Przeliczeni.pl
Wszystko o prowadzeniu biznesu w galerii handlowej bez cenzury i ukrywania niewygodnych faktów.

Tutaj zobaczysz jak to działa "od kuchni": nadużycia, fałszowanie informacji, szantaż.
Przeliczeni.pl
Systemy franczyzowe w Polsce - czy rzeczywiście to taki złoty biznes?

Sprawdź na blogu jak wyglądają realia prowadzenia tego rodzaju działalności.
Przeliczeni.pl
Bankructwa, rozwody, bezdomność, ucieczki z kraju.

Świadectwa ludzi, których wykończył system retail.

Dla galerników i biorców, czyli wreszcie Święto i dla nich-poradnik najemcy

Dzień Porażki

Wydojeni

Dystans

Zanim ludzie przyjechali do miast za chlebem, pracą i mieszkaniem, to w większości mieszkali na wsiach. Jakkolwiek pamięć o pochodzeniu jest wypierana z niezrozumiałym poczuciem wstydu. W gh widoczne są jednak pozostałości po normalności jeśli uznamy, że przesiadywanie na ławkach przed domem na wsi, było czymś dla ludzi normalnym i pożytecznym.

Obgadywano lokalne pogrzeby, wiejskie plotki i kompleksowo: kto z kim śpi, ma lewe dzieci, kto ile zarabia, co powiedział proboszcz, komu lis przetrzebił kurnik, czy marchewka rośnie czy zmarzła i całą paletę tematów związanych z bólem kręgosłupa czy bólem istnienia. Na wsiach ławki były potrzebne i integrowały lokalną społeczność.

Dziś lokalni emigranci nie są wolni od przyzwyczajeń sprzed lat. Pozamykani w wielkiej płycie szukają swojego miejsca na pogaduchy. I takim miejscem wiejsko-miejskim są gh. Ich doświadczenie zakupowe kończy się na promocjach w dyskontach, a gh są miejscem spotkań.

Nikomu nie uwłaczając galernik wie, że seniorzy oszczędzają i rzadko ich stać na doświadczenie inne niż wzrokowe. Poza WC (w niektórych gh-płacisz za wydalanie pomimo, że galernik i za to płaci)- ławka jest nieoczynszowana wprost  z kieszeni siedzącego. Za ławki płaci galernik, papier plus zapach to też jego koszt. Warto o tym pamiętać przed inwestowaniem w gh. Tym bardziej, że ten fakap sobie nie radzi. Rynek został wydojony jak krowa.

Pomarszczone wymiona nie dają już mleka – jak lokalne ławki na wsiach-coraz częściej są puste. Intelektualistom z retailu należy przypomnieć maksymę, że z „pustego i Salomon nie naleje”. Jako, że są to ludzie żyjący z okradania innych stąd też nie należy się temu dziwić. Właśnie na wsiach-jedni drugim kradli nie tylko mleko, warzywa, jajka, ale i krowy.

I tym porównaniem wchodzimy do części jadłodajni w plaza Lublin. Czytelnik podesłał zdjęcia i zastanawia się gdzie się podziało salad story. Biorąc pod uwagę bylejakość zwisających banerów trudno oprzeć się wrażeniu, iż ludzie retailu przeżywają depresję.

Czas się rozglądać za nową robotą. Tylko gdzie? Powiedzmy sobie wprost, aby zostać kasjerem w spożywce trzeba spełniać pewne warunki i rozumieć skąd bierze się pieniądz. “dyrektor” tego nie wie. I rozumie- o dziwo-zmianę doświadczeń rynku, czynszu i zasadności istnienia tego rodzaju „biznesu”. Stąd też przypomnijmy sobie, gdzie wylądowali galernicy. Nie rzadko na ulicy. Z wyłączeniem tych, którzy w taki czy inny sposób próbują się pozbierać i dach nad głową mają.

Jak to zrobili galernicy z Poznania? Uważny Czytelnik podesłał zdjęcia.

I zajrzyjmy do Chorzowa na Śląsku (AKS kerfur).

Czytelnik z Lublina sugeruje omówienie franczyz gastronomicznych…Napisałem już kilka lat temu o biorcy maka, który w dwóch stołecznych g dokłada. 20 lat pracy dokładki. „Legendarny” mak. Proponuje  Ci ktoś wejście w pizzerię za kilkaset tysięcy złotych?

Zainwestuj w kopanie studni głębinowych na wsiach. Trudny fizycznie, ale rentowny interes. Tradycyjne studnie z kręgami w wielu miejscach są puste. Głębiej jest woda. Inwestycja rzędu kilku tysięcy złotych w zależności od głębokości. Im głębiej tym drożej. Na tym dziś robi się pieniądze.

Wmawiają Ci rentowność sushi? Poproś o wysokość składek w ZUS i podatków z US. Przyjmując, że są miejsca „kultowe”, gdzie może się to zepnie. Kebab już dawno popłynął w dziesiątkach lokalizacji. Na dłuższą metę recykling mięsa musiał wyjść prędzej czy później na jaw. Nie znam człowieka, który zarobił na rower. Dawców i owszem.  

To z kolei prowadzi do łańcucha: inwestycja, porażka, wstyd, nierzadko picie i próba ucieczki przed światem. Rynek to też widzi i kreuje nowe sposoby radzenia sobie z porażką i zarabianiu na niej. Stąd też pomysł na Dzień Porażki wydaje się być czymś interesującym w przestrzeni publicznej. Galernicy plus biorcy to grupa docelowa tego przedsięwzięcia. Czy należy z góry skreślić ten pomysł jako nowy psychologiczno-biznesowy sposób na wyciąganie pieniędzy z już zadłużonych? Moim zdaniem nie. Jeśli faktycznie masz problem z porażką i chcesz zobaczyć ludzi podobnych do Ciebie to być może warto tam być?

https://dzienporazki.pl/speakers/jarek-lojewski/

W Korei Południowej takie spotkania są już organizowane od jakiegoś czasu. Cieszą się sporym zainteresowaniem. Przy 90% ludzi porażki w stosunku do 10 % ludzi sukcesu duża frekwencja nie dziwi. I nie ma znaczenia czy ktoś Ci wcisnął fakapa czy w inny sposób odniosłeś porażkę. Nie Ty jesteś porażką. Wbij sobie to do głowy, napisz na kartce i powieś gdzieś na wysokości wzroku i nie użalaj się nad sobą.

Od siedmiu miesięcy piszę książkę „Kiedy odchodzą…”-relacje rodzin dotkniętych samobójstwem. Nie rzadko pod wpływem trudności ekonomicznych wymieszanych z depresją, samotnością, alkoholem, niezrozumieniem , chorobą, starością. Szokujące zdjęcia, filmiki, relacje i reakcje są nieporównywalne z niczym. Stąd też mam coraz większy dystans- również do galerników i strat materialnych jako takich. I kiedy słyszę, że ktoś stracił czy straci, bo ziemia warta ileś, jest sprzedawana za ileś mniej – to rozumiem frustrację. Często jednak to zdarzenie i rozpacz- nie są tego warte.  Moim-subiektywnym zdaniem.

P.S. Dziękuję za zdjęcia i linki.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *