Przeliczeni.pl
Wszystko o prowadzeniu biznesu w galerii handlowej bez cenzury i ukrywania niewygodnych faktów.

Tutaj zobaczysz jak to działa "od kuchni": nadużycia, fałszowanie informacji, szantaż.
Przeliczeni.pl
Systemy franczyzowe w Polsce - czy rzeczywiście to taki złoty biznes?

Sprawdź na blogu jak wyglądają realia prowadzenia tego rodzaju działalności.
Przeliczeni.pl
Bankructwa, rozwody, bezdomność, ucieczki z kraju.

Świadectwa ludzi, których wykończył system retail.

Rozliczenia tylko w gotówce

Są chętni do ...

Są chętni do współuczestnictwa w tworzeniu bloga-nie tylko pod względem zawieranych umów „najmu” i sposobu windykacji czy pozyskiwania najemców-nie ma powodu zamykać się na tematy „około”. W tym sensie, że gh jadą na kredytach, mali inwestorzy-jadą na kredytach. Nie wszyscy, nie każdy i nie wszędzie.

Łatwiej brać-niż oddać. Stąd ciśnienie na spłaty spłat. I cesje umów na bank. To jest światełko w tunelu walki z systemem retail. I rzeszą powierników. Kilka dni temu został opublikowany wpis dotyczący kredytów. Autor. Czytelnik chce pisać. Zatem-niech pisze.

 

Przypomnijmy, że żyje na luzie. Dużo pracuje. Biegle angielski i japoński. Rozliczenia przyjmuje tylko w gotówce. Czasami za usługę ktoś płaci jego rachunek za telefon przelewem. Ma warunki do zaciągnięcia kredytu. Dużego.

 

„Ludzie, tacy jak ja – przeciwnicy usług bankowych, są niejednokrotnie traktowani jak osoby chore psychicznie – lub jak kto woli – sprawne inaczej. Nie należy się tym przejmować, ponieważ np.: Peter Higgs, odkrywca bozonu Higgsa (tak naprawdę do odkrycia przyczynił się cały zespół, ale nazwisko tego Szkota jest łatwe do zapamiętania), także był wyzywany od szaleńców, a teraz wiemy, że miał rację i dzięki temu wiemy, skąd się bierze masa materii we wszechświecie. No, ale ja nie o tym. Jakie to argumenty padają ze strony zwolenników usług bankowych.

 

Na przykład takie:

 

Pseudoargument  nr 1: “Jak ty gościu płacisz rachunki?” – pada pytanie. “Na poczcie” – odpowiadam. Dlaczego powinniśmy płacić na poczcie?

 

Dlatego, bo:

 

– utrzymujemy polską firmę (nieważne czy państwowe, czy prywatne – polskie),

 

– pieniądze są na rachunku odbiorcy tego samego dnia (możecie Państwo sprawdzić, jeśli mi nie wierzycie),

 

– nikt nie sprawdza mi PESEL, numerów dowodów osobistych, zdjęć, nie muszę się legitymować.

 

Oczywiście  zaraz pada stwierdzenie, że to 3,50zł kosztuje, więc podsumujmy potencjalny maksymalny zestaw rachunków do zapłaty, który mi przychodzi do głowy: prąd, woda, ogrzewanie, telefon, telewizja, czynsz, przedszkole (nieważne czy prywatne czy państwowe) = 3,50zł * 7 = 24,5zł miesięcznie, no ale powiedzmy, że jeszcze ze 2 rachunki mogą dojść i jest 31,50zł. Tutaj można łatwo policzyć, że to daje 378zł rocznie.

 

Oczywiście w tym momencie każdy apologeta systemu bankowego już mi się śmieje w oczy, żem frajer i jak to ująłem o sobie poprzednio – idiota. To są moje wszystkie koszty. Klient w banku robi tak:

– z reguły utrzymuje NIE polską firmę, ale oddział zagranicznego banku,

 

– pieniądze nie muszą być na rachunku odbiorcy tego samego dnia (a czas to pieniądz),

 

– jego/jej PESEL i numer dowodu osobistego, zdjęcia bank ma na podorędziu,

 

– oszczędzają 378zł rocznie

 

Czy na pewno ?

 

Niech mają to darmowe konto i darmową kartę (bo zakupy tylko kartą, więc tej opłaty może nie być wcale). No ale JA nie mam kosztów kredytów. Większość moich rozmówców miała kredyty, w tym hipoteczne. Wszędzie czytam, że taki kredyt kosztuje nas od 1,5 do 3 razy pożyczonej kwoty. Weźmy – 1,5 raza (już nawet nie mówię tu o dodatkowych kosztach spreadu w kredytach walutowych). Dajmy na to, ktoś pożyczy 300 tys. zł, musi oddać np: 450 tys. zł (nie mówię o ludziach z kredytami walutowymi, którzy mają więcej do oddania), na 20 lat (być może spłaci wcześniej).

 

Mamy 150 tys. zł dodatkowo do oddania w ciągu 240 miesięcy, co daje 625zł miesięcznie. Ja wydaję 378zł rocznie na pocztę dając pracę polskim pracownikom w polskiej firmie. Oni wydają 7500zł rocznie często w bankach niepolskich. Nie wiem, jakim cudem ja przepłacam, płacąc rachunki na poczcie? No ale idźmy dalej – stoję w kolejce – akurat nie stoję, bo znam placówki, gdzie nie ma kolejek. Ponadto, i tak bym poszedł na pocztę z listami. No ale załóżmy, że stoję godzinę tylko z tymi rachunkami. Minimalna płaca za godzinę to 12zł, ale podwójmy stawkę do 24zł. Załóżmy, że stoję 2 razy w miesiącu, bo jakiś rachunek doszedł. Koszty stania to 288zł rocznie. Muszę na pocztę dojechać, czas, paliwo, dodajmy kolejne 288zł. Razem (oczywiście bardzo ogólnikowo) daje to nam 666zł rocznie.

 

Ci co mają kredyt hipoteczny bulą ponad 10 razy więcej, ponosząc koszty samego, trochę moim zdaniem optymistycznego, kredytu hipotecznego. Dodajmy (przy korzystaniu z konta bankowego) koszty programów antyspamowych, firewallach, antywirusowych na komputer. Nie wyobrażam sobie logowania do banku komputerem niebezpiecznym. Dlatego argument, że na poczcie jest drogo w porównaniu do kogoś, kto korzysta z usług bankowych jest niedorzeczny (bądźmy realistami – ludzie mają kredyty, kogokolwiek nie spytam to – kredyt, kredyt, kredyt). Poza tym, nikt mi nie zcrackuje komputera i moje pieniądze są bezpieczne.

 

Pseudoargument nr 2 : Dotyczy kredytów hipotecznych – “Odkładać 100zł dziennie? Na jakim ty świecie żyjesz – gościu? Kogo na to stać?” Narzekać zawsze można, ale jeśli chce się gdzieś mieszkać, to nie kosztuje to 5 zł, a co najmniej 50 000 razy więcej. Czytałem na portalu money.pl, że średnia rata kredytu hipotecznego w Polsce to 1439zł, co daje 47zł dziennie do spłaty. Tak czy inaczej, 50zł dziennie trzeba mieć. Oczywiście raty są wyższe, jeśli chcemy mieszkać wygodniej, a mniejsze, kiedy i wygoda mieszkania mniejsza. Ja z reguły słyszę od zadłużonych z kredytami hipotecznymi o ratach wyższych, ale nie będę się znęcał. Jest jak jest – taka jest RZECZYWISTOŚĆ. Nie można mieć mniej niż 50zł dziennie, aby mieć gdzie mieszkać. Jest to nierealne, czy komuś się to podoba czy nie. 100zł dziennie, to 3000zł miesięcznie. Dwoje ludzi w małżeństwie razem jest w stanie tyle odłożyć, jeśli będą pracować i nie wydawać na niepotrzebne rzeczy.

 

Pseudoargument nr 3: “Co ty gościu mówisz. Pracodawca żąda podania konta. Jak ty pensje bierzesz?” Po pierwsze pracodawca nie ma prawa żądać od nas założenia konta bankowego i uzależniać od tego wypłatę wynagrodzenia. Po drugie, problem można rozwiązać, pracując u siebie. Nie mamy wtedy pracodawcy.

 

Pseudoargument nr 4: “No ale Urząd Skarbowy też zwraca nadpłatę podatku na konto bankowe, co ty gościu mówisz, że konta nie masz?” Nieprawda, może też zwrócić przekazem pocztowym.

 

Pseudoargument nr 5: “Gościu, co ty mówisz? Spytaj się ekonomistów – kredyty pobudzają i zwiększają gospodarkę.” Nieprawda, wystarczy popatrzeć na Grecję albo zaraz na Ukrainę, która jedzie praktycznie na kredytach. Leszek Miller (nieważne, czy się z nim zgadzamy politycznie) powiedział kiedyś, że “[…] nie po tym jak zaczyna, a po tym jak kończy”. Tak właśnie jest z kredytami. Kredyty nie generują wzrostu gospodarczego, dlatego bo:

A. Nieważna jest początkowa sprzedaż na skutek kredytowania zakupów, ale czy ludzie i firmy są finalnie w stanie finansowo udźwignąć te kredyty. Stąd np.: kryzysy. Wyobraźmy sobie taki wzór:

 

W – K = Z , gdzie W = wzrost gospodarczy na skutek konsumpcji za kredyty K = obniżenie wzrostu na skutek kryzysu Z = wynik finalny

 

Wcale nie jest powiedziane, że po kryzysie (a zawsze przychodzi, bo w końcu jest szał kredytowy) W – wynik finalny będzie powyżej zera. Nie może on być wyższy od zera, bo niespłacalne długi na całym świecie rosną (już nie wspomnę o Polsce i chyba najbogatszym mieście – Warszawie – dlaczego coraz częściej widuję ludzi grzebiących po śmietnikach na skrzyżowaniach w biały dzień). Skoro jest bogactwo, dlaczego ludzie i państwa nie są w stanie spłacić długów, które tak świetnie podobno rozpędzają gospodarkę? Bo gospodarka nie jest rozpędzana, tylko sprzedaż … kredytów.

B. Jeśli cały dzień np.: pracuję w ogrodzie, łażę po górach, zaiwaniam na swojej budowie, gram w gry, to nic nie zarabiam. Co innego gdybym był zatrudniony jako np.: ogrodnik, taternik, budowlaniec, tester gier. Zarabiam, bo ktoś mi płaci. Tak samo jest z gospodarkami. Państwa zarabiają dzięki eksportowi, a nie dzięki braniu kredytów. Chiny są bogate, bo dużo eksportują, a Korea Północna biedna, bo to kraj z ideologią Dżucze (czyli zamknięcie na innych) i nic nie eksportuje. Podobnie kraje które eksportują ropę. Wydaje mi się, że są bogate, bo eksportują ropę, a nie dlatego, że tam wszystko i wszyscy na kredytach jadą od rana do wieczora.

C. My konsumenci, nie biorąc kredytów (jak ja), wcale nie przyczyniamy się do spowolnienia wzrostu gospodarczego. Wręcz przeciwnie, posiadając np.: kredyt hipoteczny wszystkie odsetki i koszty ładujemy do banku (z reguły firmy zagranicznej, czyli wywóz pieniędzy z kraju), a moglibyśmy je przeznaczyć na zakupy bez kredytów (oraz oszczędności). Te zakupy mogłyby wspomóc firmy w ich rozbudowie. Firmy miałyby mniej kredytów, mniej ładowałyby w odsetki i koszty i tak dalej.

 

Dowód:

 

Mamy np.: 10 towarów po 100zł  cena za wszystko 1000zł. Za gotówkę. Ale bierzemy to na kredyt. Powiedzmy, że całość kosztuje nas 20% (to i tak optymistycznie). Całkowita cena do zapłaty to 1200zł. Zamiast kupić jeszcze dwa towary – nie kupujemy ich. Ich producenci nie mają z nich potencjalnego zysku, nie mogą zatrudnić więcej osób do ich produkcji, państwo nie ma od sprzedaży podatku. VAT to podatek od towarów i usług. Z tego co wiem, od kredytu bankowego nie ma podatku VAT [kraj nie ma od tego nic]. A to jest usługa pożyczki [zauważcie Państwo, że gdybyście to wy coś pożyczali, musicie o tym zaznaczyć w zeznaniu PIT].

D. Jeśli przedsiębiorca bierze kredyt na rozwój firmy, to musi koszt tego kredytu wliczyć w cenę towaru. On musi zarabiać na swojej działalności. Tak więc, zamiast zapłacić 90zł za towar [jak w punkcie nr 3], płacimy 100zł. Do tego – nasz kredyt. Dopłacamy [razem z punktem nr 3] 30zł. Oczywiście, są to liczby czysto teoretyczne, ważne, że mechanizm jest taki sam, jakie nie byłyby to kwoty. Ostatecznie, nasze zarobki są o ileś procent realnie mniejsze – mniej można kupić.

E. Ludzie, pakując się w długi po uszy [a podobno to dotyka już 5 milionów osób w Polsce], często są zmuszeni korzystać z pomocy społecznej, która idzie z kieszeni innych ludzi [podatników]. Państwo musi mieć dla ludzi zniszczonych życiem pieniądze. Zarabiamy – powiedzmy – 3000zł. Kupujemy te nasze 10 towarów – zamiast po 90zł za sztukę, to po 120zł za sztukę. Czyli już na wejściu mamy o 300zł mniej [na odsetki i koszty moich i firmowych kredytów] – realnie zarabiamy 2700zł. Do tego państwo musi nam zabrać część na ludzi wpakowanych w długi, aby im pomóc. Nieważne ile to jest – 1zł, 10zł, 1000zł. To zawsze mniej. Mniej pieniędzy na wykształcenie, mieszkanie [to apropos odkładania 100zł dziennie], po prostu życie. A ponieważ może nam nie starczyć, to idziemy po chwilówki. I mamy jeszcze mniej. To jest spirala i musi doprowadzić finalnie do tego co w punkcie nr 1 – kryzysu, bo w końcu nikt niczego nie ma.

F. Biorąc kredyty musimy pracować dłużej, aby spłacić odsetki i ich koszty. Jeśli zarabiamy te 3000zł [a z punktu 3 i 4 wychodzi, że np.: 2600…2700zł], to jeszcze dowalmy odsetki od kredytu hipotecznego z Pseudoargumentu nr 1. Zamiast 3000zł, zarabiamy realnie 2000zł. A potem nie ma jak oszczędzać [to znowu a propos tych 100zł dziennie]. Mało tego, zamiast spędzać czas z rodziną i budować relacje z żoną / mężem oraz dziećmi, to jesteśmy w pracy i stajemy się powoli ludźmi obcymi sobie, warczącymi na siebie. Jak mamy budować wspólnie silne państwo, skoro jesteśmy notorycznie przepracowani i zniechęceni do siebie? Jak mamy być wydajni w pracy i produkować więcej, skoro ledwo powłuczymy nogami? Kredyty wykańczają nas jak najbardziej finansowo, ale przede wszystkim robią z nas powoli ludzi znerwicowanych i tracących grunt pod nogami. 6000 samobójstw w Polsce rocznie to raczej nie z miłości. Ci ludzie mają swoje dzieci, partnerów. Oni także to odczuwają. Są mniej wydajni w pracy – to rośnie gospodarka czy spada?

 

Moim zdaniem, to co nam mówią to propaganda, bez pokrycia w faktach. A propos propagandy i Korei. Czy wiecie Państwo, że ideologia Dżucze, która w Korei Południowej jest zakazana, została wymyślona w Korei i kraj (kiedyś zjednoczony) opierał się na niej do mniej więcej 1905 roku?

 

Czy wiecie Państwo, że jeszcze w 1958 roku Korea Północna (tak, tak) miała najwyższy wzrost gospodarczy na świecie (pewnie dlatego, że kapitał zagraniczny walił wtedy drzwiami i oknami, otwierały się nowie oddziały banków a wszędzie powstawały Lidle, Leroy Merlin, Makro i inne)? Na południu ludzie klepali biedę. Kończąc, to wojskowy dyktator, który przejął władzę siłą – Generał Park wyciągnął Koreę Południową z nędzy, obecnie bohater narodowy tego kraju – zastrzelony przez swojego najbliższego współpracownika. Obecnie Korea Południowa eksportuje (Samsung, LG, Hyundai – kiedyś największa firma w kraju, założona przez Pana z Korei … Północnej) i ma te parę groszy na swoje wydatki.

 

Ja nie rozumiem, jaki jest związek pomiędzy wzrostem zakredytowania, a wzrostem gospodarczym, ale tak bywa z takimi jak ja – chorymi psychicznie, którzy opowiadają herezje i bzdety na temat usług bankowych. Wszystkie te pseudoargumenty są po to, aby pokazać, jakimi niedorozwiniętymi umysłowo ludźmi jesteśmy. Moim zdaniem, nagonka na osoby – przeciwników systemów bankowych będzie się powiększać.

 

Wcale bym się nie zdziwił, jeśli kiedyś WHO ogłosi to jako zaburzenie umysłowe. No, ale 100 lat temu ludzie myśleli, że cały wszechświat to nasza galaktyka a kobiety noszące spodnie były wyśmiewane na ulicy. Potem przyszła irlandzka doktorantka Pani Bell i odkryła pulsary. Wielu astronomów palono na stosach – jako czarowników. Dlatego nie bójmy się śmiechów, ataków, ja miałem kiedyś konto – i z całego serca – żałuję. Niczego mi to nie dało.

 

Kiedy miałem konto w banku, jedna sprawa mną wstrząsnęła. Są to “lokaty”. Specjalnie przejrzałem teraz oferty lokat i odkryłem, że oprocentowanie trochę liche. Tak oscyluje wokół 1% (dla nowych klientów nawet i 3,5%), ale bądźmy starym klientem.

 

Powiedzmy, że lokuję tę moją ratę z kredytu hipotecznego, czyli ok 1500zł na 1%. Po roku mam 15zł (bez podatku Pana Belki). Według GUS ceny spadają i podobno w Kwietniu tego roku to było 1,1%. Razem mamy 2,1% zysku (lokata+deflacja). No ale te same pieniądze można pożyczyć znajomym, rodzinie, teraz dużo jest ludzi w potrzebie, wszędzie starsze Panie grzebią po śmietnikach – w biały dzień. Ludzie już się nie wstydzą. Na pewno ktoś się znajdzie.

 

Pomagajmy sobie. Nawet jeśli oddadzą nam umówioną kwotę (tylko) i dorzucą np.: “Rafaello” to już zarobiliśmy w porównaniu do lokaty. Niech nam to 1500zł oddadzą za pół roku, “Rafaello” – 13zł , zysk o 11zł (26zł rocznie) większy niż w banku. Dochodzi do tego wdzięczność. Ja nikogo nie namawiam do pożyczania innym, ale prawdopodobieństwo, w obliczu tego co się dzieje, że ktoś może do nas zapukać jest duże. Możecie mi Państwo nie wierzyć, nie dbam o to, ja miałem i sąsiadów i rodzinę. I właśnie spałaszowaliśmy z żoną “Rafaello” i nie tylko. Nie, nie mam firmy pożyczkowej, ale można założyć firmę pożyczkową samemu, nie trzeba doić z ludzi, na uczciwy procent, tak aby każdy był zadowolony. Wiem, że to brzmi bardzo idealistycznie i nierealistycznie.

 

Za komuny też ludzie chcieli się pozbyć komuny (wtedy jakaś abstrakcja), i założę się, że w 1981 roku większość ludzi popukałaby się w głowę, gdyby im było powiedzieć, że za 10 lat (za 8 tak naprawdę) komuna upadnie. Nieważne, co jest teraz, ważne co w przyszłości. Nieważne, że teraz nie możemy odkładać 100zł dziennie, ważne, że poszukam, poszperam, pomyślę i w przyszłości uda mi się.

 

Oprócz, braku konta w banku, chciałbym Państwa bardzo namawiać do rozdzielności majątkowej – bezwarunkowo od pierwszego dnia małżeństwa. Ja mam taką z moją żoną, dodatkowo, mamy całkowicie oddzielne budżety (nie ujawnię tutaj jak było z naszym “lokum” – to już za prywatne).

Dlatego bo:

 

  1. Nie ma żadnych konfliktów o to kto, co, ile wydaje i na co – moje pieniądze – moje zachcianki

 

  1. W przypadku problemów z komornikiem, ZUS-em, US-em czy innym ustrojstwem, nasz współmałżónek/współmałżonka nam jest w stanie finansowo pomóc (zakładamy poprawne relacje w małżeństwie – to jest bardzo ważne i wielu ludzi nie rozumie, że w domu musi być przyjaźnie)

 

  1. Nikt nie ma pretensji, że ten czy tamten więcej “łoży” na dom – dzielimy się po 50%, chyba że ktoś woli inaczej (oczywiście może być dysproporcja dochodów, ale zawsze w zdrowym związku można się dogadać)

 

  1. Prezenty dla żonusi lub mężusia – pełna konspiracja – nie ma mowy, aby się dowiedzieli

 

  1. W przypadku bankructwa, nie zabiorą nam własności współmałżonka (warunek w Polskim ustawodawstwie – wierzyciel musi być poinformowany o rozdzielności majątkowej z wyprzedzeniem), czyli jeśli ktoś nas … ten tego, możemy się uratować od rabowania nas w biały dzień

 

Podsumowując, uważam, że bankowcy celowo dają nam konta i pseudoułatwiają nam życie, aby nas pozbawić naszej własności. Może się mylę, ale ostatnio jest moda, aby wszystko mieć pożyczone:

 

  1. Mieszkania / domy na kredyt – kto jest właścicielem – nie my

 

  1. Samochód na kredyt / leasing – kto jest właścicielem – nie my

 

  1. Do samochodu obowiązkowe ubezpieczenie – a może ja nie chcę (osobiście i tak bym wykupywał, bo ryzyko finansowe mojej szkody jest zbyt duże, ale chodzi o prostą zasadę: moja rzecz – mój wybór)

 

  1. Nasze informacje i zdjęcia np.: na facebooku – kto jest właścicielem – nie my

 

  1. W pracy “dają nam (pożyczają)” telefon, laptopa, samochód – to nie nasze

 

  1. Wynajem pomieszczeń, biur, mieszkań – nie siedzimy u siebie

 

  1. Każą nam jeździć rowerami Veturilo po mieście – pożyczonymi, bo nie naszymi; albo komunikacją miejską (a dlaczego nie SWOIM samochodem?)

 

  1. Państwo mi się wtrąca do wychowania i edukacji MOJEGO dziecka – czy ono jest moje, skoro nie mogę “wypisać” go z powszechnej szkoły (nieważne, czy chcę, czy nie, ważne, że nie mogę o tym decydować); mój syn dostaje podręczniki w szkole (z jednej strony wspiera to biedniejsze dzieci i to jest całkowicie w porządku, z drugiej to nie są jego książki i cały czas w stresie, aby nie pobrudzić i nie zniszczyć)

 

  1. Ktoś ma konto w banku, a tu FATCA – rząd Amerykański chce od nas coś wiedzieć; mamy im się spowiadać – to nasze polskie pieniądze czy amerykańskie?

 

To co jest nasze – zwykłych ludzi? Kredyty do spłacenia? Jeśli komuś przeszkadza 3,50zł na poczcie – w porządku. Mi 3,50zł pasuje i jestem szczęśliwy”.

 

Tyle ze strony czytelnika.

 

 

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *