Przeliczeni.pl
Wszystko o prowadzeniu biznesu w galerii handlowej bez cenzury i ukrywania niewygodnych faktów.

Tutaj zobaczysz jak to działa "od kuchni": nadużycia, fałszowanie informacji, szantaż.
Przeliczeni.pl
Systemy franczyzowe w Polsce - czy rzeczywiście to taki złoty biznes?

Sprawdź na blogu jak wyglądają realia prowadzenia tego rodzaju działalności.
Przeliczeni.pl
Bankructwa, rozwody, bezdomność, ucieczki z kraju.

Świadectwa ludzi, których wykończył system retail.

Biznesowy gang bang-poradnik najemcy

Warszawa. Czytelnik ...

Warszawa. Czytelnik bloga. Biegle angielski, japoński. Czterdziestka na karku. Kumpel zadłużony w fitness clubie. Rozmowa dotyczy „wyruchanych” –to często używane słowo przez rozmówcę. Skojarzenie- gang retailfranchise bank (gang bang-odsyłam do Encyklopedii PWN). Z każdej strony. Taki groupon. Wciąga mnie jego opowieść. W końcu proponuję -weź napisz. I napisał.

 

„W dzisiejszych szybkich i rozwiniętych czasach mamy dostęp do licznych narzędzi nazwijmy ich – “życia”. Może to być pojazd, telefon oraz oczywiście pieniądze. Nie wiem jak je do końca zdefiniować, bo jedni powiedzą, że to kolorowe papiery, inni że to konkretne przedmioty. Ja skłaniam się do opinii, że to wszystkie przedmioty (banknoty, ziemia i tym podobne) pochodzące tylko i wyłącznie z pracy.

           

No dobrze, odrzućmy materię, a przejdźmy do gromadzenia tej naszej pracy. Mogą to być monety, banknoty oraz konto bankowe. Od razu się przyznam, że całkowicie nie korzystam z usług bankowych. Nie dlatego, że zostałem osobiście specjalnie orżnięty przez system bankowy (jeden bank próbował, ale to nie jest powodem u mnie), ale dlatego, że usługi bankowe nie są mi do niczego potrzebne. Namawiam też na to innych. Nie dlatego, że sam nie mam, a dlatego, że to czyni człowieka bardziej wolnym.

 

Wcześniej napisałem o gromadzeniu naszej pracy w formie tzw. pieniądza (gotówka, konto bankowe). Jeśli ktoś się decyduje na taką formę (co oczywiście trzeba robić, nigdy nie wiadomo, czy taka “szybka gotówka” nie będzie nagle potrzebna), to jedynym wyborem, jest oczywiście całkowity brak konta bankowego. Dlatego bo:

 

  1. Nie musimy szukać “bankomatu”, co kosztuje czas i na przykład paliwo do naszego pojazdu – jeśli potrzebujemy gotówki; nie musimy się dowiadywać gdzie taki bankomat jest i jaka jest prowizja

 

  1. Nie martwimy się telefonami z ofertami bankowymi, przez co oszczędzamy czas na zbędne rozmowy i tłumaczenie się, że my tego nie potrzebujemy – bo oczywiście nie potrzebujemy jakichkolwiek usług bankowych

 

  1. Nie ponosimy kosztów prowizji, prowadzenia konta, kosztów związanych z wypłatą oraz wpłata gotówki (np. w Alior Bank obca osoba płaci prowizję za wpłatę na nie swoje konto – ja tak zapłaciłem wpłacając znajomemu)

 

  1. Obce osoby nie mają dostępu do informacji o naszych pieniądzach; można oczywiście sobie powiedzieć – oczywiście żartem – że Banki to zaufanie publiczne; ja wtedy pytam jak się czują frankowicze, albo osoby których “powinęła się noga” – czy mogą ufać bankom i powiedzieć: “jestem chory na raka – dla mnie zdrowie jest ważniejsze, proszę was – dajcie mi spokój z ratami na 3 lata – ja się musze teraz leczyć”; osobiście uważam, że taki człowiek będzie spuszczony “do kanałów”; no ale załóżmy – błędnie – że są to instytucje zaufania publicznego, tam pracuje wiele osób – czy 100% zatrudnionych w bankach to osoby uczciwe?

 

  1. Obce osoby nie ukradną nam gotówki z konta poprzez crackowanie (czy też jeśli Państwo wolą hackowanie) kont bankowych

 

  1. Nie chodzimy ze wszystkimi pieniędzmi przy sobie (mówię o kartach bankomatowych); rzadko kto chodzi z całą swoją “gotówką w formie banknotów lub bilonu” przy sobie

 

  1. Nie ryzykujemy przy płatnościach kartą, że coś nie zadziała – nie ma zakupów; lub zadziała podwójnie – podwójne ściągnięcię środków, co jak można poczytać się zdarza; ponato karta to urządzenie elektroniczne, a elektronika się psuje – nie “czy”, a “kiedy”.

 

  1. Przy wyjazdach zagranicznych żywa gotówka jest praktyczniejsza, w większości krajów na świecie tak zapłaci się szybciej i bez dodatkowych kosztów np.: przewalutowania, prowizji i tym podobne

 

  1. Banki to prywatne firmy, która bankrutują, a wraz z nimi nasze pieniądze. Jeśli ktoś wierzy w BFG, to ja na to, że to prywatny fundusz, który płakał po SKOK-ach, podobno ma uzbierane 9 mld złotych. Depozyty są większe, więc to raczej żadna dla mnie gwarancja

 

  1. Na Cyprze obcięli ludziom oszczędności. Kto da wam gwarancję, ze gdzieś tam w jakimś banku lub kraju, gdzie leżą wasze pieniądze nie będzie tak samo?

Biorąc pod uwagę powyższe – jesteśmy bardziej bezpieczni (nikt nie wie ile mamy i nie ma dostępu do naszych pieniędzy); bardziej swobodni (jeśli chcę coś kupić nie szukam bankomatu lub jeśli jestem za granicą – ile to będzie kosztować); oszczędzamy czas bez ofert i innych super rzeczy oferowanych przez “specjalistów do spraw finansów”.

 

W tym miejscu ktoś może powiedzieć, że no taaaak, ale załóżmy, że jestem w sklepie i coś zobaczę muszę to mieć, a akurat nie mam tyle gotówki. Ja odpowiadam – i co z tego? To przykład konsumpcjonizmu lub jak kto woli zachowanie “dziecka”. To dzieci już, teraz muszą mieć zabawkę. Dorosła osoba potrafi poczekać. Ponadto, sklepów jest teraz tyle, że nie ma problemu z kupnem czegokolwiek. Ponadto, można zostawić zaliczkę, jeśli rzeczywiście jest coś wyjątkowego i unikalnego (bo trafiają się jakieś unikalne przedmiotu sprzed lat). Poza tym, proponuję zapłacić kartą bankomatową za samochód w salonie. Życzę wam po-wo-dze-nia, bo dealer na pewno naliczy wam koszty swojej prowizji. Natomiast gotówkę przyjmą. Kredyt / leasing odrzucamy, bo nie korzystamy z usług bankowych.

 

Ostatecznym argumentem przeciwko kontom bankowym są życiowe sytuacje, takie jak, komornik blokuje wam konta – nieważne, czy macie faktycznie długi czy nie – jak zapłacicie za obronę, skoro skarga na komornika też kosztuje? Żywe banknoty mogą wam dać szansę. Kiedyś uciekałem przez burzą w górach. Pan w samochodzie prywatnym zażądał 30zł za zawiezienie mnie i mojej rodziny. Kart raczej nie przyjmował – terminala nie zauważyłem. Jestem z dziećmi na wakacjach – Pan sprzedaje watę cukrową – terminala nie ma. I tak dalej, i tak dalej. Pozostaje kwestia waluty (ten sam problem jest przy kontach bankowych) do oszczędności i miejsca.

 

            Dobrze, gromadzenie naszej ciężkiej pracy w formie pieniądza mamy za sobą. Niepotrzebne usługi bankowe, to nie tylko konta bankowe. Mam tu na myśli, chyba jeszcze powszechniejsze zjawisko, a mianowicie kredyty bankowe. Ja osobiście nie wziąłbym kredytu na absolutnie NIC. Może jestem głupi, albo idiotą, ale wolę być idiotą dobrze wyspanym bez nerwicy. Zdrowszy będę, a zdrowie jest moim zdaniem z rodziną najważniejsze bezwarunkowo. Ja mam prostą zasadę – nie mam, to nie kupuję. Kluczem do kupna drogiej rzeczy (czyli takiej, na która nas teraz nie stać), jest zgromadzenie funduszy, aby uiścić jej cenę. Zwróćcie Państwo uwagę, co napisałem – NIE STAĆ (nas). Jakim cudem nas może być jeszcze stać na prowizje, odsetki i inne ubezpieczenia, to nie wiem – taki idiota ze mnie. Dlaczego bym nie wziął nigdy jakiegokolwiek kredytu:

 

  1. To co napisałem powyżej – skoro nie stać mnie na cenę towaru, to tym bardziej na cenę + odsetki + prowizję + ubezpieczenie

 

  1. Nie jestem dzieckiem w piaskownicy, potrafię poczekać z zakupami, aż zarobię na swoje “cacko”

 

  1. Nie jestem wróżką – nie wiem jaka będzie sytuacja gospodarcza oraz zwłaszcza moja (może bedę chory przed spłatą kredytu albo stracę pracę), co oznacza, że każdy kredyt to tak naprawdę gra, a ja nawet nie gram w “węża” w telefonie – nie lubię gier i już; wróżenie także uważam za naciągane

 

  1. Pieniądze, które potencjalnie musiałbym przeznaczyć na odsetki + prowizję + ubezpieczenie mogę przeznaczyć na np.: oszczędzanie

 

  1. Składając wniosek kredytowy całkowicie podaję na tacy moją sytuację finansową, zawodową, a często też rodzinną – powtórzę – czy 100% zatrudnionych w bankach to osoby uczciwe?

 

  1. Żyję bezstresowo – nie ciśnie mnie ewentualna utrata dochodów, nie cisną mnie, jeśli spóźnię się z ratą (wszyscy wiemy, że tak ludzie mają), nie ciśnie mnie rodzina na kolejny kredyt (a podobno sa i takie z kilkoma + chwilówki + pożyczanie po rodzinie) – ja jestem na to za słaby psychicznie, można powiedzieć NIE przystosowany do dzisiejszych czasów, ale dlaczego to JA mam się przystosowywać do “instytucji zaufania publicznego”?

 

  1. Rozglądam się dookoła i widzę, że nadspodziewanie wiele ludzi, zaczynając od kredytów skończyła z długami; może to przypadek, może przeinwestowanie, może traf życiowy; fakt pozostaje faktem

 

Ale brnijmy dalej – kredyty na zakup naszego lokum do mieszkania (no bo kątem u rodziców to tak trochę ten tego – nie tego). BZDURA! To chyba normalne, że z czasem mamy więcej, w tym pieniędzy i na początku naszej drogi – bądźmy realistami – niewielu młodych stać na kupno własnego lokum. Napisałem wcześniej, że zdrowie i rodzina sią najważniejsze. Ja sam jestem ojcem 2 dzieci i z perspektywy rodzica, mogę się “przemęczyć” z potencjalną żoną i dziećmi mojego syna. I dlatego warto mieć zdrowe i przyjazne relacje z rodzicami i naszą rodziną (żona, mąż itp). Nie chcę moralizować, konkret.

 

Jak zacząć. Odkładać ile i jak się da na mieszkanie lub dom. Nie patrzeć na to, że znajomi mają wypasione domy i mieszkania (w większości prawdopodobnie za długi), ale patrzeć na siebie i obrać sobie cel. Absolutnie wszystko ładujemy w to nasze lokum. Czym szybciej, tym będzie mniej boleć. Można zacząć zrzędzić, że pensje małe, ale to po to studjujeta, aby zarabiać więcej [na marginesie, osobiście uważam, że żadne studia nie są potrzebne, aby mieć super życie, ale o tym kiedy indziej]. Można pracować na 2 etatach, albo założyć coś swojego. Ja mogę podpowiedzieć 2 etapy. Osobiście uważam, że szkoda czasu i życia na kupno mieszkania – docelowo – dlatego proponuję inną drogę:

 

  1. Mieszkamy przy rodzicach i zbieramy pieniądze np.: po 100zł dzienne (chciałbym dodać, że też stosowałem metodę 100zł na dzień i nic z tego nie wyszło – po roku czasu mało co mieliśmy oszczędzone, w następnym to samo, ale przyszły pierwsze wnioski i w końcu się jednak dało) na:

a). kupno najmniejszego mieszkania jakie się da np.: 17m2 (najmniejsze, bo przejściowe) << takie ja widziałem najmniejsze

b) kupno działki docelowej dla domu i postawienie tam 2 garaży po np.: 18m2=36m2 (koszt około 15 tys. zł z podstawą do nich) lub drewnianego domku z najniższej półki (koszt około 25 tys. zł), oczywiście wykańczamy. – ta opcja jest szybsza, bo w rok zbieramy około 35 tys. zł; dochodzi kwestia kupna działki, ale cena zależy od lokalizacji – ja bym się w centrum nie ładował – koszta dojazdu nie są takie duże jak mogłoby się wydawać [Ode mnie: Ja dojeżdżam samochodem, bo w trakcie jazdy uczę się języków obcych oraz “oglądam” wykłady naukowe – poświęcam więc dzięki temu dużo czasu na naukę. Dojazdy rowerem nie wchodzą w grę, z powodu zimy oraz brakiem możliwości uczenia się w trakcie – na marginesie nie lubię rowerów. Komunikacja miejska zajmuje zbyt dużo czasu], a dodatkowy plus to brak hałasu miasta.

 

  1. Zostaje nam, przy opcji B około 10 tys. zł. na jakieś tam “umieszkalnienie” tych garaży lub domku drewnianego; dalej zbieramy 100zł dziennie, ale powiedzmy sobie szczerze, że zaiwaniamy dużo z pracą, więc i 200zł może być realne po jakimś czasie. Moim zdaniem 300 tys. zł to kwota wystarczająca, aby mieć dom dla rodziny. Dzieci nie będą z nami mieszkać do “oporu”, więc i tak docelowo to chata na 2 osoby.

 

Ja i moja żona zadaliśmy sobie pytanie: czy żyjemy skromnie przez powiedzmy 10 lat, czy 20 lat z kredytem hipotecznym (sytuacja frankowiczów, to tylko jedna z pułapek). Odpowiedź Państwo znacie. Ponadto, pomyślcie o odsetkach + prowizjach + ubezpieczeniach – czy stać was na topienie tych pieniędzy w błocie – hobby typu off-road jest chyba lepsze dla topienia pieniędzy w błocie – jest przyjemność.

 

Uważam, że każdy da radę to zrobić. Dobre układy z rodziną (zwłaszcza z żoną / mężem) są oczywiście niezbędnym warunkiem. Zdrowie jest kolejnym (ja np.: nie palę i nie piję – nigdy nie miałem alkoholu w ustach – wiele osób mówi, że kłamię, ale nie interesuje mnie to). Nie ładujcie się w długoletnie układy z bankami, bo nie jesteście w stanie Państwo przewidzieć co będzie za 10 lat, a co dopiero za 20 lub 30 lat. A jeśli ktoś jest w stanie, to kasę taką zrobi, że i tak mu kredyt nie będzie potrzebny, kto wie może nawet to nie jest głupi pomysł założyć własny bank.

 

Na zakończenie. Nie zgadzam się, że pieniądz robi pieniądz. To wbrew zasadom fizyki. Z jednej planety nie zrobimy drugiej – identycznej planety. Dlatego jestem przeciwnikiem systemu bankowego. On nam kłamie, że 1×0=2. Ja uważam, że prawdziwy pieniądz i bogactwo bierze się z pracy, a nie z kont, kredytów i tak zwanych instrumentów finansowych. Dlatego ja trzymam się od nich z daleka, bo co tu dużo ukrywać lubię mieć pieniądze. Praca daje mi tę możliwość.

 

Gadanie o pieniądzach z tak zwanymi doradcami finansowymi uważam za stratę czasu, a poza tym jakoś budzi podejrzenia we mnie fakt, że człowiek chwalący się, że ma kredyt i dojeżdżający do pracy autobusem doradza temu, co nie ma kredytów i podjechał na rozmowę swoim własnym (nie skredytowanym) gratem. Oczywiście ma do tego prawo (przemieszczać się jak chce i żyć na kredyt) – jako wolny człowiek – z tym, że ja nie podzielam jego poglądów. I też mam do tego prawo. Dlatego, Jeśli ktoś mi wciska kredyt na np.: 20 tys. zł, pytam, czy prezes tego Banku także ma taki kredyt? Jeśli nie (oczywiście odpowiedzi są, że nie “o Prezesie mówimy” i inne dyrdymały), to mi też nie jest potrzebny. Jeśli Prezes ma inny kredyt, np.: na 2 mln zł – pytam także o taki. Jestem takim samym człowiekiem, jak taki lub inny prezes. Ja takiego kredytu nie dostanę, bo dla nich jestem gorszy. Ja sobie nie pozwalam na takie traktowanie i dlatego trzymam się od nich z daleka”.

 

Tyle od czytelnika. Ciekawe. Umowy w gh nie podpisze. Nie musi. Temat retailu promuje wśród znajomych. Bez prowizji. I odsetek.

P.S. Dziękuję za zdjęcia z Turcji. 

 

 

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *