Przeliczeni.pl
Wszystko o prowadzeniu biznesu w galerii handlowej bez cenzury i ukrywania niewygodnych faktów.

Tutaj zobaczysz jak to działa "od kuchni": nadużycia, fałszowanie informacji, szantaż.
Przeliczeni.pl
Systemy franczyzowe w Polsce - czy rzeczywiście to taki złoty biznes?

Sprawdź na blogu jak wyglądają realia prowadzenia tego rodzaju działalności.
Przeliczeni.pl
Bankructwa, rozwody, bezdomność, ucieczki z kraju.

Świadectwa ludzi, których wykończył system retail.

Delikatesy Bankrutów wyjdą na ulice-poradnik najemcy

Pewien student marzył...

Pewien student marzył o swoim biznesie (czytelnik bloga). Sympatyczny (23.l). To miała być szatnia w gh. Powymienialiśmy uwagi, spostrzeżenia i student się wycofał. Inny z kolei wszedł w biznes franczyzowy w Sukcesji i dziś ma milion długu. Dawca namawia na lokal przy Piotrkowskiej w Łodzi. Legenda jest taka, że tam będzie lepiej, że to się rozkręci, że to potrzebuje czasu, że spokojnie, nic się nie dzieje. Dawca pół miliona zarobił na starcie plus ma gdzie upychać towar.

W jaki sposób student zdobył pieniądze, aby w to wejść? Rodzice. Dom. Kredyt pod dom. Co ciekawe dawca  przed podpisaniem umowy stwierdził, że w łódzkiej Sukcesji zamknął się tylko jeden lokal, bo właściciel-jest alkoholikiem i dlatego mu nie wyszło.

Pierwszy student ma przed sobą przyszłość. Może się rozglądać. Szatniarzem-nie zostanie. Drugi jeszcze nie zaczął-a już jest skończony. Problem polega na tym, że franczyzodawca udupił i jego i rodziców. Definitywnie. Jeśli jednak Centralne Biuro Śledcze podejdzie do tematu na serio to nie wykluczone-że uda się te umowy unieważnić. Jest to jednak niepewne. Ale pewne jest to, że po wakacjach spotkam się ze studentami SGH. Z jakimś rocznikiem anglojęzycznym. Skąd ten pomysł? Wykładowca akademicki zamówił książkę Przeliczeni i przy okazji nadmieniłem o publikacji  o systemach franczyzowych. O tym  sposobie na sukces, o fenomenie franczyzy powiązanym z systemem retail. SGH to nieprzypadkowe miejsce spotkania.

 

To tam-proszę wybaczyć-wtłacza się ludziom głupoty- dotyczące tego, „że ciągle rośnie”. Profesorowie rekomendują książki „naukowe” w których podaje się jako przykład działających franczyz nieistniejących już marek. 

ksizka

„Droga do sukcesu” z 2016 roku pod egidą SGH jest niestety nic nie warta. Wydanie III wznawiane od lat, bez weryfikacji, bez aktualnych danych, bez uaktualnienia. Stare dane, stare przedruki. I dywagacje czym jest franczyza, ale jedno jest istotne- „ciągle rośnie”.  

Praktycznie książka Franczyza -fakty i mity- jest gotowa. I dziś oprócz tego, że właśnie teraz piszę to co piszę czytam kolejne książki o franczyzie.  Żeby mieć argumenty na stawiane kontrargumenty. Choć gdyby chcieć sprowadzić temat do absurdu to realnie „Franczyza fakty i mity” będzie książką o niczym. Bo franczyza jest nienazwana. Jest czymś co realnie nie istnieje. Jest wymianą dóbr i usług. Nazywanie gazetki reklamowej know how, ujednolicenie, zunifikowanie, podwieszenie loga czy pakiet szkoleń jest wymianą dóbr i usług za procent, prowizję, międzyprowizję czy nadprowizję czy normalną usługą szkoleniową, konsultacyjną. Te terminy są znane agentom ubezpieczeniowym jak i sprzedawcom MLM.

Pani Zosia wchodząc do grupy zakupowej np. ABC korzysta na rabatach, na gazetce, na wsparciu. Ale pani Zosia od 20 lat prowadziła sklepik i doskonale „wie jak”.  Doklejenie pani Zosi do szczęśliwej franczyzobiorczyni jest faktem, ale mitem jest to, że to dzięki franczyzie pani Zosia istnieje.  Pani Zosia istnieje, franczyza to określenie sposobu sprzedaży, łańcucha od -do. To, że można połączyć usługi hotelowe z usługami szkoleniowymi jest oczywiste. Połączenie dwóch usług jest logiczne i pozwala zarobić jednej i drugiej stronie. To, że Romet ma markę jest oczywiste jak i to, że włączenie rowerów w swoim sklepiku do asortymentu go nie zubaża. Cały czas jest to jednak sprzedaż. Za procent. I tyle.

Osobną kwestią jest temat gh w połączeniu z franczyzą. Praktycy wiedzą, jak to się kończy. Dlatego jestem zdania, że studenci powinni wiedzieć-jak jest. Jest tylu fajnych młodych ludzi. Po co mają w to wchodzić? Owszem ,mogą  kupić pakiet elektronicznych fajek, postawić wyspę i na tym zarobić. Mogą płacić jak płacą po 10.000 za wyspę w Lublinie sprzedając telefony. Biorą towar-odsprzedają towar.  Można kupić pakiet plasteliny za 100.000 tysięcy, a potem szukać kupca na to. Możesz kupić butelkę goji i szukać tego, kto najpierw zapłaci, a potem wypije i znajdzie kolejnego, który kupi karton.

Cała filozofia.  To oczywiście w skrócie. Serdecznie dziękuję za wsparcie przy realizacji, podpowiedzi  i nakierowania.  Szkoda, że niektórzy się wycofali, ale rozumiem. I tak pomogli. Tym, że się wycofali.

Otwieram dziś korespondencję. „Zawiadomienie o umorzeniu postępowania w sprawie własnej”. Rozprawa we wrześniu. O co chodzi?

Wspomniałem wam, że nie o wszystkim tutaj piszę.  Jedni by się stresowali drudzy cieszyli. Lepiej napisać post factum. Też pewnych rzeczy się ciągle uczę. Od was, od otoczenia. To jest wartość dodana. Pomimo, że czasami stresująca. Jedna z warszawskim renomowanych kancelarii prawnych z pełnym zaangażowaniem walczyła od dobre imię marki i osobiste właścicieli. Po lekturze pierwszego pisma miałem dylemat. Czy to kancelaria prawna czy firma pijarowska czy spece od zarządzania kryzysowego. Rzekomo  „pokrzywdzony” żądał 75.000 złotych, przeprosin i usunięcia wpisu, a w zasadzie listu nie mojego autorstwa. Oceniłem sytuację 50%-50%. W sensie, że faktycznie za duże ryzyko dla autora listu. Szukał świadków oszukanych ludzi (odrabiają długi)ale  się wystraszyli. Przestali odbierać telefony itd. Norma. Jako nie autor listu i mając pewne doświadczenie wytłumaczyłem, że spokojnie się obronię-ale ona-niekoniecznie, bo jest 50%-50%. Szkoda nerwów, czasu, pieniędzy. I jest jeszcze jedno. Że blog zniknie z sieci.

Oddać kancelarii należy to, że pani dr miała świadomość, że 50-50% to i dla nich spore ryzyko. Miła. Normalna kobieta. Jaki jest tego finał? Po pierwsze zapowiedziałem, że nie dostaną ani grosza, po  drugie przeprosin nie będzie, po trzecie jeśli tak bardzo im zależy na dobrym imieniu to nie ma sprawy. Oddamy produkty do analizy i sprawdzimy w którym Bangladeszu produkują te rzekome cuda. W rezultacie zawarliśmy ugodę. Wpisu nie ma. Procesu też. Kasy też. I przeprosin. Wydaje się, że budowanie tematu na własnych procesach byłoby błędem. Nic nie wnoszącym do sprawy. Akurat w tym konkretnym przypadku. Próba zastraszenia mnie kwotami nie zadziała. Jestem uodporniony.  Nie tylko na próbę zastraszenia-bo tak to odebrałem. Zresztą to nic nowego. Jagienka Wilczak z Polityki dała mi materiał dotyczący firmy Mc Donald’s i tekst jej autorstwa dotyczący tego jak zniszczyli człowieka. Swoim know how zniszczyli jego know how. Wygrzebała z archiwum (1999r.). Mocny tekst o tym jak można zanegować kolor polskich truskawek i wysadzić człowieka w kosmos. Dostawca. Były. Niemieckie truskawki miały odpowiedni kolor i smak. Wówczas panią Jagienkę próbowali straszyć sądami. Nie wystraszyli. Materiał poszedł i przeszedł w zapomnienie.

Można mnie oczywiście wystraszyć, ale nie zastraszyć. W 2001 roku zostałem pobity podczas realizacji tematu. Facet robił wały na transporcie międzynarodowym (na lewo, zdezelowanymi busami, przy minus 25 stopni ludzie odmrozili stopy)- samorządowiec. Przesunął godzinę spotkania z 13.00 na 19.00 do  swojego  domu ,gdzie miał biuro. Po ostatnim pytaniu wpadł jego syn. Ułamki sekund. Zaatakował z tyłu. Szok. Skopali , roztrzaskali sprzęt. Odgrozili się, że jeśli pójdę na policję to mnie zaj… Samorządowiec został skazany. Nie wyczyścił wszystkiego. Przeoczył mały fragment minidyska, który znalazła policja. Pouczył mnie starszy kumpel, żeby na tego rodzaju tematy-nie chodzić w pojedynkę. Nie pisałem o tym w książce. Bez związku. Ale dziś kiedy ktoś mnie próbuje straszyć to warto, żeby miał i tę świadomość,  że materiały są zdokumentowane.

Nie ma też sensu drążyć tematu podróbek, czy lipnych diamentów o zaniżonej ilości karatów. Nic to nie zmienia poza tym, że warto sprawdzać karaty i nie warto wchodzić w biznes bez certyfikatu jakości jeśli mamy na myśli exluzywne produkty.

Podobną metodę zastraszania wybrała inna kancelaria prawna -też z Warszawy, która założyła mi sprawę karną.  O ile w pierwszym przypadku miałem do czynienia z ludźmi z klasą o tyle w  drugim ze spazmem rozhisteryzowanych jurystów. W tym przypadku- nie ma przeproś. Ale o tym za tydzień. Studenci prawa, bo od studentów zacząłem-też się może czegoś dowiedzą. Szatniarzami-nie zostaną.

P.S. Pani Jagience dziękuję za materiał.  Prawnik potwierdził, że zniszczony dostawca-nie był jednostkowym przypadkiem. Takie know how. Pozdrawiam.

P.S. Dziękuję czytelnikom. Książka schodzi na ebookach z dyskontów zniknęła. Zaproponowałem książkę na zupełnie inny temat PWN- przeczytali próbkę, biorą. Fajnie. PWN –to jest coś. Po raz pierwszy czuję satysfakcję.

P.S. W Warszawie ma dojść do pikiety franczyzobiorców Delikatesów Centrum-wrzesień.  Wg inicjatora pikiety z 70 sklepów zamknęło się ok. 60. Prawie sto procent skuteczności. 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *