Przeliczeni.pl
Wszystko o prowadzeniu biznesu w galerii handlowej bez cenzury i ukrywania niewygodnych faktów.

Tutaj zobaczysz jak to działa "od kuchni": nadużycia, fałszowanie informacji, szantaż.
Przeliczeni.pl
Systemy franczyzowe w Polsce - czy rzeczywiście to taki złoty biznes?

Sprawdź na blogu jak wyglądają realia prowadzenia tego rodzaju działalności.
Przeliczeni.pl
Bankructwa, rozwody, bezdomność, ucieczki z kraju.

Świadectwa ludzi, których wykończył system retail.

Papier przyjmie wszystko-poradnik najemcy

"Japończyk" przysłał ...

“Japończyk” przysłał kolejny tekst. Przyjmijmy taki pseudonim. Zanim jednak oddamy mu głos krótki kadr z Tarnowa  czyli gemini bankrut parku. Z głośników sączą się spoty rozżalonego inwestora i akcja zbierania podpisów “za rozbudową” trwa w najlepsze. Wizualizacje na pasażach, ulotki, piątki z palcem w górę. Wszystko gra. Jest jednak mały problem. Strefa tzw. foot cortu czyli po polsku jadalni, stołówki- wybita. Pozaklejana historia bankrutów z prawej i działające z lewej.

de

zdj.facebook.com

Dalej. Przybywa pustostanów i najemcy rotują jak bile w totolotku, a ludzi przed południem -jak na lekarstwo. Od poniedziałku do czwartku załogi sklepów mogą śmiało zaopatrywać się w gazety, książki, tablety-i na spokojnie, bez zakłócania-edukować się od 9.00-21.00. Czasami przemknie klient i zajrzy do odzieżówek. Sporo zmian. Kolejni przygotowują się do “wyjścia”. To klasyczne centrum weekendowe bez dwóch zdań z “7 milionami ludzi rocznie”.

A centrum miasta-hula. Sofa przy Wałowej zdobyła uznanie klientów. Nowocześnie, ceny w normie. Śmiało godne polecenia miejsce do pracy, spotkań i fajnego spędzenia czasu. Poza tym miasto się zmienia. Mnie się podoba. Szukając taniego noclegu wchodzę na google. Szukam pensjonatu. Dzwonię tu i tam. Nikt nie odbiera. Nie oddzwania. Właściciel albo śpi, albo tak prosperuje, że jeden klient więcej czy mniej-nie ma znaczenia. Jest i taka możliwość, że recepcja zlewa temat i nie oddzwania. W końcu trafiam do Podzamcza. Elegancko. Profesjonalnie. Świetna lokalizacja. Świeże jedzenie-miła obsługa. Profi. I niedrogo. Z uwagą warto obserwować rozwój agitki w Tarnowie, gdzie przed południem więcej akwizytorów na ulicach niż ludzi w gh.

Czas oddać głos Japończykowi.

 

“Chciałbym poruszyć kwestię pracy i co to jest – według mnie – dobra praca. Od razu zaznaczam, że mam na ten temat bardzo skrajne poglądy i zdaję sobie z tego sprawę. Jednakże, chciałbym podzielić się swoimi poglądami bez owijania w bawełnę i bez łagodzenia.

 

Praca, a właściwie przygotowania do niej, zaczyna się niejednokrotnie w wieku przedszkolnym. Rodzice zapisują swoje dzieci na różnorakie zajęcia, tak aby dzieci zdobyły jak najwięcej umiejętności. Może to i dobrze. Ja osobiście tego nie robię – trzeba się zmieścić w jakiś granicach. Za mało źle, ale za dużo także jest skrajnością i dzieci z biegem czasu zaczynają coś lubić, a inne rzeczy nie. Potem jest szkoła podstawowa i tak dalej. Uważam, że nawet małe dzieci powinny decydować, czy chcą “chodzić” na te albo tamte zajecia lub lekcje. Mówię to jako człowiek – także nauczyciel. Po co większość ludzi chodzi do szkoły? Wydaje mi się, że uczy ich się od małego, że dzięki temu dostaną lepszą pracę. Kłamstwo powtarzane niezliczoną ilość razy już stało się prawdą. Dlaczego uważam, że chodzenie i dobre uczenie się w szkole daje lepszą pracę, jest kłamstwem? Ponieważ codziennie widuję młodych ludzi “po studiach” narzekających na pracę oraz zarobki. To jest dowód na mój pogląd. Jeśli widzę montażystę reklam po 8zł za godzinę, studentkę po 8zł za godzinę, Panią “na recepcji” po 8zł za godzinę po studiach to ewidentnym jest, że 5 lat studiów było czasem straconym pod względem dzisiejszego zarobkowania. Wiem, że uogólniam i upraszczam sprawę, ponieważ są ludzie, którzy po tzw. “studiach” zarabiają (dużo) więcej. Pytanie dlaczego zarabiają więcej? Krótka piłka: “Bo się uczą.”

 

Stawiam tezę, że nauka to nie szkoła, dlatego że:

  1. W szkole ładuje się do głowy ludziom między innymi, fikcję. Po pierwsze, wmawia się uczniom, że oceny odzwierciedlają wiedzę. Innymi słowy wiedza to nie płynny proces (według szkoły), ale coś co się stopniuje. Podam inny przykład – “literatura” tak zwany piękna”. Nie wiem po co poświęca się dużo czasu na analizowanie, co autor miał na myśli (kto wie, co komu po głowie chodziło – to są jedynie domysły) lub co dana postać chciała lub nie chciała. Potem te domysły każe się uczniom przyjmować jako fakt, a jeśli nie to ma “jedyneczkę”.. A tak naprawdę, ta postać nie istniała, nie istnieje, nie będzie istnieć. Rozpatrywanie tego nie ma sensu, bo to nie jest rzeczywistość, a świat fantazji i snów. Życie jest realne. Jak w Galeriach Handlowych. Ani to “galerie [sztuki]”, a po wynikach finansowych wynajmujących powierzchnię widać, że mało “handlowe”. Autor bloga wielokrotnie przestrzegał przed podpisywaniem umów na podstawie np.: tabelek frekwencji. Uważam, że ludzie wierzą w takie rzeczy, bo w szkole karze im się rozpatrywać i analizować fikcyjne sytuacje, tak jak gdyby były prawdziwe. Takie podejście niszczy życie. A dlaczego nie analizować biografii ludzi sukcesu? Dlaczego na liście “lektur” nie ma np.: “Elementy i układy elektroniczne w pytaniach i odpowiedziach?” Dlaczego nie uczy się ludzi programować? Przecież, obecnie elektronika i komputery są nierozerwalną i realną częścią naszego życia.
  2. W szkole traci się czas na egzaminowanie i sprawdzanie uczniów. Rolą szkoły jest uczyć, a nie sprawdzać. Chodzimy do szkoły w młodym wieku, kiedy umysł i mózg są sprawniejsze, więc nie można tracić czasu na inne czynności niż nauka. Najlepszym egzaminem i to w dodatku nieuniknionym (zwolnienie lekarskie nie wchodzi w grę, a jedynie akt zgonu) jest samo życie w dorosłości. Celem obecnej szkoły nie jest uczenie i edukacja – celem jest zdobywanie jak najlepszych stopni. A potem ten wzorzec jest przenoszony do społeczeństwa – liczą się tabelki, rankingi i tak dalej i tak dalej. Jeżeli to jest cel, to przestańmy nazywać szkołę, szkołą, a np.: sprawdzalnią.
  3. Przymus chodzenia do szkoły. Uważam, że nauka jest bardzo ważna, ale nie nakazami droga (u normalnych ludzi rodzi się wtedy bunt). Szkoła produkuje grupę osób, które zrażają sie do nauki – czasami na całe lata. Jeśli kogoś nie interesuje np.: angielski – po co na siłę go uczyć? Może interesuje go coś innego. A jeśli angielski jest ble… to w porządku. Niech przychodzi na lekcje bez przymusu. Dajmy człowiekowi czas na przemyślenie. Ale nie, gdzie tam, od razu klasóweczka, teścik. Po co? Po to chyba, aby go zniechęcić do nauki. Przecież nie każdego interesuje jednocześnie i od razu biologia, fizyka, koreański, budownictwo, sztuka, literatura, geografia. Simona Cowella tak ten przymus przydusił, że uciekł z liceum – nie wrócił. Zarabia obecnie 70 mln rocznie. Richard Branson – 16 lat – przymus szkolny go także przytłoczył – obecnie ma Virgin.
  4. Szkoła uczy agresji w stosunku do wszystkiego i wszystkich wokoło oraz nakazuje szufladkować ludzi. Oceny oceniają nie tylko ucznia w oczach szkoły, ale niejednokrotnie w oczach kolegów i koleżanek i to nieważne w którą stronę (“kujon”, jeśli oceny są dobre, a “głąb” jeśli oceny są niedobre). Szkoła uczy, że ktoś jest gorszy, a ktoś lepszy, bo ma “numerek” – ocenę. Uczy, że osoba z “papierem” jest bardziej wartościowa od tej bez “papierka”. W tym celu ukrywa się pewne fakty, na przykład taki, że Thomas Edison ze szkoły, delikatnie mówiąc został zabrany przez swoją matkę – nauczycielkę, bo był dzieckiem nadpobudliwym. Ale może i dobrze, bo wymyślił krzesło elektryczne, słonia prądem zabił, wysadził przedział pociągu, ale co najgorsze ułożył 1200 metrów kabli w domu finansisty J.P.Morgana (a wiecie co myślę o finansistach). Mało tego, to w szkole nauczyciele zwracają się na “ty” do uczniów, nawet mocno nastoletnich – nauczyciel jako Pan / Pani. Szkoła nas uczy, że trzeba się “odpowiednio ubrać” – na przykład “na galowo”. Ładny ubiór – elegancki – ma tyle wspólnego z wiedzą i kulturą osobistą, co naklejka “Turbo Power V8” na klapie silnika “maluszka” i jego wzrostem osiągów. Wystarczy obejrzeć na “YouTube” Panów pod krawatem – klnących. Ja osobiścię np.: lubię wypastowane buty, ale nie uważam, że one o czymkolwiek świadczą.
  5. Jest wiele osób z dyplomami – wykształconych (bo tak im wmówiono w szkole), które mało wiedzą, a posługują się hasełkami. Przez szkołę, wierzą w swoje super wykształcenie. Na przykład, podobno “wykształcona osoba” musi dyskutować i wiedzieć kto napisał np.: “Potop”, ale nie musi wiedzieć, o roli HER2 w tworzeniu nowotworów. Ładuje się ludziom do głowy pogląd, że papier zwany dyplomem oznacza wykształcenie. Czyli kilka lat starczy i jedziemy z tym koksem na całe życie. Dlatego większość ludzi już się dalej nie uczy. A świat się rozwija. Spróbujcie Państwo porozmawiać z ludźmi o np.: rozbłyskach gamma, biologii nowotworów, cyklu Atkinsona w silnikach. Tego większośc osób, którym wmówiono, że są wykształceni, nie wie. Ale mają dyplom – żyją w świecie snów “bycia wykształconymi” i będą gardzić tymi, którzy nie wiedzą co to jest “Pan Tadeusz”.
  6. Szkoła niejednokrotnie uczy złych wzorców. Nawiązując do literatury i jej fikcyjnych ideałów – w tej samej szkole już się nie uczy, że Mickiewicz byl alkoholikiem, a Słowacki hazardzistą. Wzory do naśladowania w sam raz dla młodych ludzi. Mało tego, inny proponowany wzór zachowania to “nie dyskutowanie z nauczycielem”. Na większości lekcji nie można się zatrzymać i podyskutować na temat lekcji. Bo trzeba realizować program – to on jest najważniejszy, a że wiedza? A że uczeń ma inny pomysł – szkoła to nie miejsce na wyrażanie swoich poglądów (produkcja społeczeństwa, które nie umie dyskutować, a jedynym argumentem jest obrażanie – tego uczy się w szkole – np.: ty “gówniarzu”). Ale to nie wszystko, na tak zwanej “studniówce” nauczyciele pozwalają na zażywanie narkotyków – mam na myśli alkohol, bo to jest narkotyk. Kolejny wzorzec do naśladowania. Zaraz ktoś może powiedzieć, że ludzie czasami piją “lampkę”. Ja akurat się na to nie godzę. Narkotyk nie jest dla ludzi. Innym wzorcem do naśladowania to tak zwane “grzeczne dziecko” – ma siedzieć w ławce. Nie wiem jak ludzie z pomysłami mają siedzieć grzecznie w ławce i jednocześnie je realizować. Człowiek z pomysłami i werwą nie siedzi w miejscu, ale działa, rusza się, jest aktywny, a szkoła promuje pasywność i posłuszeństwo. Wracając do Edisona i wzorców (a także wychowania dzieci): ojciec Edisona zachęcał go do czytania płacąć mu 10 centów za każdą przeczytaną książkę – może warto?
  7. Obecna szkoła jest (zaraz się posypią gromy) oparta o zachowania kobiece. Ja nie mam nic przeciwko jakimkolwiek ruchom społecznym i zachowaniom, ponieważ jestem gotowy dyskutować i poznawać różne punkty widzenia. Jednakże, ja mam dwóch synów. No przepraszam bardzo, chłopak musi się wybiegać, wywrzeszczeć. Dziewczyny/Kobiety narzekają na coraz bardziej “zniewieściałych” mężczyzn. Uważam, że produkuje je dzisiejsza szkoła, bo tam taki chłopak nie może biegać, nie może sobie “powalczyć na pięści” na boisku. Nie ma zajęć typu np.: składanie mebli, naprawa samochodów. Z powodu feminizacji tego zawodu, feminizuje się też uczniów i dlatego nie omawia się elektroniki, nie uczy się programować. Feminizacja sprawia, że wpaja się uczniom, że mają zawsze mieć czyste i zadbane rączki – a jak mamy zbudować dom lub naprawić albo zamontować coś bez brudzenia rączek? Feminizacja sprawia, że liczy się forma, a nie treść. Ma być ładnie i fajnie – a czy to prawda to już inna historia.
  8. W szkole uczy się zachowań przedziwacznych np.: “nie zniżaj się do jego poziomu” [już nie będe nawiązywał do “bycia lepszym”]. Innymi słowy, jeśli bandyta mnie zaatakuje na ulicy, to ja nie będę się zniżał do jego poziomu i broniąc się, bił jego, ale zadzwonię na policję, zaczekam. Inny przykład to, jeśli ktoś mnie okradnie na pieniądze, to nie nazwę go złodziejem, ponieważ “tak nie wypada, bo tak kulturalny człowiek nie mówi i nie będę się zniżał do jego poziomu”. To tylko oczywiście przykłady – chodzi o mechanizm. Moim zdaniem, szkoła uczy zniżania głowy przed silniejszymi, a nie walczenie o swoje prawa. A ja uważam, że jeśli nauczyciel nazywa kogolwiek np.: “głąbem”, to uczeń ma prawo się bronić, zachować się honorowo i przynajmniej nie odzywać się do takiego chama. Niestety, takie zachowania są piętnowane! Oczywiście, to działa także w drugą stronę. Jeśli uczeń zachowuje się jak cham, to trzeba to głośno powiedzieć, a nie patrzeć na “poprawność”. Inaczej produkujemy ludzi bojących się swoich poglądów, reagowania, wychodzenia z inicjatywą. Dlatego właśnie nauczyciele tyle zarabiają. Nie są w stanie protestować w swojej własnej sprawie – i oczekują tego od uczniów. Inną, całkowicie niezrozumiała sprawą, jest całkowite milczenie na temat zakładania swoich firm. Cały czas tłucze się do głowy o tym, że potem trzeba “znaleźć pracę”. A co to jest – labirynt, że trzeba czegoś szukać?

 

Mnie tylko raz zapytano o dyplom – kiedy zatrudniałem się w szkole (potem napiszę o zarobkach). Od tamtej pory pracuję dla siebie i u siebie – nigdy mi dyplom nie był potrzebny. Takie pytanie – kto zna lepiej język angielski – anglista po studiach, który to studiował bez pasji, czy Brytyjczyk ze średnim wykształceniem? Lekarz po studiach także ma staż i robi specjalizację – to kogo będzie leczył decyduje czas po studiach. I tak dalej, i tak dalej. Nie oszukujmy się, szkoła to powiedzmy 13 lat, a tak naprawdę musimy uczyć się cały czas. Czym więcej tym lepiej. Ja prawie cały czas pracuję, ale spędzam dużo czasu w samochodzie i non stop słucham i oglądam kursy językowe i wykłady z fizyki, chemii i tak dalej. Nawet jeśli się nie skupiam, część w głowie zostaje. Zauważyłem to nie na początku – po jakimś czasie. Dlatego warto. Dla siebie. A to, że szkoła?

Szkoła jest i niech będzie dla innych, z tym, że w szkole mój syn nie uczy się, ze Amancio Ortega, założyciel Inditex Group, jako nastolatek powiedział “żegnaj szkoło” i zatrudnił się w zakładzie krawieckim. Człowiek bez “papierów” – bez wykształcenia – ma 5000 sklepów w 85 krajach świata (to ten od sklepów “Zara” – ciekawostka jest taka, że nazwa tych sklepów pochodzi od filmu “Grek Zorba”, no ale kiedy Ortega zakładał swój sklep, w pobliżu był bar “Zorba”, więc zmienił nazwę na “Zara”). Nie chodzi o kasę, daje do myślenia, że wielu ludzi sukcesu, jak to się mówi “rzuciło szkołę”, co jest dowodem, że szkoła nie równa się sukcesowi zawodowemu. Z drugiej strony, cały pomysł na szkołę, z zasady nie jest zły. W swojej pierwotnej formie rzeczywiście doprowadziła do szerzenia się wiedzy. Zaznaczam także, że nie wszyscy nauczyciele się nie nadają. Są i tacy, którzy chcą nauczyć i zależy im, reszta to teściarze. Uważam jedynie, że wykonanie w obecnej formie jest złe, bo świat się zmienia, a szkoła nie. Dlatego, chodzenie do szkoły jako takie nie ma szans przełożyć się w przyszłości na lepszą pracę. Z praktycznego punktu widzenia, czym więcej realnie (a nie “na papierze”) rozumiemy, tym większa szansa na zarobek w takim czy innym miejscu. Jeśli nie możemy znaleźć pracy, to możemy stworzyć coś naszego, a jest to tym łatwiejsze im więcej naprawdę umiemy. Tak jak Henry Ford, w wieku 15 lat skonstruował swój pierwszy silnik parowy, skończył na podstawówce. Oczywiście wcześniej interesował się techniką. Jak to Mark Twain powiedział: “Nigdy nie pozwoliłem mojej szkole stanąć na drodze mojej edukacji”. Co prawda to pisarz, ale myślę, że Fordowi też szkoła nie stanęła zbyt na drodze.

 

Wcześniej napisałem dlaczego szkoła nie równa się nauka, teraz jak się uczyć (skupię się tutaj na językach, ale mechanizm jest podobny w innych dziedzinach):

  1. Powinniśmy zdecydować dlaczego się uczymy, generalnie są dwie drogi:
  2. Uczymy się wszystko jedno czego, ważne aby się uczyć, tak aby obumarło nam jak najmniej neuronów i aby zachować sprawność umysłową jak najdłużej się da.
  3. Obieramy sobie cel do nauki [co moim zdaniem jednocześnie zawiera w sobie punkt “a”, a więc to lepszy wybór].
  4. Cel powinien być praktyczny i dostosowany do realiów. Ja na przykład bardzo polubiłem Rumunię i obrałem sobie za cel nauczenie się tego języka w sposób umożliwiający prostą komunikację. Nie uważam, abym musiał znać cały język, wbrew przeciwnie – byłaby to strata czasu, ponieważ w przyszłości nie zamierzam go używać po zaprzestaniu wycieczek do Rumunii i wiem, że finalnie go zapomnę. Nie uczymy się dla kogoś, a dla nas. Stratą czasu jest np.: nauczenie się kilku liter w języku japońskim, bo się i tak to zapomni.
  5. Po wybraniu celu do nauki gromadzimy materiały w różnej postaci np.: książki, filmy, strony internetowe, wykłady. Korzystać z różnych źródeł i konfrontować przeciwstawne poglądy oraz opinie. Z czasem jesteśmy w stanie ocenić prawdopodobieństwo trafności danej tezy.
  6. Od tej pory systematycznie i codziennie uczymy się wybranej dziedziny. Nie wolno dopuścić do przerwy w tej systematyczności, aby nie wprowadzać niebezpiecznego precedensu. Każdy dzień “odpuszczenia sobie” to podwójna strata – nie uczymy się niczego nowego oraz zapominamy małą część nauczoną wcześniej. Nawet jeśli się źle czujemy – nie odpuszczamy. Nie kładziemy się spać, doputy nie przystąpimy do nauki i nie zrealizujemy części na dzisiaj.
  7. Nie skaczemy “z kwiatka na kwiatek”. “Słomiany zapał” przeszkadza. Euforia to samo. To czego się uczymy musi być przemyślane, a nie zaczęte i porzucone. To tylko zmarnowany czas. Ja to obserwuję w języku japońskim. Wiele osób chce się uczyć, ale jak przychodzi do nauki liter, zapał gaśnie, ponieważ jest to bardzo czasochłonne. Jeśli nam nie idzie – musimy być uparci i tyranem dla samego siebie. Skoro inni się nauczyli – my też możemy, nikt nie rodzi się mądry.
  8. Talent to bajeczka dla małych dzieci. Bez ćwiczeń nie ma wyników. Co z tego, że ktoś ma “talent do języków”, skoro absolutnie się ich nie uczy. Tak zwane beztalencie, ale uparte nauczy się więcej. Oczywiście to nie tyczy się tylko języków. Nie ma też “zdolny, ale leń” (bajeczka powtarzana w szkołach). Jeśli ktoś jest zdolny to nauka nie jest problemem. Każdy jest leniwy, ale człowiek mądry potrafi z tym walczyć.
  9. Podpatrywać innych i zobaczyć jakie metody działają. Nie porywać się na “nowości”, tylko poczekać na efekty “nowości” wśród innych osób. Jeśli efekt jest długotrwały, jest to czas dla nas na przetestowanie tej metody. Uwaga: problemem tutaj jest to, że każdy jest inny, więc dana metoda nie zawsze działa u każdego.
  10. Pamiętać, że nie ma czegoś takiego jak “nauczyłem się” – to szkolne myślenie. Nauka trwa już do końca życia – dlatego punkty 1 i 2 są ważne.
  11. Nie reagować na zaczepki np.: “po co się uczysz koreańskiego”, “po co się uczysz embriologii”, “po co ci neurologia perinatalna”. Jeśli reagować, to pytaniem: “Po co żyjesz, skoro kiedyś umrzesz – bez sensu.”
  12. Nie marnować czasu na oglądanie telewizji i propozycji niczego nie wnoszących do naszego życia. Możliwy czas wykorzystać na naukę. Nie słuchać muzyki, nie oglądać filmów fabularnych. Słuchać wykładów, oglądać programy naukowe oraz kursy. Muzyka jest fajna do słuchania, ale w życiu praktycznym mało przydatna. To samo filmy – fikcja, fikcja, fikcja typu przeciął dwa kabelki i rozbroił alarm (a w życiu praktycznym, ważne co to jest np.: atmega32 i dlaczego jasności LED nie mierzymy w wattach [a nie waty, chyba że cukrowe], a w np.: lumenach lub kandelach)
  13. Trzeba znaleźć porę dnia, kiedy najłatwiej się uczyć. Jak to zrobić? Uczyć się na pamięć wierszy o różnych godzinach. Godzina, kiedy najłatwiej jest nam się nauczyć tego fragmentu jest najlepsza. Jeśli to nierealne, rano jest najlepiej, wieczorem z powodu zmęczenia może być trudniej. Odżywiać się tak, aby nie głodować. Rola stresu jest dyskusyjna. Są badania stwierdzające, że stres może pomóc w nauce.
  14. Robić notatki na kartce papieru, a nie w komputerze. Naciskając na klawisze, zapamiętujemy klawisze. Poza tym, ekran wygląda tak samo. Kartki są inne i jest dużo łatwiej zapamiętać i odczytać notatki. Dla niektórych to średniowiecze. Ja wiem, że to działa. Do komputera możemy oczywiście wprowadzać dane do archiwizacji, ja to robię w postaci kartek zeskanowanych. Nie wyklucza to stosowania programów na komputer/palmtop/smartfon do powtarzania i zapamiętywania informacji / wiedzy. U mnie one działają.

 

No dobrze, co to jest “dobra praca?” Moim zdaniem absolutnie jedynym czynnikiem decydującym, czy praca jest dobra czy zła sa zarobki. Dobra atmosfera w pracy, świadczenia socjalne, laptopy, samochody, pozycja – bycie kims (np.: Prezesem) to bzdury. I to jest ostateczny argument przeciwko szkole – w rozumieniu > dobra szkoła = dobra praca. W szkole generalnie nie uczy się jak zarabiać. Natomiast “Konrad Wallenrod” – to był bohater nad bohaterami. Doktor Judym – robił za darmochę (pomagał ludziom oczywiście, to się chwali) i NIE zarabiał. Na szczęście to tylko postacie literackie. My potrzebujemy pieniędzy do życia i dlatego wolę osobiście postać Carla Lindnera – majątek 1,7 mld dolarów – szkołę rzucił. Oczywiście, można wierzyć farmazonom, że “prawdziwy dżentelmen nie mówi o pieniądzach”, bo “prawdziwy dżentelmen” zabiera swoją dziewczynę na kebaba za 4zł. Laski aż piszczą do biedaków, ba… walą drzwiami i oknami. Moim zdaniem to brednie. Obecnie, czy ktoś lubi czy nie, pieniądze są ważne i ludzie są przez nie oceniani. Są wyjątki (np.: Walt Disney jest znany, bo ładnie rysował, a nie za to, że rzucił szkołę – a za myszkę Miki dostał Oscara) – zgadza się, ale generalnie nie zaobserwowałem, aby ludzie lubili być biedni – raczej w drugą stronę. Biedny to nie jest z pewnością zły człowiek, ale świat tak właśnie uważa. Dlatego jedynie zarobki decydują o tym, czy praca jest dobra czy zła (uwaga – nie mówię tutaj o realnej wartości wykonanej pracy), ponieważ:

  1. My w pracy jesteśmy pracownikami, a nie ludźmi. Nawet pracując dla siebie, trzeba być dla siebie samego potworem, aby osiągnąć sukces. Po prostu, nie powinniśmy tracić czasu na atmosferę, a maksymalnie wykorzystać czas na pracę i zadania w niej do wykonania. A że ktoś się zdenerwuje – no cóż, zdarza się, takie są realia.
  2. Świadczenia socjalne nie są nam potrzebne, jeśli nasze zarobki nas satysfakcjonują. Nie ma problemu, aby pojechać na wakacje, zakupić potrzebne rzeczy.
  3. Laptopy, samochody od pracodawcy są do pracy. Nie powinniśmy ich traktować jak nasze, bo można się przykro rozczarować.
  4. Nieważne czy ktoś jest prezesem, montażystą, nauczycielem, sprzedawcą w Biedronce. Po pracy jesteśmy ludźmi zasługującymi na szacunek. Jeszcze mnie nikt w sklepie nie zapytał o zawód wykonywany, bo to nieistotne. Istotne są pieniądze. Dobry klient to płacący klient (dobrze zarabiający).
  5. Czym więcej zarabiamy, tym szybciej np.: odłożymy na mieszkanie/dom lub jeśli, ktoś kocha kredyty, spłaci kredyt.
  6. Jeśli dużo zarabiamy to nawet nie spojrzymy na kredyty, chwilówki i inne atrybuty współczesnego niewolnictwa.
  7. Jeśli dużo zarabiamy, tym krócej musimy być aktywni zawodowo, na przykład:
  8. zarabiamy 10 lat po 1300zł, 10 lat po 1500zł, 10 lat po 1800zł, 10 lat po 2000zł, razem 40 lat = 792000 zł
  9. zarabiamy 10 lat po 1400zł, 10 lat po 1600zł, 10 lat po 1900zł, 10 lat po 2100zł, razem 40 lat = 840000 zł prawie 50000zł więcej, a to tylko o 100zł więcej na miesiąc,
  1. zarabiamy 10 lat po 2600zł, 10 lat po 3000zł, 10 lat po 3600zł, 10 lat po 4000zł, razem 40 lat = 1 mln 584 tys. zł w tym przykładzie prezesem banku nie jesteśmy, a jest grubo ponad milion,
  1. zarabiamy 8 lat po 1300zł, zarabiamy 10 lat po 2600zł, 10 lat po 3000zl, razem lat = 676800 zł czyli 25 lat, o 15 lat krócej niż w punkcie A, a mamy finalnie więcej.

Wniosek: w pracy jedynie na czym nam powinno zależeć to na maksymalizacji naszych dochodów. Moim skromnym zdaniem liczy się absolutnie każda złotówka.

 

Czym mamy więcej pieniędzy, tym świat nas bardziej szanuje (autorytety, media, super goście będą mówić coś innego). Dlatego banki chcą z nas zrobić biedaków, tak aby nam wmówić, że jesteśmy śmieciami społecznymi, mętami i nieudacznikami, bo to oni mają być kimś. Pieniądz nie wyznacza wartości człowieka, ale to w rodzinie, wśród przyjaciół. Na zewnątrz, jeśli kolega wychodzi na tzw. “piwo”, to proponuję eksperyment: niech za każdym razem mówi: “Wiecie chłopaki, jestem na bezrobociu, postawcie mi.” – ile tak będą zapraszać i stawiać? Co ja będę Państwu mówił – sami przecież Państwo wiecie w co się gra. Bo w życiu niewielu jest przyjaciół dla biednych. Prawdę mówiąc, to są rodzynki.

 

Autorytety, media i super goście wymyślili i wdrożyli mit tak zwanego milionera – człowieka sukcesu – kogoś.. Wmówili ludziom, że milioner to jest gościu i mało tego – wy nie MACIE PRAWA być takim gościem. A ja twierdzę, że macie prawo (i pokażmy im, że możemy) być takim gościem (kobiety przepraszam, ze tak szowinistycznie – gościówa też może być). Nikt nie będzie was szanował, bo macie tytuł magistra (bo ich jest zatrzęsienie), ale dlatego, że będzie “nowy merol”. Ale to nieważne w życiu, to na pokaz. Po prostu trzeba mieć odłożone trochę gotówki dla nas samych – bo zawsze mogą być potrzebne, wystarczy poczytać statystyki dotyczące nowotworów.

 

Ile to jest ten milion? Podobno jakaś mityczna kwota. To jest 68zł dziennie przy 40 latach pracy. Czyli 2100zł miesięcznie. Oczywiście można tutaj mi powiedzieć, że coś mi się w głowie porobiło, bo to po 40 latach, ale po pierwsze nie trzeba mieć tego miliona już teraz, a po drugie nie musi nam być potrzebny. Ale załóżmy, że to nasz cel – aby na starość mieć jakieś pieniądze (nie na podróże, bo już siły nie ma). Po drugie, 100zł dziennie odkładamy na mieszkanie. To już się robi 5100zł. Poważne pieniądze, jak dla mnie. Do tego życie. Nie dodaję tutaj wynajmu mieszkania, dodam na wydatki bieżące. Myślę, że 3000zł miesięcznie starczy. Razem 8100zł. Bardzo upraszczając, dobra praca to moim zdaniem praca za co najmniej 8000zł miesięcznie. Psychiatra potrzebny od zaraz – tak pewnie Państwo myślicie.

 

Ja uważam, że wmówiono nam – ludziom – że jesteśmy gównem i jesteśmy za głupi. Nie jesteśmy, musimy się tylko “odszkolnić”, przestać myśleć o Konradach Wallendrodach, Judymach, a zacząć używać kalkulatora. Nie załamywać się i zaraz pomyśleć, że te 8000zł to na dwojga – męża i żonę – czyli każdy po 4000zł (dlatego rodzina i spokój w domu są niezmiernie ważne, nie warto być samemu). Kiedy ja zacząłem pracę w szkole, dostałem 600zł. Naprawdę nie kłamię. Dlatego “do widzenia”. Nieważne, ile teraz kto zarabia, czasowo można zarabiać mniej, jasna sprawa, że zaczyna się od małych kwot. Jednakże, trzeba cały czas myśleć o przyszłości i czymś więcej, szanować siebie i planować jak to wykonać. Planowanie i używanie kalkulatora to podstawa! Niech Państwu da do myślenia fakt, ze w 2002 roku Jack Whittaker wygrał 315 milionów bagsów na loterii. Wszystko wydał w 4 lata.

Z kolei Gisele Bundchen pracowała jako 14 latka w supermarkecie (to apropos ludzi, którzy zapychają w Biedronkach, aby się nie poddawali – a próbowali do skutku), obecnie zarabia 25 mln dolarów rocznie (oczywiście szkoły “nie ma”). Jest to modelka. Coco Chanel wychowywała się w sierocińcu i w tym wieku zakończyła naukę. Jasna sprawa, że pieniądze szczęścia nie dają, ale mogą być narzędziem do spokoju. Aby mieć nawet na te głupie rachunki, klocki dla dziecka, czy normalne pieluchy, a nie najtańszy chłam i odparzenia na pupie. A skoro mogą dać spokój, to same wymagają spokoju. Spokojnie, systematycznie, planowo, stopniowo. A nie, kurna, “szklane domy”, kredyty hipoteczne, bo “mądrala w telewizji” mówi, że się nie da inaczej. Chociaż nawet w telewizji, pamiętam, Jan Bielecki ostrzegał, aby nie brać kredytów we frankach. Wtedy go wyśmiewano. Dlatego czytać, nie naśmiewać się, analizować z kalkulatorem i mieć świadomość, że papier przyjmie wszystko – nawet i doktorat. Znam jednego takiego – pracy u innych nie znalazł – ale pracuje na swoim, zapiernicza. Czego i Państwu życzę. Oczywiście za pieniądze, a nie za “dziękuję”. Jak w szkole. Nauczyciel dostaje dyplom z podziękowaniami. Zakupów za niego nie zrobi”.

 

 

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *