Przeliczeni.pl
Wszystko o prowadzeniu biznesu w galerii handlowej bez cenzury i ukrywania niewygodnych faktów.

Tutaj zobaczysz jak to działa "od kuchni": nadużycia, fałszowanie informacji, szantaż.
Przeliczeni.pl
Systemy franczyzowe w Polsce - czy rzeczywiście to taki złoty biznes?

Sprawdź na blogu jak wyglądają realia prowadzenia tego rodzaju działalności.
Przeliczeni.pl
Bankructwa, rozwody, bezdomność, ucieczki z kraju.

Świadectwa ludzi, których wykończył system retail.

Koniec obciachu, czas powrotu do źródeł-poradnik najemcy

Jak zrobić wodzionkę?

Owczy pęd

Bazarki na dachy

Firmy informatyczne zajmujące się budową stron internetowych, platform sprzedażowych, e-learningowych mają dużo pracy i zleceń. „Owczy pęd” do sieci niektórym pomoże się utrzymać na rynku, a nawet rozwinąć- w sieci w której i tak było ciasno, zrobi się jeszcze tłoczniej. Odpowiednik czynszu-czyli pozycjonowanie pójdzie w górę.

Im wyżej, tym drożej bez gwarancji zleceń i sprzedaży. Poza tym wyszukiwarka ma to do siebie, że „najwyżej” nie oznacza –korzystniej. Niemniej jednak szybkie przebranżowienie czy próba zmiany jest zjawiskiem znanym. Jest akcja-jest reakcja.

Podam kilka przykładów.

Firma produkująca koła i materace do pływania przestawiła się na szycie dużych szpitalnych namiotów. Pasmanteria szyje wyłącznie troczki do masek i ma odbiorców. Galernik przenosi sklep do internetu, tradycyjne firmy szkoleniowe budują platformy video do prowadzenia szkoleń przez internet. „Wszyscy” idą w on-line. Jak w Tragedii Posejdona.

Drukarnia zajęła się produkcją hełmów antywirusowych i szuka odbiorców. Sprzedawca piwa robi hełmy ochronne.

W majówkowym wydaniu Gazety Prawnej znajdziecie więcej takich przykładów: o zmianach, ludzkich postawach, pomysłach i radzeniu sobie różnych firm z przeciwnościami.

Galernikami się nikt nie zajmuje, bo to jest temat zamknięty. Oprócz zamrożenia czynszów w zasadzie nie ma o czym pisać. Jedynie co można by zrobić w międzyczasie to na dachach budynków ustawić drewniane stragany i tam organizować bazarki wędlin. Tyle zostało z retailu.

Jeżeli jesteś galernikiem to weź pod uwagę kwestię dezynfekcji już dziś. Kto niby po otwarciach ma to dezynfekować i za to płacić? Ile razy należy dezynfekować dworcogalerie handlowe i jaki to jest koszt? Do tego kurs euro i wszystko jasne. Mówiąc językiem potocznym -jest pozamiatane. Sanepid retail omija szerokim łukiem. Łatwiej zniszczyć rolnika.

Długo potrwa leczenie głów nas-klientów-i oswojenie się z obawą o zdrowie. Można powiedzieć, że wielki biznes miał się dobrze. Sędziowie, prokuratorzy, deweloperowcy, burżuazyjni prawnicy-de facto przestępcy, mafia-była nietykalna, co oczywiste z historycznego punktu widzenia. I oto nagle Goliat oberwał z procy małym niezauważalnym „dawidowirusem”. Obalił system retail, a w zasadzie postawił symboliczną kropkę nad „i”. Nowotwór ostatecznie został zatrzymany przez dawidowirusa. I to jest dobra wiadomość. Jedna choroba pokonała drugą.

Symboliczna polityczno-samorządowa tarcza „nietykalnych” chroniąca przez wiele lat system retail i deweloperowców-tym razem-nie zadziałała. Setki milionów złotych na „ratowanie retailu”-to wyrzucenie pieniędzy w błoto. Te pieniądze należało skierować do ludzi, do pracowników i właścicieli firm jako dochód gwarantowany czy podstawowy. Ten postulat jest jak wołanie na puszczy. Są tacy co wołają – jednak karawana absurdu idzie dalej. Pojawia się jednak nuta logiki czyli legalnie pójdziesz do lasu na spacer.

I jeszcze jedna dobra wiadomość. Skończył się czas wynajmujących, a rozpoczął czas najemców w dosłownym tego słowa znaczeniu. I nie chodzi o retail-ten jest skończony. Mam na myśli najem innych lokali. Wykpiwani Janusze biznesu dziś są na wagę tych kilkuset złotych czynszu miesięcznie. A nie odwrotnie. Należy o tym pamiętać. Jeśli deweloperowcy tego nie zrozumieją, diety za nic nierobienie nie będą takie oczywiste. Wyjście za strefy komfortu ominie firmy budujące strony internetowe, ale nie ominie umoszczonych. I jeszcze jedna refleksja. Ż płaci 10 tysięcy złotych za nakłanianie do otwarcia spożywek. Dziesięć tysięcy za sztukę. Za jednego franczyzobiorcę. Znajdź go, przekonaj żeby podpisał umowę i skasuj 10 tysięcy, żabking trwa w najlepsze pomimo pandemii. Na maile spływają oferty o przychodzie gwarantowanym zachęcającym do prowadzenia „własnego biznesu”. I jednoczesny pijar oparty o darmowe maseczki i konsultacje z Ministerstwem Zdrowia.

Przejdźmy do nowych zjawisk, ale na wsi, daleko. Dwa lata temu wybudowałem stodołę, rok temu wykopaliśmy ziemiankę.

Sąsiadka pukała się dyskretnie w głowę kiedy koń z pługiem orał kawałek ziemi po to, aby posadzić tam pomidory, marchewkę, groch i słoneczniki. Patrzyła na nas jak na kosmitów. Kiedy ściągnęliśmy pojemniki do łapania deszczówki była zdziwiona i zastanawiała się też po co kopiemy głębinówkę skoro mamy deszczówkę?

Tak było dwa lata temu i rok temu.  

A jak jest dziś? Sąsiadka szuka pojemników na deszczówkę i wezwała właściciela z koniem, żeby wykorzystać swój nieużytek.

Nie przyjechał „od ręki”. Tydzień czekała na wolny termin. Dwa miesiące poczeka na głębinówkę. Czyli jaki stąd płynie wniosek? Powrót do źródeł w dosłownym tego słowa znaczeniu. Do wody i ziemi. To co było obciachem, dziś staje się potrzebną normą. Koń od rana do wieczora z właścicielem mają pracę/15 złotych za godzinę. Jako, że jest jedynym z dwóch koni w powiecie- to ma wzięcie. Zero konkurencji, bo trzymanie konia to nawet na wsi było obciachem, czymś dziwnym. To przypomina obciach z kanapkami do pracy. Po co je robić-jak dowiozą. Kanapkowe firmy dziś są niepotrzebne-dlatego padają. Jajko na twardo tak pachniało, że wstyd je było nosić do pracy. Czas ekstrawagancji się skończył.

Za ziemiankami na wsi idą kurniki.

Prosta konstrukcja. Tani interes. Przybywa kurników i jajek na własny użytek. O wstydzie niewielu myśli-ale o przyszłości już tak.

O niej myślą też mini budowlane firmy-one mają pracę i postanowiły niektóre wprowadzić nowy produkt na rynek czyli ziemianki. Koszt od 3000-5000 złotych. Naszą wykopaliśmy sami, obłożona jest słomą, a nie betonem. Koszt wyniósł wówczas kilkanaście godzin własnej pracy.

Takie są trendy na wsiach, gdzie trudno jednak kupić świnię. Ten sam Sanepid, który zamykał bazarki w czasie pandemii pozamykał czy zagazował dziesiątki tysięcy świń na wsiach. W lubelskim porobiono dziwaczne strefy zagrożone rzekomo ASF. Finał jest taki, że kupienie czy hodowanie świni jest bardziej skomplikowane niż stworzenie apliakcji czy zbudowanie portalu. Trudność z kupieniem świni problemem życiowym nie jest.

Jeśli jest woda, stara kromka chleba, smalec, margaryna, skwarki, sól, czosnek, magi i garnek to w ten sposób gotowano na śląsku „wodzionkę”. Czyli zupę na wodzie, a nie na golonce, która w latach 80. była rarytasem. Aby zrozumieć na czym polega dewastacja polskich produktów regionalnych i mitu, który na tej bazie powstał warto odwiedzić profil Agrounii na fejsie. Pokazują „potęgę” spożywki w praktyce.

I tak oto doszliśmy do dania na trudne czasy dla galerników i nie tylko. Pamiętam smak tej wodzionki. Dało się jeść, nie śmierdziało, nie było obciachem.

wniosek: jeśli podpisałeś umowę w gh, nie przedłużaj jej, nie wyprzedawaj się, nie płać nic. Uchyl się od skutków prawnych tej umowy. Poczekaj, aż spadną czynsze przy ulicach, bo spadną. I tam buduj od nowa. Szukaj lokalizacji tam, gdzie jest świeże powietrze. To już dziś i jutro-obciachem nie będzie.

I jeszcze jedno. Ten były spichlerz też dla niektórych był obciachem. Ruiną.

Po jakimś czasie powstało to

Masz jakieś pieniądze? Szukaj sioła na wsi. Mając ogródek z nawozem z obory rano z okna zobaczysz to:

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *