Przeliczeni.pl
Wszystko o prowadzeniu biznesu w galerii handlowej bez cenzury i ukrywania niewygodnych faktów.

Tutaj zobaczysz jak to działa "od kuchni": nadużycia, fałszowanie informacji, szantaż.
Przeliczeni.pl
Systemy franczyzowe w Polsce - czy rzeczywiście to taki złoty biznes?

Sprawdź na blogu jak wyglądają realia prowadzenia tego rodzaju działalności.
Przeliczeni.pl
Bankructwa, rozwody, bezdomność, ucieczki z kraju.

Świadectwa ludzi, których wykończył system retail.

Franczyza jako sposób na przyszłość?-poradnik najemcy

 

Nowy ...

 

Nowy rok szkolny. Edukacja. Nowe kierunki studiów. Publikacje. Doktoraty. Konferencje, spotkania. Dywagacje na temat gospodarki. Wykładowcy akademiccy będą szerzyć wiedzę o biznesie. O rynku. Biorąc to pod uwagę warto zaznajomić się z fragmentem książki Franczyza -fakty i mity.

 

Rafał Kinowski-autor bloga antykruchosc.blox.pl poszukał w sieci informacji o franczyzie w zmitologizowanych Stanach Zjednoczonych. Biorąc pod uwagę zwolnienia grupowe z In Postu, kopalni czy nie wykluczone, że też Kopexu (4,5 tys. ludzi) można założyć, że ludzie Ci niekoniecznie zechcą wyjeżdżać, ale tutaj coś rozkręcić.

Najlepiej- zdaniem sprzedawców franczyzy- o sprawdzony model. W miarę bezpieczny. Autor nie wspomina o historii biorców w gh, ale koncentruje się na szerszym wymiarze tzw. franczyzy. Należy zwrócić uwagę na to, że w zdecydowanej większości lobbing i sprzedaż franczyzy w Polsce dotyczy gh i wolno stojących budynków (Biedronka, Delikatesy Centrum, Intermarche). Galerie handlowe w systemie retail to wykańczalnia biorców lub/i narzędzie do rozkręcenia w oparciu o nie swoje pieniądze danej marki. Jako że odzywają się coraz częściej biorcy jubilerskich franczyz w Polsce posadowionych w gh-należy być czujnym przed podpisywaniem czegokolwiek.

LPP opublikowało najświeższe wyniki finansowe. Ciągle spada. Tymczasem zajrzyjmy w takim razie za ocean. Jakie to łatwe. Nie wychodząc z domu. 

 

“Nowym trendem na rynku franczyzowym – szybko zyskującym popularność – jest prowadzenie jednocześnie kilku marek. Część operatorów jednego rodzaju franczyzy, którzy już osiągnęli maksymalną, opłacalną ilość lokali w danej okolicy, chętnie otwierają nowe marki franczyz, aby kontynuować rozwój. Inni widzą w dywersyfikacji szansę na lepsze zarobki i zabezpieczenie przed cyklami rynkowymi, zmianami gustów klientów czy zwrotami w gospodarce.

 

Obraz rynku franchyzowego w USA

Z danych, przygotowanych na potrzeby Międzynarodowego Stowarzyszenia Franczyzowego przez firmę analityczną IHS Economics, wynika, że rynek amerykańskich franczyz jest bardzo stabilny, choć podatny na perturbacje, które dotyczą całej gospodarki Stanów Zjednoczonych.

Najlepiej o kondycji sektora mówią wyniki finansowe.
Produktywność generowana przez franczyzy rośnie niemal nieprzerwanie od 2007 roku, z małym wyjątkiem na rok 2009 i recesję spowodowaną upadkiem banku Lehmann Brothers. Jednak nawet zachwianie całej gospodarki nie przeszkodziło sektorowi w powiększaniu produktywności z roku na rok z dynamiką na poziomie 3,6% do 5,6%. W 2015 rynek wypracowała 892 miliardy dolarów, wobec 675 miliardów z roku 2007.

Podobnie wygląda wzrost dochodu franczyz. Dynamika po latach recesji to średnio 4,7%. W 2015 roku sektor zarobił 523 miliardów o 113 miliardów więcej niż w 2007 roku.
Kolejnym rosnącym od lat czynnikiem jest zatrudnienie. Rynek franczyz daje pracę ponad 8,83 miliona zatrudnionym, a średnia dynamika ostatnich pięciu lat przekraczała 2,5%. Jedyną obserwowaną wielkością, która ma kłopot z powrotem do poziomu sprzed recesji jest ilość punktów franczyzowych. W 2007 roku było ich ponad 770 tysięcy i dopiero w 2015 roku udało się przekroczyć tę liczbę o 12 500 lokalizacji.

 

Największymi udziałami w produktywności rynku franczyzowego w 2015 roku mogły się poszczycić branże: restauracje szybkiej obsługi (fast foody, kawiarnie, pizzerie, lodziarnie, piekarnie, bary z jedzeniem na wynos) – 26% i ponad 233 miliardy dolarów, usług dla biznesu (drukarnie, powierzchnie magazynowe, centra przetwarzania danych, agencje ubezpieczeniowe i brokerskie, administracja biur, usługi ochroniarskie) – 19% i blisko 166 miliardów dolarów oraz usług osobistych (edukacja, ochrona zdrowia, rozrywka, rekreacja, pralnie, transport oraz pośrednicy finansowi) – 11% i 97 miliardów dolarów.

W 2015 roku najbardziej dynamicznie rozwijały się nowe lokalizacje franczyz związanych z: barami szybkiej obsługi – 33%, usługami osobistymi – 15% oraz detaliczną sprzedażą spożywczą – 13%.

 

Duży wpływ na kształt obecnie działających franczyz mają zmiany demograficzne zachodzące w Stanach Zjednoczonych. Z powodu starzenia się społeczeństwa coraz większą rolę mogą odgrywać przedsięwzięcia związane z: opieką zdrowotną, dbaniem o kondycję fizyczną, dostosowaniem otaczającego świata do potrzeb osób w podeszłym wieku. Tym niemniej istotną, 70-cio milionową grupę konsumentów stanowią tak zwani millennialsi, którzy rozpoczynają wchodzenie na rynek i wspinaczkę po korporacyjnych drabinach hierarchii. Mają oni inne potrzeby niż pokolenia ich rodziców oraz dziadków, bardziej świadomie korzystają z mediów społecznościowych oraz nowinek technologicznych. Mogą być, jako klienci, poważnym wyzwaniem dla już działających marek franczyzowych.

Niebagatelnym – stale rosnącym – segmentem rynku konsumenckiego są mniejszości narodowe. Latynosi, Afroamerykanie czy Amerykanie pochodzenia azjatyckiego są grupami etnicznymi o znacząco innych wzorcach kulturowych. Będzie to zapewne miało istotny wpływ na powstawanie i rozwój franczyz, które dostarczą towary i usługi związane z ich rosnącymi potrzebami.

Mimo obaw o spowolnienie gospodarcze, prognozy dotyczące franczyz są bardzo obiecujące. IHS Economics w swoim raporcie przewiduje solidny wzrost branży o 1,7 procenta. Oznacza to, między innymi, otwieranie 36 nowych oddziałów dziennie. Jeszcze wyższy ma być przyrost zatrudnienia. IFA (Międzynarodowego Stowarzyszenia Franczyzowego) szacuje, że rok 2016 przyniesie ponad ćwierć miliona nowych miejsc pracy (dynamika – ponad 3%).

 

Żadne przedsięwzięcie nie jest wolne od ryzyka, ta sama zasada dotyczy franczyz. Analitycy sugerują, że największe nadzieje powinno wiązać z trzema sektorami, które – zważywszy na aktualne trendy – mogą być prawdopodobne atrakcyjne w najbliższych latach na tyle, aby się im dokładniej przyjrzeć.

 

1)  marki odporne na recesję. Do franczyz, które można zaliczyć do odpornych na ruchy tektoniczne gospodarki należą: pielęgnacja włosów, usługi podatkowe, biura rachunkowości, opieka nad dziećmi oraz nad zwierzętami, jak również warsztaty samochodowe, naprawy i remonty w domu czy agencje nieruchomości. Recesja, który uderzyła w 2008 roku mocno nadwerężyła jedną z najpopularniejszych branż franczyzowych bary szybkiej obsługi czyli popularne sieci fast foodów.

 

2) przedsięwzięcia ekologiczne. Ich rozwój był możliwy dzięki dotacjom federalnym i stanowym, które miały pobudzić rynek po załamaniu gospodarki w 2008 roku. Istotą wsparcia było powołanie podmiotów gotowych świadczyć usługi oszczędzania energii zarówno dla sektora komercyjnego, jaki i gospodarstw domowych. Przygotowywanie i certyfikacja budynków pod względem mniejszego zużycia energii, produkcja z wykorzystaniem materiałów pochodzących z recyklingu oraz projektowanie i wdrażanie energooszczędnych rozwiązań dla domów i firm.

 

3) fitness i zdrowie. Sektor obejmuje siłownie, kluby fitness, centra rekreacji i sportu, spa, solaria i “zdrowe” fast foody Zapewnia ukierunkowane możliwości dla każdej z grup demograficznych opisanych powyżej.

 

W połowie drugiego dzisięciolecia XXIw. potencjał wzrostu rynku franczyz jest bardzo zachęcający dla inwestorów, szczególnie w kontekście spadających cen surowców naturalnych oraz zadyszki giełd papierów wartościowych. Większość danych statystycznych za lata 2014-15, takich jak spadek bezrobocia, wzrost ilości pozwoleń na budowę nowych domów potwierdza tezę o stabilności wydatków konsumpcyjnych. W świetle informacji – przytoczonych przez raport IFA – sektor franczyz w roku 2016 będzie rósł w tempie przekraczającym wzrost całej amerykańskiej gospodarki.

Zagrożenia zewnętrzne

 

Do największych potencjalnych zagrożeń, które mogą powstrzymać czy wręcz zahamować rozwój rynku franczyz należą: regulacje stosunków pomiędzy fanczyzodawcami i inwestorami oraz ustalenia poziomu płac minimalnych.
Każde przedsięwzięcie komercyjne musi się liczyć ze zmiennym otoczeniem. Zazwyczaj w krajach o ugruntowanej kulturze kapitalistycznej gwałtowne zmiany w sposobie działania gospodarki zdarzają się niezwykle rzadko. Tymczasem amerykańska branża franczyzowa przeżywa obecnie, na przełomie lat 2015 i 2016, najpoważniejsze – od początku istnienia -dyskusje na temat dalszego kształtu funkcjonowania.

 

W pod koniec sierpnia 2015 roku organ władz federalnych –  Krajowa Rada Stosunków Pracy (The National Labor Relations Board) – wydał orzeczenie, rozszerzające definicję „pracodawcy”. Sprawa dotyczyła konkretnej firmy sanitarnej Browning-Ferries, działającej na zasadzie franczyzy, a arbitralna decyzja Rady zrównała prawa franczyzodawcy i franczyzobiorcy jako wspólnych pracodawców dla zatrudnionych w spółce.

Werdykt Rady ma ogromne znaczenie dla przyszłości branży franczyz. Prezes IFA (Międzynarodowego Stowarzyszenia Franczyzowego) Steve Caldeira zwracał uwagę, że zmiany w sposobie regulacji zatrudniania, będą miały gigantyczny wpływ na oblicze amerykańskiej gospodarki. Podkreślał, że aktualizacja definicji została wprowadzona decyzją administracyjną, nie zatwierdzoną przez kongres czy sąd. W odczuciu prezesa Caldeiry wejście w życie w nowych regulacji, wywróci wiele modeli biznesowych do góry nogami.

Stowarzyszenie – wspierające około 780 000 placówek franczyzowych, które mają w sumie 8,5 miliona pracowników – nie mogło bezpośrednio odwołać się od wyroku Rady. Jednak, dzięki mobilizacji członków, rozpoczęło protesty w całym kraju, namawiając do pisania petycji do senatorów i kongresmanów, aby – wszelkimi dostępnymi kanałami – wpłynęli na zmianę niekorzystnej – zdaniem IFA – decyzji.

 

Rada tłumaczyła swoje niejednogłośne postanowienie – stosunek wynosił 3:2 – dynamiczną sytuacją na rynku pracy. Prawda jest taka, że w aktualnym krajobrazie gospodarczym Stanów Zjednoczonych blisko 3 miliony ludzi są zatrudnione przez agencje pracy tymczasowej i ta liczba ciągle rośnie. Poprzednia definicja pracodawcy w dużej mierze nie odzwierciedlała mających miejsce przemian.

Wyrok Rady – w szerszej perspektywie – jest poważnym zagrożeniem dla franczyzodawców.  Potraktowanie ich jako odpowiedzialnych za pracowników franczyzobiorcy musi skutkować przedefiniowaniem zasad działania sieci i podniesieniem poziomu kosztów ogólnych oraz administracyjnych dla obecnych oraz potencjalnych nowych partnerów. Z pewnością wywoła to spory spadek zainteresowania i może skutkować przyhamowaniem rozwoju wielu franczyz.

Wszakże nie wszystkie koszty działalności da się od razu przerzucić na klientów.

 

Obecny model franczyz, o którym będę jeszcze pisał w dalszej części rozdziału, ewoluował od lat 50-tych, gdy franczyzobiorca był faktycznym właścicielem lokalu. W dzisiejszych czasach umowy franczyzowe prowadzą do tak dalekiej spójności i unifikacji w ramach sieci, że inwestor bardziej przypomina pracownika franczyzodawcy niż niezależnego przedsiębiorcę. Stąd wynika potrzeba – zdaniem NLRB – zmiany statusu osób zatrudnionych w oddziale prowadzonym przez franczyzobiorcę.
Powyższa interpretacja jest na rękę związkom zawodowym, którym trudno jest zrzeszać rozproszonych pracowników franczyzobiorców. Gdyby nowe zasady klasyfikacji zatrudnionych weszły w życie, wówczas łatwiej byłoby tworzyć silne organizacje związkowe.

 

Bardzo znamiennym przykładem kłopotów branży franczyzowej jest spór pomiędzy związkami zawodowymi, a McDonald’sem, która toczy się przez NLRB. Rada ma rozstrzygnąć czy podwykonawcy zatrudniani przez franczyzobiorców są bezpośrednimi pracownikami koncernu. Orzeczenie, że McDonald jest wspólnym pracodawca oznaczałoby, że  korporacja może być pociągnięta do odpowiedzialności za warunki pracy, wynagrodzenia i łamanie praw pracowników w poszczególnych oddziałach franczyzowych.

 

Pomimo niekorzystnej dla sieci franczyz definicji pracodawcy, daleko jeszcze do ostatecznych rozstrzygnięć. Zarówno strona reprezentowana przez IFA, jak i związkowcy wspierani przez NLRB, przewidują że na prawdziwy finał trzeba będzie poczekać do wyroków odpowiednich instancji sądowniczych.

 

Inną kwestią, istotną też dla sektora franczyz, a dziejącą się trochę na obrzeżach sporu o to kto powinien być czyim pracownikiem, jest spór o płacę minimalną. Łatwo dostrzec korzyści pracowników, którzy wywalczyli sobie – często strajkując – wyższe płace. Dla franczyzobiorców, rosnące wynagrodzenia są zagrożeniem dla opłacalności ich inwestycji. Z kolei franczycodawcy boją się rosnących wpływów związków zawodowych oraz zachwiania modeli biznesowych.

 

Poczynając od czerwca 2015 kolejne stany ustalają swoje godzinowe stawki minimalne, oddzielne dla aglomeracji i terenów wiejskich. Kwestia wdrożenia nowych kwot jest rozłożona na lata i zależy od wielkości zatrudnienia u konkretnych podmiotów gospodarczych. Pionierem zmian było Seattle, które ustaliło poziom stawki godzinowej na minimum 15 dolarów. Firmy dające pracę ponad 500 pracownikom mają trzy lata na dostosowanie się do nowych przepisów płacowych, mniejsze – nawet siedem lat.

Franczyzy zostały potraktowane przez ustawodawcę jako jeden organ. Oznacza to, że McDonald’s, Burger King czy tysiące innych franczyzodawców ma tylko trzy lata na zmianę siatki płac. Takie postawienie sprawy wzbudziło protesty IFA, która od razu zaskarżyła przepisy prawa do sądu.

 

W podobnym rytmie toczą się niemal wszystkie kwestie stanowych czy federalnych uregulowań prawnych, które mogą – nawet w niewielkim stopniu – dotyczyć franczyzodawców. Wszelkie nowe ustawy czy rozporządzenia są od razu oprotestowane i trafiają do sądów. Część środowiska – szczególnie franczyzobiorcy – woleliby pracować w nieco cichszej atmosferze, bez ciągłego skupiania na sobie opinii publicznej. Być może taki scenariusz byłby możliwy, gdyby nie problem z: nieprzejrzystością umów franczyzowych, brakiem partnerskich relacji pomiędzy franczyzodawcami i franczyzobiorcami oraz nieuregulowanymi możliwościami wyjścia z inwestycji. Słabsza strona z powodu ograniczonych perspektyw dialogu z operatorami sieci, zgłasza się po pomoc do władz stanowych lub federalnych, a one starają się nałożyć na branżę prawne wędzidła, regulujące najbardziej bolące problemy.

 

Pułapki franczyzowe w USA

 

Wykupienie licencji franczyzowej jest jednym z najłatwiejszych sposobów zostanie przedsiębiorcą. Prostota rozpoczęcia działalności nie powinna usypiać czujności inwestorow. Największe ryzyko, w przypadku złego wyboru – lub niepowodzenia – stanowi łatwść zostania bankrutem. Poniża lista omawia najpopularniejsze pułapki, jakie czekają na nieuważnych inwestorów w Stanach Zjednoczonych.

 

Ukryte opłaty. Przystąpienie do sieci franczyzowej wymaga – co oczywiste – wykupienia koncesji – najczęściej w przedziale od 30 000 do 50 000 dolarów. Prócz jednorazowej opłaty początkowej, franczyzobiorca musi płacić stały procent od sprzedaży brutto (od 2 do 10), corocznie, przez cały okres trwania umowy – nawet jeśli biznes wcześniej upadnie.
Jednak bardzo często prowadzeniu działalności towarzyszą dodatkowe koszty, na przykład: opłata wpisowa, płatne szkolenia czy współfinansowanie akcji marketingowych.

Zawyżanie i zły dobór danych. Inwestorzy powinni z ostrożnością podchodzić do liczb, które znajdują się w prospekcie, zachęcającym do zakupu licencji franczyzowej. Szczególnie dużym błędem są obarczone średnie dochody z oddziału, prezentowane dla poziomu krajowego. W wielu przypadkach o zyskowności decyduje lokalizacja. Każdy oddział ma charakterystyczną specyfikę lokalną, bez jej poznania nie ma szans na prowadzenia działalności gospodarczej z sukcesem.

Podobny kłopot dotyczy doboru wskaźników opisujących opłacalność franczyzy. Szczególnie myląca może być wielkość przychodów brutto. Przy wysokich kosztach często okazuje się, że zostaje zbyt mało zysku na godziwą egzystencję. Najlepiej wielkością, opisującą biznes jest zysk netto.

 

Ścisły nadzór. Cechą charakterystyczną własnego biznesu jest niezależność. Franczyza, mimo licznych chwytów marketingowych, nie oznacza pełnej suwerenności. Większość koncesji nakłada sztywne ograniczenia na politykę cenową, wystrój lokalu czy świadczenie dodatkowych usług. Zaletą wykupienia franczyzy jest otrzymanie pełnego know-how, co daje złudzenie na większe szanse sukcesu, niż własna firma.

 

Kłopoty z wyjściem. Zlikwidowanie franczyzy może być trudne. Wiele umów zawiera zapis o zakazie konkurencji, czy prowadzenia działalności w pobliżu lokalizacji oddziału. Dodatkowe restrykcje mogą dotyczyć poufności danych biznesowych czy ewentualnego kontaktowania się z poprzednimi klientami.

 

Wybór odpowiedniej franczyzy jest kluczowy dla odniesienia sukcesu. Specjaliści doradzają poprzedzenie inwestycji porządnym wywiadem. Poza wertowaniem folderów i wzorów umów należy odwiedzić inne oddziały i porozmawiać z operatorami. Często dobrym źródłem informacji strony internetowe, gdzie łatwo zebrać opinie zarówno samych franczyzobiorców, jak i ich pracowników. Niewątpliwie doświadczenie, sprecyzowane plany inwestycyjne, brak postępowań sądowych czy zapewnienie ciągłego wsparcia ze strony franczyzodawcy może być kluczowe. Inwestor nie tylko kupuje określony rodzaj działalności, ale także filozofię działania, która powinna mu ułatwić pozyskiwanie klientów i dalszy rozwój.

 

Przekręty, złe intencje i rola nadzoru

Jeśli kiedykolwiek w życiu słyszeliście o jakimś ewidentnym szwindlu czy oszustach, którym udało się wywieść w pole naiwnych klientów, i zakrzyknęliście „W Ameryce by to nie przeszło, tam by się z takimi łobuzami rozprawili raz-dwa”. Cóż, prawdopodobnie nic nie wiecie o Ameryce.

 

Istnieją sieci franczyz, które są nastawione na oszukanie franczyzobiorców. Głośnym echem odbiła się historia z New Jersey z 2013 roku. Franczyzodawca brał na cel imigrantów, którym obiecywał bardziej dochodowy sposób na życie poprzez bycie właścicielem firmy sprzątającej.

Za dziesiątki tysięcy dolarów pobrane z tytułu najróżniejszych opłat, operator zobowiązywał się do szkolenia franczyzobiorców, łudził dostarczeniem specjalistycznego sprzętu oraz dostępem do zapasów odpowiednich środków czyszczących. Dodatkowo, co najważniejsze, obiecywał strumień klientów, a także pomoc w prowadzeniu księgowości oraz rozliczeń z usługobiorcami. Jedyne co pozostawało skuszonym franczyzobiorcom to skupienie się na wykonywaniu pracy i utrzymywaniu zysków na odpowiednim poziomie.
Schemat oszustwa przypominał klasyczną piramidę finansową i dla wprawnego obserwatora był bardzo czytelny. Warto jednak pamiętać, że franczyzodawcy działali wśród imigrantów, chętnych do szybkiej poprawy swojej sytuacji finansowej. Umowy franczyz były spisane trudnym, prawniczym językiem, celowo wprowadzającym w błąd, z licznymi lapsusami logicznymi. Wiele osób nie dostało ich do przeczytania przed podpisaniem. Samo zerwanie kontraktu było obwarowane restrykcjami.

 

Dzięki sprawnemu działaniu, oszustom udało się przejąć ponad 5 milionów dolarów. System wyłudzania pieniędzy towarzyszył każdemu działaniu franczyzobiorcy. Operator wymuszał ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej, którego składki były kilkukrotnie wyższe niż rynkowe. W ramach umowy franczyzodawca przygotowywał umowy z klientami, ale – najczęściej – w dwóch wersjach. Franczyzobiorca otrzymywał tą z mniejszymi stawkami (zazwyczaj o 10%).  Operator zatrzymywał sobie różnicę, a następnie pobierał jeszcze prowizje od pozostałej kwoty w ramach – zapisanej w umowie – obsługi zleceń. Franczyzodawca wymuszał – od czasu do czasu – darmowe sprzątanie, w ramach pozyskiwania klienta, a następnie wystawiał fakturę za usługę. Do częstych praktyk, związanych z rozliczaniem kontraktów, należało zatrzymywanie wypłat od kontrahentów z powodu ich wydumanego niezadowolenia z poziomu serwisu, mimo że było wprost przeciwnie. Franczyzodawca faktycznie przywłaszczał sobie pieniądze, a usługodawcę oddawał kolejnemu franczyzobiorcy.

 

Złapani w pułapkę biznesmeni, byli uzależnieni od operatora, a ten potrafił sprawnie zarządzać nastrojami. Czasami – dla uspokojenia – dawał więcej zleceń, innym razem poprzez wstrzymywanie napływu klientów, doprowadzał franczyzobiorców niemal na skraj bankructwa. Drobni przedsiębiorcy stali się faktycznie ubezwłasnowolnieni przez operatora francyzy.

 

Czytając o matni, w jaką mogą popaść nieroztropni – czy wręcz zbyt ufni – franczyzobiorcy, pcha się na usta pytanie o obecność i kompetencje organów nadzorujących sektor franczyz.

Pierwszą linią obrony są stanowe regulacje prawne oraz stojący na ich straży adwokaci, który powinni nadzorować działalność sektora na poziomie lokalnym. Warto podkreślić, że ochrona prawna w dużej mierze dotyczy dokładnego poinformowania inwestora o warunkach franczyzy przed podpisaniem umowy oraz uczciwości samego kontraktu.
Ponieważ jednak większość francyzodawców operuje na terminie całego kraju, lokalne prawodawstwo jest niewystarczające. Korzystając z wcześniejszych doświadczeń stanowych powołano Federalną Komisję Handlu (Federal Trade Commission).

FKH jest drugą instancją, która monitoruje branżę oraz – w ramach swojej misji – ma przeciwdziałać oszustwom franczyzowym. W gestii Komisji jest stanie na straży tak zwanego Prawa Franczyzowego, nieaktualizowanego od 2007 roku – na skutek działalności lobbystów ze stowarzyszeń franczyzowych.

 

Poszkodowanym pozostaje jeszcze Biuro Ochrony Konsumenta, ale i ono najczęściej odsyła zainteresowanych do Komisji Handlu.

Warto w tym miejscu podkreślić, że duże sieci franczyzowe, w obawie przed oskarżeniami o przesadne kolorowanie perspektyw działalności w umowach, montują w kontraktach klauzule arbitrażowe oraz inwestują w agresywne doradztwo prawne. Wszystko w celu zastraszenia franczyzobiorców przed składaniem ewentualnych skarg.

 

Istnienie aż trzech poziomów ochrony prawnej franczyzobiorców powoduje ułudę, że sektor jest niesłychanie restrykcyjny i bezpieczny. Inwestorzy bardzo często natykają się na podobne stwierdzenia w prospektach zachwalających konkretne franczyzy. Przez dziesięciolecia argument o wysoce regulowanej branży z surowymi karami za nieprzestrzeganie przepisów – szerzony głównie przez IFA – stanowił o przewadze franczyz nad własnym biznesem.

Problem polega na tym, że faktycznie nie istnieją regulacji branży na poziomie federalnym. Jak wspomniałem powyżej FKH w pewnym sensie jedynie dubluje działania i regulacje ze szczebli lokalnego i stanowego. Jednak, poza regulowaniem fazy przygotowań do podpisania umowy franczyzowej, Komisja – mimo ustanowienia przepisów – sama nie nadzoruje egzekucji. Co za tym idzie kwestie aktywnego monitorowania franczyz czy charakter regulacyjny zachowań franczyzodawców stanowi czystą iluzję, wprowadzającą w błąd potencjalnych nabywców.

Prawnicy, specjalizujący się w doradzaniu franczyzobiorcom, często wytykają Komisji negowanie własnych przepisów i – co gorsze – uniemożliwianie wykorzystywania ich w prywatnych pozwach przeciwko franczyzodawcom, nawet gdy prawo zostało wyraźnie naruszone. Tylko FKH może reprezentować klienta w sprawach spornych przed sądem, jeśli podejrzewa się, że zostało przekroczone Prawo Franczyzowe.

Obecnie obowiązujące zasady po prostu wymagają od franczyzodawców ujawnienia pewnych informacji w procesie sprzedaży, więc potencjalni franczyzobiorcy mogą podejmować bardziej świadome – i w związku z tym zapewne lepsze – decyzje. Jednak Prawo Franczyzowe nie reguluje samej treści umów. Tak więc franczyzodawcy mogą przygotować swoje kontrakty w taki sposób, aby ograniczyć zakres i charakter ich obowiązków do niezbędnego minimum – w dobrej wierze.
Nie istnieją żadne przepisy, które regulowałyby relacje pomiędzy franczyzodawcą i franczyzobiorcą w trakcie trwania umowy. Skoro operator ma wolną rękę w sprawie warunków kontraktu oraz może nieskrępowanie wprowadzać do umów postanowienia jednostronne – nie może być mowy o równości wobec prawa. W kompletnie nieregulowanym świecie franczyzodawcy mogą otwierać nowe oddziały nawet obok już istniejących, gdyż brak jest przepisów lokalizacyjnych. Za normalne uchodzą praktyki zmuszania franczyzobiorców do kupowania towarów lub usług z konkretnych źródeł po z góry ustalonych cenach, najczęściej wyższych niż rynkowe, przy jednoczesnym czerpaniu korzyści z rabatów przez operatorów sieci.

 

Podobnie nie ma federalnych rozporządzeń, dotyczących zamykania oddziałów lub nieprzedłużania umów. Ogólne przepisy – uchwalone przez Kongres – regulują jedynie zaprzestanie działalności w przypadku stacji benzynowych oraz sprzedawców samochodów. W przypadku wszystkich pozostałych franczyz nie ma żadnych środków prawnych, chroniących franczyzobiorcę przed likwidacją lokalizacji lub nieprzedłużeniem kontraktu. Do kategorii miejskich legend należy przenieść zapewnienie o ustawowym przedłużaniu umów gdy inwestor wywiązywał się z warunków wcześniejszego porozumienia. Brzmi to nieprawdopodobnie, ale nie istnieją regulacje, które zabezpieczyłyby interesy franczycobiorcy przed nieuczciwymi praktykami operatora sieci.

 

Jednym z ciekawych rozwiązań prawnych jest dokument o enigmatycznej nazwie SB610, powszechnie zwany aktem „rzetelnej franczyzy”. Ma on zabezpieczać franczyzobiorców, którzy wywiązują się z umów, przed likwidacją czy nieprzedłużaniem kontraktów po okresie ich wygaśnięcia. W kilku stanach jak Massachusetts, Vermnt, Pennsylvania czy Rhode Island, lokalne władze uchwaliły podobne rozwiązania prawne, ujmując się za przedsiębiorcami, którzy tracili biznesy swojego życia z dnia na dzień.

Franczyzodawca może dowolnie ułożyć umowę. Z biegiem lat prawnicy coraz bardziej zaostrzali wymowę kontraktów, skutkiem czego korzyści franczyzobiorcy zostały znacznie ograniczone. W przypadku restauracji, po podpisaniu umowy okazuje się, że przedsiębiorcy posiadają tylko maszyny i wyposażenie kuchni. Nie mają prawa do: lokalizacji, nazwy, kolekcjonowania danych odwiedzających klientów czy – w razie zakończenia współpracy – kontynuowania podobnego biznesu. Wszystkie powyższe obostrzenia mieszczą się – z perspektywy franczyzodawców – w ramach sprzedaży know-how, które ma zapewnić prowadzenie własnego biznesu.

 

Powszechną praktyką operatorów sieci jest nieprzedłużanie umów franczyzowych. Można stracić w ten sposób interes prowadzony przez – bagatela – 30 lat. Czasami franczyzodawca jest na tyle wyrozumiały, że pozwala przejść z umowy franczyzowej na leasingowanie oddziału. Tylko odpowiednie zabezpieczenia prawne dawałyby franczyzobiorcy szansę na przedłużenie kontraktu, w przypadku braku dobrej woli operatora sieci. Istniejące reagulacje pozwalają mu w każdej chwili zrezygnować z prowadzenia działalności w danej lokalizacji, likwidując oddział.

 

Mimo, że ustawa SB610 zdobywa kolejne stany, IFA jest jej zdecydowanie przeciwna. Według Stowarzyszenia ochrona kapitału własnego franczyzobiorcy może utrudnić zdolności rozwoju strategicznego franczyzodawców. Władze IFA podkreślają, że media skupiają się jedynie na sytuacjach gdy kończący umowę inwestor odnosi sukcesy. Tymczasem dużo częstsze są przypadki oddziałów, których wyniki są niezadowalające lub nie trzymają narzuconych standardów. W przypadkach gdy franczyzodawca nie mógłby zamykać podobnych lokalizacji, utraciłby jakość i skuteczność zarządzania siecią.

 

Liczba działających punktów franczyzowych wydaje się stała, z lekką tendencją zwyżkową od czasu załamania po Wielkiej Recesji 2008 roku. Jednak to tylko pozorna stabilizacja. Na przykład w latach 2010-13 powstało ponad 135 000 nowych oddziałów, przy jednoczesnym zamknięciu się blisko 120 000 działających. Już samo zestawienie ilości rzeczywiście otwartych i likwidowanych lokali wiele mówi o dynamice rynku franczyzowego. Połowa punktów wygasiła swoją działalność z przyczyn naturalnych, przedsiębiorcy wychodzili z biznesu i zamykali sklepy oraz punkty usługowe. Jedna trzecia była zmuszona do zamknięcia z powodu naruszeń umowy franczyzowej. Pozostałe oddziały zostały wykupione lub właściciele postanowili nie przedłużać umów.

Gdy się spojrzy na liczby z bliższej perspektywy – konkretnych sieci – sytuacja staje się jeszcze bardziej dynamiczna. Szczególnie duży ruch na linii otwieranych i zamykanych oddziałów widać wśród fast foodów. Na przykład w ramach sieć restauracji Quiznos w ciągu trzech lat powstało 600 nowych punktów, podczas gdy zlikwidowano ponad 2 800. To nie jest odosobniony przypadek, choć trzeba przyznać, że jeden z bardziej spektakularnych. Dla porównania jedna z największych światowych sieci franczyzowych kanapkarnia Subway zamyka i otwiera około 20% swoich odziałów rocznie..

 

W przypadku sieci franczyzowych duży ruch nie musi oznaczać, zagrożenia dla istnienia przedsięwzięcia. Skoro pewne lokalizacje nie przynoszą zakładanych zysków, lepiej je zamknąć i zacząć gdzie indziej, niż trwać aż do upadku. Franczyzy to duży biznes przyciągający corocznie blisko 30 miliardów dolarów i musi się zacząć szybko zwracać. Jeśli po dwóch, trzech latach nie widać szans na zyski, lepiej likwidować i przenosić się do lepiej działających sieci.

 

Wprowadzający w błąd czy niedoinformowany

O wyborze franczyzy często może zadecydować dobry marketingowy chwyt, zamiast rzetelnie przeprowadzonej weryfikacji danych. Przedsiębiorca, który ma – bagatela – 200 000 dolarów do zainwestowania, często łapie się na sformułowanie „wskaźnik sukcesu”. Szczególnie gdy sieć franczyz, chwali się, że wybór ich oferty to 90% szans na zyski, w porównaniu z 15% gdy startuje się z niezależnym biznesem. Brzmi zachęcająco? Oczywiście. Tylko, że to kłamstwo. Jedno z wielu, jakie stosują franczyzowi oszuści.

 

Bardzo ciekawe jest pochodzenie wyliczeń, które sugerują, że działanie w ramach sieci franczyzowej daje 90%, a nawet 95%, szans na odniesienie sukcesu. Abstrahując od niedefiniowalnego pojęcia „odnieść sukces”, które każdy przedsiębiorca może sobie różnie określać, nie wiadomo jakie są ramy czasowe zjawiska. Czy sukces w przypadku franczyz dotyczy dwóch, trzech czy pięciu lata działalności? A może rozciąga się na cały okres kierowania biznesem?

 

Franczyzy jako model prowadzenia działalności gospodarczej od lat jest analizowany przez ekonomistów. Istnieją dane globalne, określające na ile sieci franczyzowe przyczyniły się do rozwoju gospodarki oraz bardziej detaliczne, skupiające się na aspektach demograficznych, stopie zwrotu z zainwestowanego kapitału czy opłacalności poszczególnych lokacji. Analitycy mają jednak problem z odpowiedzią na pytanie czy i na ile wykupienie gotowej koncesji jest bardziej opłacalne od administrowania na własny rachunek.

Franczyzodawcy lubią mówić, że sektor jest jedną z najsilniej uregulowanych gałęzi przemysłu w Stanach Zjednoczonych. Nie bez powodu – to wynik przypadków przekrętów i oszustw. Krytycy wskazują, że określenie “95% sukcesu” umyślnie wprowadza w błąd i zachęca ludzi do kupowania franczyz. Wszechobecność opinii o opłacalności skłoniła ​​niejednego inwestora do wejścia do systemu, karmiąc złudzeniami, że powodzenie jest praktycznie gwarantowane.

 

Robert Purvin, autor książki „Franczyzowe oszustwo” z 1994 roku, jako jeden z pierwszych podważył wskaźnik sukcesu. Twierdzi on, że przez zawyżone dane wiele osób patrzyło na franczyzy jak na drogę do bogactwa, zamiast zwykłe posiadanie małego przedsięwzięcia. Sektor franczyzowy zaczął ewoluować w kierunku, który zagraża franczyzobiorcom.

 

Sławne “95% sukcesu” franczyz wzięło się z badania z 1980 roku, skierowanego przez Departament Handlu do ponad 2000 franczyzodawców, którzy zgodzili się na ujawnienie danych. Przede wszystkim nikt, nigdy nie zweryfikował udzielonych odpowiedzi. Ponieważ sondaż był dobrowolny, tylko nieliczni i ci, których przedsięwzięcia odnosiły sukcesy przesłali swoje wyniki. Na podstawie niesprawdzonych danych, federalni analitycy zinterpretowali, że w ciągu pięciu lat upadło 5% lokalizacji, więc podali 95%-owy wskaźnik sukcesu. Potem poszło już jak z płatka. Nierzetelność Departamentu Handlu zaczęła żyć własnym życiem. Dane zaczęły być podawane do publicznej wiadomości. Pojawiły się  w artykułach prasowych, opracowaniach akademickich oraz folderach reklamowych franczyzodawców. Lawina ruszyła.

 

Międzynarodowe Stowarzyszenie Franczyzowe (IFA) wystosowało specjalny list do swoich członków, pouczając ich aby zaprzestali wszelkich odniesień do nierzetelnych danych, które narażają na szwank wizerunek branży. W opublikowanym dwanaście lat temu piśmie, prezes Matthew Shay ostrzegał, aby usuwać z materiałów promocyjnych i stron internetowych wszelkie odniesienia do wskaźników sukcesu, które mogą być w później powodem do roszczeń. Wykorzystywanie danych w przypadku braku aktualnych badań rynkowych, może wprowadzić w błąd potencjalnych franczyzobiorców. Swoje żądanie IFA musiała powtarzać jeszcze wielokrotnie, trudno jest bowiem zamknąć raz otworzoną puszkę Pandory.

 

Wiele branż franczyzowych nadal publikuje wskaźnik sukcesu, ignorując otrzymane wytyczne. Istnieją franczyzodawcy, którzy są nawet bardziej perfidni,

nie dość, że zamieszczają nieprawdziwe dane, to jeszcze – w ramach zastrzeżenia – podają linka do strony z wyżej wspomnianym listem prezesa IFA. Tak więc otrzymujemy sytuację, w której franczyzodawca ostrzega przed swoją własną działalnością reklamową. Możliwe, że jest on niedoinformowany, albo ogłasza jawnie swoją nieuczciwość.

Przyczyną, dla której inkryminowana statystyka przetrwała ponad ćwierć wieku, jest brak jakiejkolwiek wiarygodnej alternatywy. Najbardziej kompleksowe badanie zostało przeprowadzone w 1994 roku przez Timothy’ego Batesa, profesora Stanowego Uniwersytetu Wayne. Jego analiza ponad 20 500 małych przedsiębiorstw wykazała, że 65,3% franczyzowych przeżyło po czterech latach, w porównaniu do 72% firm niezależnych. Dla handlu detalicznego dysproporcja na niekorzyść franczyz była jeszcze bardziej rażąca, 61,3% do 73,1%.

Niekorzystne dla franczyz wyniki badań zostało od razu oprotestowane przez IFA oraz federalną Small Business Administration. Wskazywano na brak potrzeby obliczania wskaźnika sukcesu franczyz. Podważono zakres czasowy oraz definicję sukcesu. Zaczęła się dyskusja o braku możliwości porównywania franczyz i prywatnych inicjatyw, z powodu dużych różnic w sposobie organizacji oraz zarządzania oboma działalnościami. Niektórzy przedstawiciele IFA zwracali nawet uwagę, że nie da się porównać ze sobą dwóch sieci franczyzowych w różnych fazach rozwoju.

Mimo kontrowersji, FranNet, broker franczyzowy przeprowadził badania nad poziomem sukcesu w 2015 roku. Przeanalizowano 1500 przedsiębiorców, którzy dzięki FranNet stali się franczyzobiorcami w latach 2006-10. Okazało się, że 91,2% operowało po dwóch latach i 85% po pięciu. Prezes firmy brokerskiej zastrzegła, że wyniki dotyczą tylko własnych klientów i nie można ich ekstrapolować na inne sieci franczyzowe. Dodała też, w ramach samoreklamy, że badania pokazują jak dobrze FranNet potrafi dobierać inwestorom franczyzy. Zamiast rzetelnych analiz, rynek otrzymał kolejny chwyt reklamowy, w sumie równie oszukańczy jak badania Departamentu Handlu z lat 80-tych.

 

Należy być bardzo sceptycznym wobec wszelkich badań, które próbują oszacować rynek franczyz jako całość. Każdy przypadek jest wyjątkowy, a sukces jest związany z działalnością poszczególnych franczyzobiorców, a często nie wynika z siły modelu franczyzy.

Trudno liczyć, że da się porównać sposób prowadzenia lodziarni w miejscowości wczasowej z warsztatem samochodowym na przedmieściach metropolii.

 

Oczywiście istnieją różne franczyzy. Nawet te o doskonałej reputacji, nie gwarantują przetrwania na rynku, zysków czy – szerzej – sukcesu. Można sobie nawet wyobrazić następujące zastrzeżenie: każdego roku upada znaczna ilość oddziałów franczyzowych, zatem drodzy przedsiębiorcy (wraz z rodzinami), jeżeli podejrzewacie, że będziecie czuć załamanie z powodu porażki, lepiej nie inwestujcie w naszą sieć. Brzmi szczerze i prawdziwie, ale który dział marketingu byłoby stać na podobną prostolinijność?

 

Dlaczego warto czytać umowy

 

Franczyzobiorca, który chce pozwać franczyzodawcę za domniemane oszustwa, musi najpierw zapoznać się z warunkami zapisanymi w regulaminie od deski do deski przed kupnem franczyzy. Dobrym przykładem może być przypadek kalifornijskiej firmy Big O Tires, pozwanej przez inwestora, który zarzucał operatorowi sieci szereg nieprawidłowości.

 

Po niecałym roku działania franczyzobiorca musiał zakończyć działalność z powodu trudności finansowych. Aby odzyskać zainwestowane pieniądze pozwał sieć Big O Tires do sądu. Skarga zawierała aż sześć zarzutów: brak informacji o wymaganym doświadczeniu przy otwieraniu oddziału, zawyżanie danych o zarobkach w folderach reklamowych, ukrywanie informacji o możliwości poniesienia porażki i ilości upadłych punktów sieci, zawyżanie cen opon do odsprzedaży klientom (w porównaniu z konkurencyjnymi źródłami zaopatrzenia), wprowadzenie w błąd zapewnieniami o możliwości świadczenia dodatkowych usług oraz generalny brak wiedzy co do zarządzania siecią przez operatora.

 

Mimo, że sieć Big O Tires działała w Kalifornii na mocy podpisanej umowy sporną sprawę rozstrzygał sąd w Kolorado. Według przepisów stanowych osoba oskarżająca o oszustwo musi wykazać nieprawidłowości w działaniu pozwanego. Tymczasem – w toku rozprawy – okazało się, że inwestor otrzymał od franczyzodawcy prospekty franczyzy szczegółowo opisujący warunki oraz zastrzeżenia dotyczące prowadzenia działalności.

Innymi słowy franczobiorca dostał do ręki niezbędny regulamin i miał czas oraz możliwości zapoznania się z jego treścią. Ponadto sąd wytknął inwestorowi brak dobrej woli, gdyż miał on szansę dopytać operatora sieci – przed podpisaniem umowy – o ewentualne nieścisłości czy nieporozumienia, wynikające z treści dokumentu, a tego nie zrobił.

Finalnie sąd oddalił pozew ze względu na niedopatrzenia franczyzobiorcy w procesie przygotowawczym, poprzedzającym podpisanie umowy. W szczególności sędzia zwrócił uwagę inwestorowi uwagę na zapis regulaminu, który głosił, że Big O Tires w jakimkolwiek względzie nie gwarantuje sukcesu ani zyskowności franczyzy.

 

Na koniec chciałbym wrócić do McDonald’sa, gdyż jest to doskonały przykład franczyzy, która działa. Inwestor, decydując się otworzenie restauracji, musi na dobry początek wyłożyć 45 000 dolarów opłaty franczyzowej. W trakcie prowadzenia biznesu musi uwzględnić odprowadzanie co roku około 4% od wielkości sprzedaży z tytułu opłat koncesyjnych (tak zwane royalty) oraz zrzucać się na kampanię reklamową (5%) i czynsz (około 13,5%). Na dodatek kierując restauracją McDonald’s trzeba godzić na wszystko, co każe centrala. Nawet ograniczenie jadłospisu ze 100 do 20 pozycji czy – najgorszą zmorę każdego franczyzobiorcy – jednodolarowe menu.

 

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że korzyści – takie jak doświadczenie w lokalizowaniu oddziałów, powszechnie rozpoznawalna marka czy chwytliwe reklamy o ogólnoświatowym zasięgu – znacznie przeważają nad obciążeniami. McDonald’s zapewnia sprawdzone, za pomocą prób i błędów, know-how , które w znakomity sposób ogranicza ilość znaków zapytania, mogących powstać w głowie franczyzobiorcy.

 

Skoro można skorzystać ze zweryfikowanego modelu, dziwne jest powstawanie licznych franczyz, które nie mają sprawdzonej koncepcji, żadnych danych historycznych czy ogólnokrajowej reklamy, a mimo to inkasują od nowych inwestorów opłaty początkowe, koncesje i czynsze wyższe niż stary, dobry klown Ronald.

Oto trzy przykłady franczyzowych nowalijek z ostatnich lat.

iSold It z 2007 roku był uznany przez magazyn Entrepreneur za najgorętszy towar na franczyzowym rynku. Z wpisowym w wysokości 22 000 dolarów, koncesją 10% i 3% zrzutką na reklamy operator sieci sprzedawał eksperymentalną koncepcję sklepu do handlowania na eBay’u – platformie aukcyjnej. Już po rozkręceniu 200 franczyz – koszt początkowy inwestycji wynosił około 150 000 dolarów – było wiadomo, że skończy się porażką, ale ostateczna ilość przegranych franczyzobiorców sięgnęła czterech setek. Franczyzodawca zmył się jak niepyszny, ale nieznajomość rynku pozostała.

 

Cereality była pomysłem na bary serwujące płatki śniadaniowe ze wszystkich możliwych zbóż. Zarówno CNBC czy USA Today rozpływały się nad genialnością pomysłu, który wydawał się tak nieprawdopodobnie prosty, że aż niemożliwy do zepsucia. A jednak okazało się, że wydanie ponad 200 000 tysięcy na inny pomysł na kawiarnię nie gwarantuje sukcesu. Niektóre punkty nie przetrwały nawet pół roku. Obecnie pozostało kilka punktów oraz operator sieci Kahala, który nadal łowi naiwnych.

I wreszcie wisienka na torcie – Make & Take Gourmet – w pełni wyposażona, profesjonalna kuchnia, do której można było wpaść po robocie – w drodze do domu – i, za drobną opłatą, upichcić obiad lub kolację, a potem zamrozić i zabrać dla całej rodziny. Oferta była skierowana do zapracowanych kobiet z korporacji, nie mające czasu na gotowanie we własnym domu. Ciekawe, że nikt nie przewidział, że skoro nie mają go we własnej kuchni, to czemu miałyby go marnotrawić w cudzej i w dodatku za pieniądze. Kuchnie zniknęły, ale każda z nich kosztowała grubo ponad 300 000 dolarów.

 

Szczególny rodzaj analiz zleca US Small Business Administration, które prześwietla franczyzodawców pod względem najwyższego wskaźnika niepowodzenia przy otwieraniu nowych oddziałów sieci, finansowanych z pieniędzy federalnych. Ponieważ to właśnie SBA udziela pożyczek, których spłatę kredytobiorcy gwarantują własnymi domami lub innymi składnikami majątków, jest żywotnie zainteresowane, aby potencjalni inwestorzy nie bankrutowali.
Okazuje się, że w przypadku wielu sieci franczyzowych, badanych przez SBA, możliwość zakończenia biznesu porażką sięga nawet 70%. Dotyczy to głównie fast foodów.
Podobne zestawienia są niezwykle istotne dla potencjalnych inwestorów. Franczyzobiorcy  mogą wybierać z tysięcy możliwości dostępnych na rynku. Ostrzeżenie przed sieciami, które mają historycznie większą szansę na porażkę wydaje się jak najbardziej zasadne.

 

Oczywiście nie każdy nowy pomysł na franczyzę jest nietrafiony. Dobrym przykładem jest Five Guys Burgers and Fries, opierający się na sprawdzonym schemacie: Amerykanie uwielbiają hamburgery z frytkami i colą. Wydaje się, że pomysł na podobną restaurację jest ograny, a jednak dobre rozeznanie rynku, lata doświadczenia i sprawny łańcuch dostaw – mogą zdziałać cuda. Szczególnie w porównaniu z niesprawdzonymi pomysłami na franczyzy, które zakładały, że ktoś będzie płacił za jedzenie dla smakoszy, w cenach dla smakoszy, ale serwowane z foodtracka, obozy letnie dla czworonogów, sprzedaż swoich gratów na aukcji, przywilej gotowania i mrożenia swojego jedzenia w cudzej kuchni czy wywalał 6 dolarów na miskę płatków z mlekiem.

 

Nie ma nic złego w eksperymentalnych, nigdzie nie sprawdzonych, pomysłach na biznes. Jednak lepiej byłoby gdyby pomysłodawcy wszystkich nowych, wyżej wymienionych franczyz, zaczęli od swojego własnego biznesu. Przetestowali go latami, sprawdzili różne możliwości, nauczyli się ograniczać ryzyka i wypracowali know-how. Dopiero wówczas gdy stali by się starzy, nudni i przewidywalni – rozszerzali by działalność o sieć franczyzobiorców”.

 

Warto sięgać do bloga Rafała Kinowskiego. Sporo materiałów o rynku, gospodarce i nowych technologiach. Nie wykluczone, że niebawem jeden z czołowych programów dedykowanych ekonomii potraktuje ” o franczyzie”. Zapowiem go tutaj. Czyli, gdzie i kiedy.

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *