Przeliczeni.pl
Wszystko o prowadzeniu biznesu w galerii handlowej bez cenzury i ukrywania niewygodnych faktów.

Tutaj zobaczysz jak to działa "od kuchni": nadużycia, fałszowanie informacji, szantaż.
Przeliczeni.pl
Systemy franczyzowe w Polsce - czy rzeczywiście to taki złoty biznes?

Sprawdź na blogu jak wyglądają realia prowadzenia tego rodzaju działalności.
Przeliczeni.pl
Bankructwa, rozwody, bezdomność, ucieczki z kraju.

Świadectwa ludzi, których wykończył system retail.

Nie produkt jest problemem. Czynsz+milion królików=dług-poradnik najemcy

Temat retailu wraca ...

Temat retailu wraca jak bumerang. Kilka wybranych „dialogów” z -najemcami AD 2017.

“Witam, Chciałbym usunąć się z galerii handlowej w Gdańsku. Czy ktoś ma doświadczenia z firmą Pradera? Jak z nimi rozmawiać, czego się spodziewać. Mam umowę na jeszcze 5 lat ale nie daję rady”.

Odp. Nie ma znaczenia firma taka czy inna. Z informacji natywnych wynika, że do Gdańska „pół Niemiec” jeździ. Promami ciągną klienci ze Szwecji.

 

“Witam, Jestem najemca w Galerii. Chce wyjść z owego punktu i moje pytanie dotyczy rad. W jaki sposób wyjść ponosząc jak najmniejszym koszt wypowiedzenia umowy. Owa galeria nie spełnia moich oczekiwań (chyba jak każda zbyt duże wymagania co do kosztow). Na samym wstępie wspomnę iż zarząd galerii przeprowadza generalny remont w godzinach pracy. Młoty udarowe, brak zabezpieczenia miejsc pracy, brak reklamy mojego sklepu, dość dużo lokali pustych ok 40% brak możliwości spotkania się z zarządem(nie odpowiadają i nie odbierają na tel). Czy istnieje możliwość w jakiś “ludzki sposób ” opuszczenia tego miejsca?

 

Dodam, że umowa kończy się w grudniu tego roku. Już działam z moim prawnikiem, zbieramy dowody aby wypowiedzieć umowę.”

Odp. Ludzkim sposobem jest zapłacenie wszystkich faktur. To bolesne, niemniej jedno z rozwiązań. Pan jest nikim-musi pan mieć tę świadomość. Dlatego też w kalendarzu nie ma dla pana czasu. To jest świadome działanie na „czas”.

 

“Witam. Borykam się z pewnym problemem. Otworzyliśmy sklep w Galerii City Meble w Gdańsku z początkiem kwietnia. Tradycyjnie Galeria robi już co chce (obiecane tłumu nie przyszły, odcięto nam w porozumieniu (podobno) z innymi najemcami wjazd do Galerii od strony naszego sklepu (który miał być atutem). Dyrekcja i zarząd mimo pism i maili nie reagują w ogóle. Nie rozliczają się z kosztów marketingu, reklamy, brak wpływu na politykę Galerii. I totalna ignorancja i lekceważenie. Co począć z takim fantem? Jestem w kontakcie z prawnikiem ale póki co formalne wezwania z naszej strony sa zwyczajnie olewane.. Będe zobowiązany za jakąkolwiek formę pomocy/sugestii.”

Odp.

Obawiam się, że nie jestem w stanie panu pomóc. Takie sytuacje zdarzają się w różnych budynkach. Brak reakcji to sposób zarządzania. Pisałem o tym wielokrotnie, media pisały. Takie są realia. Podpisał pan umowę, nie zabezpieczył się na taką okoliczność. Mają prawo teoretycznie zamurować wejście a pan nie ma nic do powiedzenia. Poza tym jeśli nie ma w umowie uszczegółowienia wydatków to może pan dostawać faktury jakie chcą-poza kontrolą. Na tym polega system. Pan miał podpisać umowę i ma pan płacić. A potem to już pana problem. Chyba, że prawnik zobaczy światełko do tego aby ją skutecznie unieważnić. I wyjść z tego budynku.

“Dzień dobry, jestem najemcą lokalu w galerii Vivo! Stalowa Wola, niestety mamy duży problem z dyrektorem, z tego co wiem wcześniej był dyrektorem galerii Tarnovia , doszły mnie słuchy że “utopił” tą galerię, może miałby Pan więcej informacji na ten temat ?? Niestety ten Pan to taki typowy dyrektor galerii, nie odpisuje na meile, nie odbiera te i nie oddzwania, przedstawia chorą odwiedzalność i twierdzi że wszyscy są bardzo zadowoleni tylko nie my. Prywatni najemcy od jakiegoś czasu nie płacą czynszów bo ich na to nie stać, do sklepów wchodzi po 20 osób dziennie…, zerowe utargi są bardzo częste. Galeria nic nie robi żeby nam pomóc, nie przekazuję informacji do właścicieli, generalnie nas olewają. Walczymy o obniżkę czynszów oraz zmianę Pana dyrektora bo razem z nim idziemy na dno. Jeśli ma Pan jakieś informację na temat tego Pana to bardzo proszę o kontakt. Z góry dziękuje i pozdrawiam.”

Odp.

Dzień dobry. Od trzech lat piszę na ten temat. Pisałem też o tym że Vivo nie ma przyszłości. Pisałem, że ta inwestycja nie ma sensu. Te informacje były i są dostępne. Pisałem o takim sposobie zarządzania i ujawniłem na czym ten mechanizm polega. To nie jest kwestia konkretnej osoby tego dyrektora lub innego dyrektora, ale systemu. Świadome działanie. Od początku do końca po to, aby wyciągnąć maksimum pieniędzy. Zastanawiam się jak to jest, że pojawiło się tak wiele publikacji na temat galerii handlowych, a jednak znajdują się chętni? Powiem więcej galeria Vivo była opisana też na lokalnych forach internetowych na etapie budowy. Kilkudziesięciu ludzi kontaktowało się ze mną na tym etapie i nie weszli do tego budynku. Nie podpisali tych umów. Dziś są wygranymi, bo dali się przekonać blogerowi czy temu o czym pisali byli już dziś najemcy-z reguły bankruci. Ta informacja była mocno dyskutowana na forach internetowych, a sposoby wyjścia zostały wielokrotnie opisywane na blogu czy w komentarzach i lub w książce. Nie można wg mnie dziś wychodzić z założenia nieświadomości. Najemcy podpisujący umowy np. w 2011 roku (to rok podpisania umowy przeze mnie) po a) czytali i słyszeli o rekordach frekwencji, b) nie słyszeli o bankrutach i skandalicznym zarządzaniu poprzez lekceważenie, strach i kolejne kredyty c) nie mieli informacji o tym dlaczego upadło wiele sklepów sieciowych, franczyzowych czy innych punktów. Proszę wybaczyć. W pełni rozumiem państwa sytuację. Trzeba jednak poklikać. Poczytać. A dziś co państwu pozostaje?Dokładać, wyprzedawać się. Zadłużać. Lub zrzeszyć. “Galeria nic nie robi”. A co ma robić? Za uszy ludzi wyciągnąć z domów i nakazać zakupy? Galeria nic nie zrobi, bo nie jest w stanie. Zbudowali budynek odpowiadający 20 osobom dziennie w pani przypadku. Pewnie zdarza się, że tych osób jest więcej lub mniej. Ten model biznesowy przy takich kalkulacjach nie ma racji bytu. Daliście się państwo naciągnąć. Na duże pieniądze. Dziękuję za ten sygnał życząc państwu zdrowia-bo to jest istotne i pomysłu na siebie, bo w gh -jej nie ma. Przedstawione przez panią spostrzeżenia są tylko kalką. Potwierdzeniem mechanizmów i prania mózgów. Zapewniam panią. Że ci “wszyscy zadowoleni” to bank, firma zarządzająca i inwestor.

I kolejny.

“Piszę, ponieważ od dłuższego czasu śledzimy z mężem bloga “Przeliczeni”, ale mimo całej zdobytej tam wiedzy nie udało nam się ustrzec przed problemami związanymi z wynajmem lokalu w galerii handlowej.

Działalność prowadzę od 2 lat, a mąż od kilkunastu. Dwa lata temu otworzyliśmy sklep internetowy z odzieżą outlet, ale postanowiliśmy się rozwinąć z pomocą kredytu inwestycyjnego i otworzyć sklep stacjonarny. Wybór wydawał się prosty. Po odwiedzeniu kilku ulic kiedyś handlowych, dziś prawie martwych gdzie stawki czynszowe mimo wszystko do niskich nie należą postanowiliśmy spróbować szczęścia w galerii.

W miesiącu maju bieżącego roku zaczęły się nasze problemy, czyli jest to stosunkowo świeża sprawa. Sklep został otwarty w ostatnich dniach grudnia 2016r. Jest to sklep odzieżowy o powierzchni łącznej ok. 100m2. Jest to też nasz jedyny punkt i źródło dochodu. Początek roku był słaby jak to zawsze bywa, ale marzec i kwiecień miały tendencję wzrostową, choć nadal sporo poniżej naszych oczekiwań. W maju obroty spadły na łeb, na szyję co mnie zmroziło, gdyż liczyliśmy się ze spadkiem obrotów w okresie letnim, ale nie aż tak drastycznym i nie tak wcześnie. W związku z zaistniałą sytuacją umówiliśmy się na spotkanie z osobą, która zawierała z nami umowę. Na spotkanie udał się mąż, który wrócił z niego roztrzęsiony. Usłyszał, że może przyczyna niskich obrotów leży w produkcie. Mówi to osoba, która nigdy u nas nic nie kupiła, była tylko w dniu otwarcia sklepu na 2 minuty, więc uważam że szukanie winy w produkcie którego się nawet nie zna jest wręcz bezczelne. Pani obiecała nam jednak, że sprawę przedstawi na zarządzie i dostaniemy odpowiedź za 3 dni. Z 3 dni zrobiły się 3 tygodnie, podczas których dopytywaliśmy o odpowiedź w naszej sprawie, ale byliśmy zbywani. 2 dni przed terminem płatności faktury napisałam, że nie jestem w stanie jej zapłacić i proszę o przesunięcie terminu płatności. Jeszcze tego samego dnia odezwał się pan dyrektor, który podobno przebywał na zwolnieniu i zaproponował spotkanie.

Spotkać się było ciężko, bo pan jest bardzo zapracowany i ma mnóstwo spotkań, ale kiedy wreszcie udało nam się umówić spotkanie mocno mnie rozczarowało. Pan dyrektor już wcześniej mailowo prosił nas o przedstawienie KPiR, faktur zakupowych, chciał znać nasze marże. Odmówiliśmy dostępu do tych informacji, podając to co naszym zdaniem wystarczy. Mimo tego na spotkaniu nadal upierał się, że bez znajomości marży nie jest w stanie oszacować naszych kosztów, choć nie trzeba tu robić wnikliwej analizy by widzieć, że budżet nie ma prawa się spinać, gdy niemal 50% naszego przychodu pochłaniają zobowiązania względem galerii. Mąż jest dość nerwowym człowiekiem, ale grzecznie choć stanowczo dał do zrozumienia, że problemu należy szukać poza naszym sklepem. Pan dyrektor pozostał głuchy na to stwierdzenie i nadal upierał się przy swoim. Kiedy zasugerowaliśmy żeby przeszedł się po naszym piętrze, które jest pomijane przy organizacji różnych eventów i obroty spadają nie tylko nam, naskoczył na nas skąd mamy takie informacje, z kim rozmawiamy, konkretne nazwiska. Niewiele brakowało, by skończyło się na rękoczynach.

Nadal jesteśmy w punkcie wyjścia, bo nic nie zostało ustalone i nie wiem jak wybrnąć z tej sytuacji. Mamy z mężem rozdzielność majątkową, ale wszystko jest na mnie i nie ma możliwości przepisania na męża. Nasz samochód, mieszkanie, a także firma. Umowę najmu mamy zawartą na 2 lata, ale zabezpieczyliśmy się możliwością wypowiedzenia jej ze skutkiem na koniec roku. Na tą chwilę nasze zaległości to 2 faktury, z których jedna jest zapłacona częściowo, otrzymałam już kolejne faktury, których również nie będę miała prawdopodobnie z czego zapłacić. Obecnie wystawione faktury przez galerię opiewają na kwotę ponad 8000 złotych. Obawiam się, że nie damy rady przetrwać sezonu letniego. Dzienne przychody obecnie to w porywach ok. 100-200 zł, zdarzają się dni z zerową sprzedażą. Nie mamy pieniędzy na zakup towaru, a to prosta droga do utraty klientów. Ruch w galerii na naszym poziomie (+1) jest słaby, koło nas są również puste lokale. Wiem, że nasza sytuacja nie jest tak dramatyczna jak niektórych najemców gh, ale po prostu nie bardzo wiem jak dalej pokierować całą sytuacją”.

 

Odp. Najemcy, byli najemcy, czytelnicy bloga, komentatorzy bloga (w dużej części) czyli Ci którzy współredagują bloga od 3 lat: to są konkretni ludzie, znane kancelarie prawne, którzy oprócz wirtualnej rzeczywistości są, istnieją. Nie są wymyśleni. Warto się wczytywać wcześniej i jednak spróbować podejść krytycznie do tematu. Ileż można pisać o tym samym? Jak to jest, że tak wiele podmiotów wchodzi z gh do sieci, a w tym przypadku z sieci do gh? Media wiele razy publikują informacje, że w przypadku dużych podmiotów witryna jest oknem wystawowym, marketingowym, wizerunkowym. Że klienci szukają okazji i tłumy są wtedy, kiedy te okazje się pojawiają (dla przykładu niedawna promocja 60 procent na wszystko w Pruchniku). W sieci jednak są miliardy stron internetowych, platformy zakupowe, fan peage. Jest trudno pozyskać klienta w sieci, a koszty pozycjonowania bywa, że się nigdy nie zwrócą. Trafienie z produktem do mediów to rzadkość i masa szczęścia-pod jednym warunkiem-że to coś czymś się wyróżnia. Wyobrażam sobie inwestycję miesiąc w miesiąc w sklep internetowy na poziomie 8000 złotych. Wydaje się, że przy wsparciu profesjonalnych firm działających w sieci taki sklep mógłby się z czasem przebić i zbilansować. Pod paroma warunkami. Różnorodności, kreatywności, ceny i obsługi klienta. To jednak spory koszt, te 8000 złotych miesięcznie. Wydatkowanie takiej sumy nie ma sensu w płytki kwadratowe w gh, w przebudowy, w pomniejszanie, powiększanie etc.

Gh to jest sposób na wydojenie. Nielogiczny, ale rentowny dla retailerów schemat. W Poznaniu w gh znalazło się 40 gastronomów (jadłodajni) w jednym miejscu. I na co oni liczą? Fut korty (stołówki)  w Polsce furczą od rotacji. Już są w gronie przeliczonych.

Jeszcze jedno spostrzeżenie. Bywa, że wyhodowany dłużnik jest już niepotrzebny, a punkt jest rentowny. Wówczas znika jeden najemca, a pojawia się drugi. Ten pierwszy po wyprzedaniu się spłaca długi lub nie.

I nawet jeśli ktoś zarabia (bo i tacy są)  to miesiąc w miesiąc zaciskają zęby wysłupując kolejne odrealnione tysiące na czynsz plus papier toaletowy. I tak można by pisać i pisać. Nie ulega wątpliwości, że wypożyczalnie VHS vel gh mają i mieć będą kolejnych najemców, bo tak to działa. Jak z paleniem. Niby „wszystko” wiadomo, a i tak tysiące idą z dymem. Nie każdy jednak ma raka.

Najemcom z dworcogalerii w Katowicach należy życzyć zdrowia. Bo wystarczających obrotów na poziomie – czy +1 nie będzie.

A z innej beczki ostatnim akordem działalności wydawniczej w zakresie retailovo franczyzowym jest zapowiadana książka dedykowana franczyzie. Nakład 1000 egz. Dla zasady. Ta pierwsza połówka to ludzie sukcesu. 

Okadka

Znajdziecie w niej wiele stanowisk na temat franczyzy. Przykładów. I rzecz jasna wnioski końcowe.

Ta publikacja będzie ważna z zasadniczego powodu: zarządzający galeriami bawią się w sprzedawców franczyz. Za prowizję. Mam nadzieję, że podobnie jak w przypadku wielu niedoszłych najemców w galeriach handlowych po zapoznaniu się z materiałami już opublikowanymi weźmie sobie na wstrzymanie i zainwestuje w coś perspektywicznego- nie koniecznie i tylko na gotowych zasadach w gh. Pozdrawiam.

I polecam ten materiał. 

http://innpoland.pl/136377,jego-biznes-legl-w-gruzach-legendarny-krakowski-restaurator-wylecial-drzwiami-ale-wraca-oknem

Dla przypomnienia nr tel. do kancelarii prawnej zajmującej się gh: 506 099 896.

P.S. Z cyklu znalezione w sieci z przymróżeniem oka na poprawę obrotów. “Lubelska asocjeta” w gh (od 1,30s.)

https://www.youtube.com/watch?annotation_id=annotation_3279788341&feature=iv&src_vid=keWgw8bqMY8&v=Z99r6s0Zh4Q

P.S. Ciekawy apel na końcu. Może przyniesie zlecenia?

http://innpoland.pl/135671,najstarszy-warszawski-kaletnik-pracuje-w-zawodzie-od-73-lat-niestety-musi-zamknac-swoj-zaklad

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *