszystko wpada w panikę. Co wg pana powinien robić aby ustrzec się desperackich decyzji?

 Trafnie Pan sformułował to pytanie, gdyż rzeczywiście oddaje ono powszechny sposób myślenia w sytuacji bardzo poważnych kłopotów finansowo-biznesowych. W przypadku niepowodzenia, gdzie w grę wchodzą poważne sumy, czasami daleko przekraczające aktualne możliwości biznesowe człowieka pojawia się czasami psychologiczne zjawisko „czarnego wulkanu”.  Zwykle wulkaniczne wybuchy cechuje masa rozpalonej do czerwoności lawy i białego dymu – w przypadku zjawiska „czarnego wulkanu” mamy do czynienia z niezwykle silnie rozpalonymi emocjami, które powodują lawinę „czarnych strumieni myślowych” pełnych przerażenia, pesymizmu i skojarzeń odbierających nadzieję. Osoby będące pod wpływem działania „czarnego wulkanu” w pierwszej fazie „mentalnej erupcji” wpadają w panikę. Specyfika dalszych faz przebiegu tego procesu w dużym stopniu zależy od okoliczności towarzyszących procesowi utraty majątku. Otoczenie wzmacniające pesymizm, czasami nieświadomie w niebezpiecznej postaci tzw. życiowego realizmu, mogą torować ścieżkę apatii, smutki do reakcji depresyjnych włącznie. Jeśli taki biznesmen trafi jednak na „właściwe źródła oparcia” ma szansę przetrwać a nawet po przeżyciu takiego kataklizmu może zmienić się korzystnie a wręcz stać się jeszcze bardziej twardym i odpornym na różnego typu zagrożenia oraz życiowe lub biznesowe turbulencje. Podkreśliłem „właściwe źródła oparcia” gdyż nie jest prawdą, iż każda osoba kierująca się rozsądkiem, dobrą wola i chęcią pomocy jest źródłem wzmacniającego oparcia. Właściwością skutecznego oparcia dla osoby w skrajnie trudnym położeniu jest umiejętność „uniesienia ciężaru emocjonalnego” związanego z działaniem „czarnego wulkanu” i to w sposób, który z jednej strony umożliwia jej przepływ „złych” emocji a z drugiej strony daje szanse w kolejnej  perspektywie (po złości, utracie nadziei i rozpaczy) do poszukiwań innych, nowych rozwiązań. Dojrzałości pomagacza musi towarzyszyć mądrość życiowa oraz wyobraźnia biznesowa, która m.in. polega na cierpliwym rozważaniu różnych opcji i wielu scenariuszy działań finansowych, organizacyjnych, prawnych, i wielu, wielu innych. Osoby skłonne do szybkich porad i klepania po plecach ze słowami „spoko, czas leczy wszystkie rany” najczęściej „wspierają” samych siebie we własnym „lustrze mentalnym”. Co nie oznacza, że przytulenie i bliskość fizyczna (najlepiej płci przeciwnej) nie ma charakteru balsamu… ale często nie wystarcza do mozolnego układania życia „po nowemu”.

Wielu spotkanych przez mnie najemców straciło wiarę w ludzi, w wartość słowa, ustaleń. Jak odbudować zaufanie do człowieka?

 Gdy wali się wszystko, gdy rzeczywistość burzy marzenia, tworząc nowe trudne do wyobrażenia perspektywy, gdy ludzie wydają się potworami z nie policzalnymi dnami zła, łatwo utracić wiarę w ludzi, wypowiadane przez nich słowa czy respektowane wartości.  Dla niektórych takie traumatyczne doświadczenie jest traumą czasami na wiele lat, a mogą się również pojawiać takie przypadki, w których pozostają do końca życia różnego typu „odpryski” tak traumatycznego doświadczenia zawodowego w biznesie. Odbudowa czy odzyskiwanie zaufania do ludzi jest procesem niezwykle złożonym i czasochłonnym. Ale możliwym. Zwykle, tak traumatycznie doświadczeni ludzie zaczynają odbudowę zaufania w relacjach z najbliższymi. Ale czasami, to pułapka, gdyż bardzo powszechną w takich sytuacjach jest pojawianie się zasad „Trójkąta Dramatycznego”. Osoba czująca się (lub faktycznie będąca) „ofiarą” znajduje zwykle oparcie w „ratowniku”, którym może być ktoś z rodziny lub bliski przyjaciel (przyjaciółka). Gdy ta wzajemna więź wsparcia powstanie, automatycznie powstaje  tendencja spostrzegania innych (a szczególnie mających związek z traumą) jako prześladowców. Ten sposób patrzenia na innych może się utrwalać w mechanizmie wzajemnego wspierania się ofiary i ratownika. Pułapka polega na tym, iż osoba dająca wsparcie równocześnie (często nie świadomie) wspiera uprzedzenia wobec innych i potwierdza (pogłębia) nieufność i dystans wobec innych. Antidotum na takie relacje z „Trójkąta Dramatycznego” polega na dostarczaniu doświadczeń związanych z rozszerzeniem i pogłębianiem zaufania do innych i nie wzmacnianiem  nieufności, której szczególnie w naszym kraju, w ostatnim okresie coraz więcej.

 

Jak pokonać barierę że jako mały jestem bez szans w sporze w wielkim kapitałem?

 Takie bariery wcale nie są tylko w głowach tych „mniejszych”. I mimo wielu deklaracji oficjeli, polityków czy przedstawicieli wielkich koncernów lub sieciowych korporacji, ze mały biznes jest ważny, ze się liczy, ze należy go wspierać… często obserwujemy w życiowych, biznesowych sytuacjach dyskryminację tych firm, których zaplecze finansowe (i nie tylko) jest dużo skromniejsze. Oczywiście psycholodzy odradzają skrajne, negatywistyczne słowa i sformułowania, więc i ja muszę stwierdzić, iż beż szans jesteśmy jedynie, gdy nasz mózg przestaje z nami współpracować. W życiu, tak jak i w biznesie zawsze można liczyć na jakąś szansę (nie mówiąc o szczęściu)…nawet wówczas gdy wydaje nam się, że nic już nie możemy zrobić albo, że zrobiliśmy już wszystko. Zresztą to właśnie nastawienie może być źródłem przegranych lub porażek w zmaganiach z wielkim kapitałem. Czasami nazywamy to nastawienie „językowym sztyletem o dwóch ostrzach”.  To nastawienie najczęściej jest wyrażane dwoma zdaniami – „ostrzami językowego sztyletu”: „jestem bez szans” lub „zrobiłem już wszystko, co można”. Takie zwroty, zdania, myśli to autodestrukcyjne narzędzia kastrujące intuicję i poza stereotypowe myślenie w poszukiwaniu wyjścia lub znajdywaniu na pierwszy rzut oka niemożliwych do osiągnięcia rozwiązań. Z wielkim kapitałem, często konkurencją wielu przegrało ale byli i tacy, którzy potrafili wygrywać. Jedną z cech, która wyróżniała zwycięzców w takich nie równych bojach była zdolność odrywania się od realiów i bolesnej rzeczywistości na rzecz budowania nowych spojrzeń i koncepcji, które zaskakiwały w ostatecznych rezultatach. I rzadko kiedy od początku było wiadomo, że tacy zwycięzcy wygrają. Ich cechą jednak była bezwarunkowa wiara w swoje zwycięstwo i nadzwyczajna niezłomność w działaniu dzisiaj nazywana determinacją w przekraczaniu własnych Rubikonów.

Wspomniał pan że w przypadku retailu trudno rozmowy na poziomie najemca-właściciel traktować jako negocjacje. Jakiego by pan użył w tych przypadkach sformułowania?

Gdy rozmowy handlowe prowadzone są w klimacie jednostronnej rozgrywki z pozycji siły, to trudno mówić o negocjacjach. Pojęcie negocjacji bardzo często jest nadużywane. A w sytuacjach, w których pojawiają się groźby, szyderstwa, kpiny czy przemoc psychiczna nie mówiąc o fizycznym zagrożeniu (pamiętamy tzw. „negocjacje”: z górnikami manifestującymi pod bramą Jastrzębskiej Spółki Węglowej), to raczej powinniśmy mówić o „teatrze negocjacyjnym” a nie rokowaniach opartych o zasady i sztukę negocjacyjną. To, że każdy chciałby jak najwięcej dla siebie wynegocjować, to norma. To, że w negocjacjach najważniejszym wymiarem jest komunikacja nie dla wszystkich jest oczywiste. W ramach tej komunikacji, która nie rzadko towarzyszy różnym rozgrywkom ważne jest respektowanie powszechnie przyjętych norm i zasad. Do niech należy przede wszystkim szacunek i respekt wobec drugiej strony.

Dlatego tak ważnymi w fazie prenegocjacji (rozmów wstępnych) są ustalenia dotyczące zasad i warunków wyjściowych (nie mylić z „warunkami brzegowymi” najczęściej opisującymi minimalne lub maksymalne wartości strat i zysków). A więc jeśli zdarza się, że jedna strona nie chce w ogóle rozmawiać – ani na poziomie prenegocjacji, czyli rozmów wstępnych ustalających zasady, przebieg i istotę negocjacji (chociażby w postaci timingu przeczytania i podpisania umowy i dodatków), ani później podczas spotkania biznesowego, to trudno mówić o negocjacjach. Raczej, taki biznes wygląda na podpisywanie „inwestytury wasali”, co w średniowieczu feudałowie robili ze swoimi niewolnikami w ten sposób legalizując ich poddaństwo i zgodę na służbę, czasami dożywotnio…..Ale dobrze jest też pamiętać, że w europejskim feudalizmie wasal mógł mieć swojego wasala…. w naszym, chorym czasami wydaniu relacji biznesowych nie ma na to miejsca.

(Rozmowa opublikowana w książce “Przeliczeni-tajemnice galerii handlowych” dostępnej na stronie www.danieldziewit.com.pl)

Dr Leszek Mellibruda “zęby zjadł” na biznesie. Dla jednych będzie autorytetem dla innych nie. Dodam od siebie, że w przypadku szantażu karami należy zachować spokój. Kary? Nie do wygrania w sądach. Psychologiczny bat. Nie należy się go bać paraliżując swoje działania czy decyzje. Interpretacja Sądu Najwyższego jest jednoznaczna. Nakładanie tych kar nie jest zgodne z polskim prawem. Dlatego też siłowe zamykanie rolet, odcinanie prądu czy próby zastraszania-nie wytrzymały próby czasu. Prehistoria retailova. Mam wrażenie, że niektórzy nie czytają bloga. I dobrze. Ci którzy na niego trafili-mimo wszystko-moim subiektywnym zdaniem-mają trochę w tym wszystkim szczęścia. Bo nie każdy je miał. Pozdrawiam.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *